Najgorzej jest patrzeć na sprawy przez pryzmat focha. Przyznaję, w pewnym wieku ma on niemal urocze zabarwienie i małolatom jest w nim niejednokrotnie niezwykle do twarzy, jednak co ujdzie płazem rozdygotanej młodości, w wieku lat ileśtamdziesięciu jest śmieszne, ujmuje powagi i zapalaja błysk ironii w oczach postronnych obserwatorów.
Foch praktykowany dla samego focha, choć czasem trudno strawialny, ale zwykle mało trujący dla otoczenia w sytuacjach prywatnych, staje się zdecydowanie zjawiskiem niepożądanym w sytuacjach zawodowych. Budzi wtedy nie tylko zażenowanie, ale i zagubienie - bynajmniej nie fochającego się, - bo stawia obserwatora w niezręcznej sytuacji nieszanowania osoby, której winno się szacunek okazywać, nawet jeśli gdzieś się go po drodze zgubiło.
Świadkuję takiemu notorycznemu fochowi już od bez mała kilku lat. Coraz rzadziej wywołuje on we mnie uczucie niezręczności, częściej zaczyna budzić irytację. Bo zaśniedziały już jest, zastany, cały należy do czasu mocno przeszłego, pora by więc najwyższa była, by wyrzucić go na śmietnik zamiast polerować i na biurku wśród innych trofeów stawiać. W zamian można by na honorowym miejscu postawić lśniącą statuetkę klasy.
Lubię, kiedy ludzie się na mnie obrażają - wyręczają mnie, przeczytałam w komentarzu na blogu Nadwodnej. Zapewne pierwszą myślą, jaka przychodzi do głowy, kiedy czyta się powyższe słowa jest ta, że dzięki cudzemu fochowi my nie musimy strzelać własnego. Dla mnie istnieje jednak jeszcze jedna interpretacja, bo bohaterka mojego wywodu w stanie uniesienia wywołanego tkwiącym w niej notorycznym fochem, potrafi obrazić się na cały świat i wtedy za ów świat całą pracę sama odwalić. Oczywiście lepiej niż cały świat byłby w stanie ją wykonać.
Nie umiem pojąć, jak można na wielką imprezę, z gośćmi sproszonymi z całego województwa, zaprosić krawcową, która wyszyła kawałek sukna. Symbolicznie ważny kawałek, ale bez którego można by się obejść; generalnie, na tej konkretnej imprezie jest on niezbędny. Jednocześnie nie zaprosić kogoś, kto był niegdyś niezmiernie istotnym ogniwem naszej codzienności. Nie zaprosić z powodu zwyczajnego, płytkiego, banalnego focha.
--
7 marca jest Międzynarodowy Dzień Bez Focha
Foch praktykowany dla samego focha, choć czasem trudno strawialny, ale zwykle mało trujący dla otoczenia w sytuacjach prywatnych, staje się zdecydowanie zjawiskiem niepożądanym w sytuacjach zawodowych. Budzi wtedy nie tylko zażenowanie, ale i zagubienie - bynajmniej nie fochającego się, - bo stawia obserwatora w niezręcznej sytuacji nieszanowania osoby, której winno się szacunek okazywać, nawet jeśli gdzieś się go po drodze zgubiło.
Świadkuję takiemu notorycznemu fochowi już od bez mała kilku lat. Coraz rzadziej wywołuje on we mnie uczucie niezręczności, częściej zaczyna budzić irytację. Bo zaśniedziały już jest, zastany, cały należy do czasu mocno przeszłego, pora by więc najwyższa była, by wyrzucić go na śmietnik zamiast polerować i na biurku wśród innych trofeów stawiać. W zamian można by na honorowym miejscu postawić lśniącą statuetkę klasy.
Lubię, kiedy ludzie się na mnie obrażają - wyręczają mnie, przeczytałam w komentarzu na blogu Nadwodnej. Zapewne pierwszą myślą, jaka przychodzi do głowy, kiedy czyta się powyższe słowa jest ta, że dzięki cudzemu fochowi my nie musimy strzelać własnego. Dla mnie istnieje jednak jeszcze jedna interpretacja, bo bohaterka mojego wywodu w stanie uniesienia wywołanego tkwiącym w niej notorycznym fochem, potrafi obrazić się na cały świat i wtedy za ów świat całą pracę sama odwalić. Oczywiście lepiej niż cały świat byłby w stanie ją wykonać.
Nie umiem pojąć, jak można na wielką imprezę, z gośćmi sproszonymi z całego województwa, zaprosić krawcową, która wyszyła kawałek sukna. Symbolicznie ważny kawałek, ale bez którego można by się obejść; generalnie, na tej konkretnej imprezie jest on niezbędny. Jednocześnie nie zaprosić kogoś, kto był niegdyś niezmiernie istotnym ogniwem naszej codzienności. Nie zaprosić z powodu zwyczajnego, płytkiego, banalnego focha.
--
7 marca jest Międzynarodowy Dzień Bez Focha
no cóż fochający się czasem dziwnie postępują. Ale zapamiętam, że we wtorek mam się nie fochać :)
OdpowiedzUsuńFakt, ale ten konkretny foch trwa już ze trzy lata. Kapkę przydługo.
OdpowiedzUsuńA, i w poniedziałek, Polluśka :)
no tak we wtorek to przecie Dzień Kobiet jest ;D
OdpowiedzUsuńTo dwa dni bez focha w sumie, bo przecież się w Dzień Kobiet obrażać nie będziemy, nie?
OdpowiedzUsuńno jasne że nie ... to by było okrutne ;D i raczej samobójcze :)
OdpowiedzUsuńNo. Zresztą, dwa dni w roku da się jakoś przeżyć bez focha ;p
OdpowiedzUsuńBędzie mi ciężko nie fochować się we wtorek, oj ciężko.
OdpowiedzUsuńA co postowego focha, to ja na to patrzę nieco inaczej. Nie zaprosiłabym na swoją ważną uroczystość kogoś, kto kiedyś tam był kimś dla mnie ważnym, a teraz już nie jest. Może i brakuje mi klasy, ale nie zrobiłabym tego. Po co? Bo "wypada"? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to hipotetyczne wesele. Wypadałoby zaprosić masę ludzi, których nie znoszę i co? Miałabym ich zaprosić, bo wypada, i najważniejszy dzień w życiu spędzić, zagryzając wargi i starając się nie zwracać na nich uwagi? Nieeee, dziękuję.
Tak mi się pomyślało.
Aha, 7 to jutro. Nic to, fochować się będę jutro i we wtorek - w śr i czw mam wreszcie WOLNE!!! Pierwsze od listopada :)))
OdpowiedzUsuńWszystko to prawda, Kendżi, jeśli chodzi o imprezę prywatną - w kwestii wesela mam zdanie identyczne, nikogo na siłę, bo po co mam się z kimś mordować. W tej kwestii zresztą w ogóle najchętniej nie zapraszałabym nikogo, robiąc wyjątek dla Duńskiego. Ewentualnie ;)
OdpowiedzUsuńJa piszę zaś o sprawach zawodowych, gdzie na uroczystość nadania sztandaru szkoły nie zostaje zaproszony były dyrektor, za to zaproszenie leci do babeczki, która sztandar wyszyła. WS tym przypadku chyba jednak foch jest nie na miejscu, bo nie zapraszam do siebie, a do instytucji, oficjalnie, nie dla przyjemności.
Nooo, to wolne Ci się należy, bez dwóch zdań! :)
Byłbym wdzięczny za wyjaśnienie co to jest "Foch" ,bo ja nic nie wiem na ten temat . Pytam najzupełniej poważnie !!!
OdpowiedzUsuńFoch to coś w rodzaju obrażenia się ;)) "foch" To określenie raczej... zabawne ;D
Usuńhahahhahahaa Tanyuśka!! nienawidzę focha, a ponieważ jest on na porządku dziennym w świeci obecnym , nauczyłam się z niego śmiać i wzruszając ramionami odchodzić nafochowanych. Ale wtedy dostają prztyczka w nos - nie wiedzą co robić :) więc czasem normalnieją.
OdpowiedzUsuńAir, to obrażanie się na wszystko i wszystkich, zwykle z nieistotnych powodów.
OdpowiedzUsuńAguśka, obawiam się, że w w/w przypadku cud się nie stanie. Tak się ten foch zrósł z tą osobą, że już sama nie wiem, czy byłaby tą samą kobietką bez focha. A że on mnie drażni, cóż. Gorszy od rozdrażnienia jest fakt, że powinnam ją szanować, a przez te fochy jakoś mało umiem.
Hmm, a może sama powinnam strzelić focha w odpowiedzi na jej focha? ;)
Aaaa, Air, a wiesz, co mi napisała na Onecie przedstawicielka sporo młodszego pokolenia? Że foch to fachowe obciąganie ch.. erm, za przeproszeniem. Ponoć młodzi tak to tłumaczą.
OdpowiedzUsuńTanyuśka: świetna myśl ;) I to takiego z przytupem. A potem obśmiej :)
OdpowiedzUsuńMam alergię na focha,kiedy samej mi się zdarzy, zaczynam natychmiast kaszleć :)
OdpowiedzUsuńW pracy - niestety - mam z takowym do czynienia od jakichś trzech miesięcy. Tak właściwie to zaczyna do mnie docierać, dlaczego ostatnio taki ze mnie chorowitek ;)
Pozdrawiam :)
Aaaa, to co innego. Oficjalna uroczystość wymaga jednak pewnej ogłady i etykiety, brak byłego dyrektora zrozumiałabym w przypadku, kiedy wyrzucono go za pedofilię czy wymordowanie po kolei wszystkich świnek morskich. Jeśli zaś zwyczajnie się go nie lubiło, ale w końcu pełnił tę funkcję... To już zupełnie inna bajka.
OdpowiedzUsuńDziś minął pierwszy dzień bez Pauliny. Nawet dałam radę przeżyć i zamieniłam z Dżoaną kilka/naście zdań! Co prawda jedynie na temat pracy, ale to na pewno był Dzień Bez Focha ;)))
I przyszła paczuszka! Starannie zapakowana śliczna buteleczka. Masz ładny charakter pisma :))) Jeszcze raz bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję :)))
Aguśka, jeno nieco nie wypada śmiać się władzy w twarz. A może porzucić kwestię wypadania, byle zrobić to tak, żeby nie wypaść z gry ;)
OdpowiedzUsuńP.K., w pracy właśnie mam z takim do czynienia od jakichś trzech lat. Nie codziennie, wiadomo, ale średnio co drugi - trzeci dzień coś się przydarza. Sama zaś bardzo rzadko focha miewam, bo ten wymaga milczenia, a ja.. cóż, najmrukliwsza, zwłaszcza jak się dąsam, nie jestem ;)
Kendżi, po mamusi odziedziczyłam. Umiejętność pakowania zaś po Asi z Kolczykarni, jak Ona coś zapakuje, to atom nie ruszy! Mam nadzieję, że to te, o które Ci chodziło. I proszę bardzo :)
Co do dyrektorskich zatargów zaś, ja (i pewnie jeszcze wielu) już zupełnie nie pamiętam, o co poszło, a ona wciąż nosi urazę. O co? Bladego pojęcia nie mam, bo w gruncie rzeczy, to on raczej powinien się obrazić na amen, bo ona nie dotrzymała pewnych słów jako pierwsza, a potem się potoczyło. Ale cóż, nasza dyrekcja pamiętliwa jest, taka jej niekoniecznie fajna uroda.
Ha, toś się dla Dżoany poświęciła, niech laska raz w roku poczuje, że święto ;)))
uhm... wypadanie pozostaw włosom i wykaż się swoją wrodzoną asertywnością, bo władza też czasem potrzebuje prztyczka w nos ;)
OdpowiedzUsuńMoja nie potrzebuje, mojej się wydaje.. nie, moja WIE, że jej racja jest "najjejszą" racją. Stąd foch, kiedy tylko ktoś sugeruje inaczej. Wtedy pada sakramentalne "bo jak tak zdecydowałam". Mówię Ci, koszmar. Ale ja już się nauczyłam machać ręką i asertywnie nie informować o wszystkim, choć o wszystkim chciałaby wiedzieć, a robić swoje.
OdpowiedzUsuń