19 lutego 2012

Żądanie

gradowymi kulkami złości spada
na szklany sufit lawina
niemożności/grochem o zbyt skąpych
finansów ścianę/bębniąc o dno
kont nader wątłych/
bunt spopielonego niespełnienia
wysuwa żądanie wypłacalności

22 komentarze:

  1. Se muszę nieromantycznie przysiąść i rozgryźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo muszę porozkminiać;p

      Usuń
    2. Powisi tu trochę, bo weny nie mam, więc masz czasu a czasu :)))

      Usuń
    3. Kendżi, skoro już wiesz, że w tym powyżej romantyzmu nie ma za grosz, to połowa rozkminki za Tobą ;))

      Usuń
    4. Pozerkało się na inne komentarze i zrozumiało... Mnie też bolą takie zderzenia z rzeczywistością - bolą i złoszczą, bo póki co jestem bezradna i nie mam sposobu, żeby je pokonywać.

      Usuń
    5. Bolą i złoszczą pewnie też dlatego, że dostęp do kultury nie jest żądaniem luksusu, a na takie żądanie wyrasta...

      Usuń
  2. Czyżby codzienność ci dopiekła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydatki na kulturę, i to wcale nie najwyższą, a zwyczajnie: kino i książki.

      Usuń
  3. A pospolitość skrzeczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A uzurpowana niepospolitość - niestety, nie...

      Usuń
  4. tak oto, ''ponad mozliwosci'' w zyciu pieniezne perypetie , daja o sobie czasem znac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dają. I wcale nie o rachunki mi chodzi, a o skosztowanie kultury: dwa razy w kinie po dwie osoby, plus zjedzenie czegoś na mieście i portfel opróżniony...

      Usuń
  5. Byliśmy w kinie całą rodziną w sierpniu, odległe czasy...bilety plus reszta atrakcji wyjęła 200zł z portfela, nie stać nas na taki luksus...dopadła nas polska rzeczywistość-niestety :(
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luksus... Cholera człowiek bierze, że luksusem jest coś, co powinno być normalnością.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Nic to, Polluśka - czasem muszę jakieś dziwactwo składniowe popełnić :)
      A interpretacja powyżej.

      Usuń
  7. Tanyu, gdy bylam smarkata, pytano: "na randke idziesz czy do kina? Za dwa zlote szlo sie randkowac do kina - na cokolwiek:))) Za piec - do kafejki i siedzialo tam oj... nie krotko. Ty bylas w kinie, ja z mezusiem w cudnej restauracyjce w niedziele na pizzy i piwie, tam serwuja naprawde super jadlo niby w przystepnych cenach. Wystroj moj!!!! Jak czasem sobie na "odbic"? Cudnie bylo, pysznie bylo, a juzci. Teraz zremy ryz z marchewka, bo oboje idioci i wciaz na panstwowym wikcie (etacie), no... ja juz pol, ale ... ech... robie juz chyba tylko zeby nie zeswirowac, wszystko jakies do doopy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie zrezygnuję z pewnych rzeczy tylko dlatego, by nie jeść ryżu z marchewką. Zbyt ważne są, nie samym chlebem człowiek żyje. Tylko przykro, że to wszystko, co sprawia nam małe radości takie drogie jest. Chcemy mieć cywilizowane, mądre państwo, a gros ludzi nie stać na codzienne zachciewajki. Przecież nie żądam tych wakacji na Bora Bora, choć mi się marzą.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Owszem. Nie moje miałoby nazwisko autora pod spodem.

      Usuń
  9. Noo...i to jest wiersz współczesny;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewspółcześnie to mi jedynie rymy częstochowskie małoojczyźniano wychodzą ;)

      Usuń