Dziś przypada Środa Popielcowa, o której zapomniałam lub, co bardziej prawdopodobne, nie wiedziałam, a o której skutecznie przypominano mi dziś od samego rana. Większość ludzi w pracy wie, że mam diabła za skórą i kościelne zwyczaje w większości ignoruję, część jedynie kultywując, bynajmniej jednak nie z powodów chrześcijańskich, polskich raczej. I poniekąd towarzyskich. Niezależnie od moich poglądów, szanuję ludzi, którzy wierzą i dni święte święcą i nie przeszkadza mi ich zaangażowanie w kościelne życie. Podobnego szacunku wymagam dla siebie i dla moich zachowań, nimi bowiem nikomu krzywdy żadnej nie wyrządzam i nie uważam, by niepraktykowanie pewnych rytuałów czyniło ze mnie złego człowieka. Cóż kiedy część osób w szkole wydaje się patrzeć na mnie podobnych (choć nie twierdzę, że na mnie samą) wilkiem. Pojawia się w związku z tym sytuacja, w której może ja sama jestem akceptowana jaka jestem, ale inni niepraktykujący są diabła warci. Nic to, na sam wzrok machnęłabym ręką, złości mnie jednak próba przekabacania niewierzących na swoją stronę, zwłaszcza metodą wpędzania w poczucie winy. Nie sądzę, bym musiała się przed kimkolwiek tłumaczyć z tego, z czym w Popielcową Środę jem kanapkę, czy przed Wielkanocą byłam u spowiedzi, czy święcę pokarm w koszyczku albo czy imprez hucznych w czasie postu unikam. A dziś właśnie urządzono sobie na długiej przerwie festiwal zaglądania w kanapki. I nie ugryzłam się w język. W zamian usłyszałam pytanie, co mnie ugryzło. To proste, rąbnęło mnie to, że skoro ja nikogo na moje prowadzące prosto do piekła praktyki nie namawiam, nie chcę być na siłę nawracana.
Na pytanie z czym masz kanapke bulo trzeba powiedziec, ze masz koszerna:) A tak powaznie - jak sie teraz oddalilam nieco od naszej polskiej rzeczywistosci to zauwazylam dwie rzeczy. Jak mi jako katolikowi dobrze sie zyje w naszym kraju, gdzie np. na Wielkanoc w szkole dostaje sie kilka dni wolnego i mozna sie porzadnie przygotowac (mam na mysli nie tylko gotowanie i pieczenie, ale po prostu porzadne przezycie Tridum). Z drugiej strony jak bardzo jestesmy zaabsorbowani nasza kultura i niewiele wiemy o innych. Nie jestesmy roznorodni kulturowo i nie umiemy sie obchodzic z roznorodnoscia - czesto po prostu nie potrafimy sie zachowac. W kazdym razie, nie wszyscy katolicy zagladaja wszystkim do kanapek dzisiaj. A tym ktorzy to robia sproboj wybaczyc - jak to bylo? glupszemu sie ustepuje?;-)
OdpowiedzUsuńMasz rację, ludzie często są nadgorliwi. Ja np. wczoraj nie byłam w kościele posypać głowy popiołem i miałam awanturę w domu;p
OdpowiedzUsuńA ja myślałam, że w środę popielcową w ogóle się nie je:D
OdpowiedzUsuńZielona, akurat nie mnie pytano, bo nie ja jadłam (ja jadłam tort, co w sumie stanowi równie wielki grzech), ale widziałam, jak się koleżanka wije w czasie tłumaczenia, że to tylko zielsko i serek, i że specjalnie w szkolnym sklepiku o taką poprosiła.
OdpowiedzUsuńAch, daj spokój, wybaczyłam od razu, albo raczej w ogóle nie miałam co wybaczać. Powiedziałam, co myślę i tyle. Ale faktycznie w kraju wszystkich postrzegamy przez pryzmat jednej religii i jednej tradycji, bo mało jesteśmy zróżnicowani. Wszyscy tacy sami - chyba dlatego tak strasznie podobają mi się kraje, gdzie różnorodność jest duża, człowiek może się napatrzeć na mało znane.
Natalio, moi rodzice teraz się z moje życie, duchowe czy fizyczne, już nie mieszają, ale nawet kiedy mieszkałam wciąż z nimi, akurat w kwestiach wiary się zgadzaliśmy. Po kimś musiałam tego diabła odziedziczyć ;)
Dodam jednak może, że w czasach, kiedy do kościoła biegałam codziennie, problemów mi nie robili żadnych - moja wiara, mój wybór.
Nikki, nie żartuj. Jak bym lekcje prowadziła z burczeniem w brzuchu? ;)
Niby nikogo to nie obchodzi, ale co sobie na boczku poszeptają, to ich.
OdpowiedzUsuńCiekawe tylko czemu nie widzą jak wielka to hipokryzja: wyznawać religię miłości do bliźniego i jednocześnie obrabiać mu rzyć przy każdej nadarzającej się okazji.
Och jak to dobrze nie musieć spotykać się z tzw. koleżankami z pracy które stoją na tzw. straży , dla bycia na widoku , natomiast w domu gdzie nie ma publiczności zachowują się bardzo nagannie . To odreagowywanie i poprawianie samej sobie samopoczucia .
OdpowiedzUsuńTo byłyby efekty dźwiękowe, Tanyu:) Śmieję się:) Ja tam z dżemikiem zjadłam, ale co kto je to mnie nie interesuje:)Oczywiście, są tacy, co się ze mnie pod nosem śmieją, że pewnie mnie na coś innego nie stać... ale to już kwestia ludzkiej życzliwości i z religią nie ma nic wspólnego, eh.. :)
OdpowiedzUsuńprawdziwie mnie zasoczyłaś, bo jednak nawet najtwardsi grzesznicy w wigilię, wielki piątek i popielcową środę poszczą :) jak bym zobaczyła u Ciebie wędlinkę na kanapce to bym się zdziwiła :) ale oczywiście nie zrobiła wykładu bo przecież nie moja to sprawa co jadasz :)
OdpowiedzUsuńKendżi, tym razem przynajmniej nie na boczku, a w oczy poszło. Chyba że w boczki, bo pewnie taka właśnie będzie kara za grzech jedzenia szyneczki w post ;)
OdpowiedzUsuńAir, niektórzy rzeczywiście wszystkich przykazań i kościelnych wytycznych przestrzegają. Są jednak i tacy, sama znam, w których większy diabeł niż we mnie siedzi, choć są pierwsi pod ołtarzem.
Nikki, ale co ja zrobię, że dżemików nie lubię, no? ;)
Ale właśnie, co mnie w sumie obchodzi, co kto je.
Polluśka, to Cię rozczaruję, bo wprawdzie nie w szkole, ale na śniadanie kanapki z szynką spałaszowałam. Nieświadomie wprawdzie, ale jednak. Za to wieczorem, już całkiem uświadomiona, poprawiłam. O, ja grzeszna! ;p
Wierzę (chyba), lecz w kościele nie bywam a zwyczaje, które opisałaś, doprowadzają mnie do szału. U mnie w pracy pości się w każdy piątek, ja tego oczywiście nie robię, więc co tydzień czuję się jak dziecko, które robi coś złego...
OdpowiedzUsuńPodoba mi się to Twoje "chyba". Rozterki jeśli o wiarę chodzi kojarzą mi się bardzo.. hmm, ludzko.
OdpowiedzUsuńCo piątek w pracy u Was poszczą? Rany. Z tego co pamiętam na piątkowy post chyb dyspensę wprowadzono już kilka lat temu. Jeśli ktoś ma ochotę pościć, jego biznes, ale żeby tak gremialnie..
Ja mam post codziennie, bom niemięsna, ale czy to podchodzi pod pobożność... Wątpię :)))
OdpowiedzUsuńNo właśnie, i tak oto kwestia postu czy nieposzczenia rozbija się o mięcho, które okazuje się być wcale nie najważniejsze, a w oczach niektórych wyrasta na kolosa.
OdpowiedzUsuń