Rzec by można, że Kuba jest dzieckiem szczęścia. Może nie sięga wyżyn swojego intelektualnego potencjału, z zamiłowania, urodzenia i nawyku jest bowiem leniem skończonym, zwykle jednak dostaje to, czego od losu zażyczył. Niemal za darmo. Za samo bycie Kubą. W sobotę dostał w prezencie dar nie do przecenienia. Siedział w pierwszym wagonie. Nie znam powodu, dla którego przeniósł się do ostatniego. Przypadek i tyle.
Rzec by można, że przypadkiem człowiek się pomylił. Nie chciał przecież mylnie wcisnąć, przeoczyć, popełnić błędu, tymczasem na niego może spaść wina za cały nieprzypadkowy nieporządek w zestawie spółek, walących się z hukiem z na łeb i szyję wskutek niedbania i liczenia się jedynie z zyskami, a nie z inwestycjami. Nie przypadkiem stało się nieszczęście. Nie przypadkiem też znów solidarnością mydlą nam oczy wypatrujące solidności.
Rzec by można, że przypadkiem człowiek się pomylił. Nie chciał przecież mylnie wcisnąć, przeoczyć, popełnić błędu, tymczasem na niego może spaść wina za cały nieprzypadkowy nieporządek w zestawie spółek, walących się z hukiem z na łeb i szyję wskutek niedbania i liczenia się jedynie z zyskami, a nie z inwestycjami. Nie przypadkiem stało się nieszczęście. Nie przypadkiem też znów solidarnością mydlą nam oczy wypatrujące solidności.
Kozioł ofiarny musi się znaleźć, ktoś musi zaświecić twarzą za błędy - swoje bądź cudze. Trybuny muszą zobaczyć krew na piasku. Ci na górze, na szczycie ważnych spółek bardzo się przyłożą, żeby ukarać winnych.
OdpowiedzUsuńA sami są współwinni, o ile nie winni kompletnie, bo niedoinwestowane koleje ledwie zipią pod stertą usterek. Niedoinwestowane kosztem pensji, premii, odpraw i innych takich.
UsuńAle o tym nikt się nie dowie. W mediach będą tylko informacje, że ukarano winnego - wskażą go palcem wyraźnie. I sprawa ucichnie, ktoś poleci ze stanowiska, załatwione, rozwiązane. A gdyby się okazało, że to ktoś ważny, to poleci tak, że zaleci na inne, mniejsze, ale i tak dobre. Łapka łapkę myje.
UsuńNiestety, tak właśnie będzie. I znów niestety: nasz pesymizm jest poparty wcześniejszymi setkami razy, w których tak właśnie się działo. Ale mimo tych setek razy ja wciąż mam szczękę na podłodze, kiedy kolejny ważniak partaczy, a i tak dostaje nagrody. Jakoś się przyzwyczaić nie umiem.
UsuńTo niepojęte dla nas, maluczkich, choć tak oczywiste i jasne, w cholernie gorzki sposób.
UsuńNajgorsze jest to, że oni intelektualnie w większości maluczcy. Niech sobie geniusze realnie ratujący kraje zarabiają miliony.
UsuńZnajomy Kolegi MMŻ przesiadł się dokładnie odwrotnie... Z ostatniego do pierwszego...:(
OdpowiedzUsuńDo śmierci był dzieckiem szczęścia. Za samo bycie - powiedzmy - Jankiem dostawał od losu wszystko - jak Kuba. Do czasu... Do pewnej marcowej nocy*
* relacja wspomnianego Kolegi MMŻ, ja, oczywiście mogę tylko ją powtórzyć.
Zamienili się życiami...
UsuńCzy kiedyś się kończy patent na szczęście? Może trzeba za ten worek szczęśliwości zapłacić? Właściwie nie chcę znać odpowiedzi na moje pytania, nie zastanawiam się nad nimi, teraz przyszły, za chwilę pójdą. Śmierć nie jest sprawą do ogarnięcia. I nie jest, oczywiście, zapłatą za ilekolwiek wcześniejszych sukcesów.
takie przypadki chyba się nieźle odbijają na psychice ;]
OdpowiedzUsuńNa pewno. Człowiek musi borykać się ze świadomością, że mógł zginąć...
Usuńoch, no,
OdpowiedzUsuńpo prostu się przesiąść...
muszę przestać myśleć o takich rzeczach,
ale to się samo mnie trzyma,
tak, to nie do ogarnięcia
Wiesz, Signe, ja jeszcze musiałam ogarnąć myśl, że gdybym jechała którymkolwiek z tych pociągów, już by mnie nie było: zawsze siadam w pierwszym wagonie, bo tak jest kierownik pociągu, który pomoże mi otworzyć te przeklęte nieotwieralne drzwi. Z drugiej strony, nie można przecież tak myśleć...
UsuńNie wiem Tanyuśka, czy istnieje przypadek. Raczej jest to jakaś konieczność rządząca nami...
OdpowiedzUsuńCo do mydlenia - no niestety jest i przy okazji pianę probują ubijać, czy też bić - jedno i drugie zazwyczaj.
Aguśka, a ja właśnie myślę, że nie wiem, czy istneje wyższa siła układająca nasze życie - wolę przypadek. Inna rzecz, że myślę, iż jest to tylko kwestia nazewnictwa, przekonania i interpretacji.
UsuńA i bicie piany, i mydlenie, i inne PRowe zabiegi męczą mnie niepomiernie.
hahahahahhaaa masz rację - możemy popisywać się leksyką, a i tak dojdziemy do tego samego punktu :)
UsuńBicie piany... mnie już nie męczy, zobojętniałam.
A przepis jakiś masz? Bo mnie wciąż szlag trafia, a wolałabym, żeby nie.
UsuńA ja...nie...nie wierzę w przypadek. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma swój określony cel, do którego konsekwentnie zmierza. Po coś ten ktoś był w tym wagonie... Na pewno.
OdpowiedzUsuńA ja nie wierzę w przeznaczenie. Czy może raczej wolę nie wierzyć, bo taka wiara ubezwłasnowolnia. Pewna jednak niczego bym nie była, bo tak przeznaczenie jak i przypadek są nie do zweryfikowania. Nie za naszego życia przynajmniej.
UsuńKiedyś z córką wracałam z kina i kiedy nadjechał tramwaj, sama nie wiem, co mnie powstrzymało (czyżby te anioły?), że nagle zatrzymałam córkę, mówiąc: nie wsiadajmy, poczekajmy na następny. Dziewczę chyba tylko dlatego, że otrzymało wzorowe wychowanie (tego nie polemizujmy) tylko na mnie znacząco spojrzało, ale powstrzymało się od uwag. Potem, jadąc tym następnym, okazało się, że ten przepuszczony się lekko wykoleił, ofiar nie było.
OdpowiedzUsuńKiedyś koleżanka dostała zastępstwo w klasie, z którą pracuje się marnie. Chciała się wykręcić, ale się nie udało i musiała przyjechać wcześniej. Bus, którym by jechała, gdyby nie to, miał wypadek. Dwie czy trzy osoby zginęły na miejscu.
UsuńTakie rzeczy się dzieją, po prostu. Ja nazywam to przypadkiem, ktoś nazwie to przeznaczeniem. Ale w przeczucia wierzę: w jakieś nieokreślone coś, co każe nam jechać/nie jechać. Choć sama miewam je rzadko: może w moim pragmatyzmie ich nie zauważam, nie słucham?
Był taki okres w moim życiu, że dosyć mocno zagłębiałam się w te filozoficzne zawiłości... już nie... Robię swoje, to co że czasem popełnię błąd? podejmę niewłaściwą decyzję? wolę po prostu żyć niż robić za boga. Znacznie to ciekawsze i mniej stresujące...
UsuńI tak jest dobrze. I błędy są dobre, bo skoro je popełniamy, żyjemy i myślimy.
Usuń