Piszemy blogi. Dotykamy tematów ważkich, traktujących o losach i kondycji światów, w których żyjemy. Świata globalnego i światów naszych, znacznie bardziej prywatnych, lokalnych, emocjonalnych. Równie często piszemy o kwestiach zupełnie trywialnych, niegodnych większej uwagi ogółu ludzkości, ale zostawiamy je tutaj, bo uszczęśliwiły lub ubodły, bo są solą naszej codzienności, choć inni postrzegają je jako trywialne, miałkie, kuriozalne. Niby takie nic, ale zwyczajnie w człowieku siedzi potrzeba, by się rozsadzającymi emocjami podzielić, bo może ktoś ucieszy się razem z nami, dzięki nam uśmiechnie, może wspomoże, zrozumie, zmusi do wzięcia się w garść, pogłaska. Wszystko to można dostać również poza siecią, fakt, ale czemu nie skorzystać z obu dróg, jeśli komuś to potrzebne? Piszemy więc tutaj, ubierając myśli w słowa rozsądne, poukładane, naszpikowane argumentami, łapiemy też jednak chwile. Momenty nasączone duszą, opisane zdaniami pozornie bez ładu i składu, kipiące słowami u progu histerii, na skraju emocjonalnej przepaści. Chwytamy wrażenia, przyodziewając je w literki nieporadne, niepasujące do siebie, niestosowne do tematu, bo skropione potrzebą chwili. Blog to niejednokrotnie eksplozja myśli. Często chaotycznych, rozedrganych, nieokiełznanych. Myśli mieszkających tu, powstających teraz. Blog to nie gazeta, nie czasopismo, w których zdania są wygładzane, polerowane, zaprasowywane i podawane w estetycznym opakowaniu poprawności politycznej.
Rzadko odnoszę się do poleceń Onetu, choć zdarzają mi się one wcale niesporadycznie. Wczorajszego jednak milczeniem nie zbędę, bo było ono dla mnie mało zrozumiałe. Wyciągnięto z blogowego worka moje miałkie słowa, mój bzdurny drobiazg, nieistotne wydarzenie, które w rzeczywistości pozablogowej trwało kilka minut, w wirtualnej zaś rozrosło się do rangi burzy w szklance wody. Owszem, temat sam w sobie był ważki i warto poświęcić czas na rozebranie go na czynniki pierwsze, na omówienie, wymianę refleksji, czy jednak wstępem do dyskusji powinno być głupiutkie zdarzenie omotane chwilowymi emocjami? Czy nie warto by rozpocząć dyskusji od tekstu analitycznego, wypełnionego przemyślanymi argumentami, mądrego? Mam całkowitą świadomość, że decydując się na pisanie bloga na tym konkretnym portalu, jestem narażona na wyłapywanie moich słów i wystawianie ich na widok mocno publiczny, uważam jednak, że polecane teksty winny być merytorycznie wartościowe, a nie stanowić wyrwany z kontekstu poglądów i rozmyślnie wybrany, by prowokować, zlepek emocjonalnych refleksji, które jedynie sygnalizują mój pogląd na całość problemu, przez co mogą być interpretowane na tysiąc sposobów. Oczywiście, napisałam poniższe słowa, biorę za nie pełną odpowiedzialność i ich nie cofam, nie są one jednak warte tego, by stać się przyczynkiem do głębokich przemyśleń. Zupełnie więc nie dziwi mnie zaskoczenie niektórych komentujących faktem wyciągnięcia z czeluści tak trywialnych słów. Nieskromnie uważam, że napisałam wiele bardziej wartościowych tekstów. Cóż, kiedy nie były one wystarczająco kontrowersyjne. Ale czy tylko o wywołanie sensacji w tym blogowym interesie chodzi?
Rzadko odnoszę się do poleceń Onetu, choć zdarzają mi się one wcale niesporadycznie. Wczorajszego jednak milczeniem nie zbędę, bo było ono dla mnie mało zrozumiałe. Wyciągnięto z blogowego worka moje miałkie słowa, mój bzdurny drobiazg, nieistotne wydarzenie, które w rzeczywistości pozablogowej trwało kilka minut, w wirtualnej zaś rozrosło się do rangi burzy w szklance wody. Owszem, temat sam w sobie był ważki i warto poświęcić czas na rozebranie go na czynniki pierwsze, na omówienie, wymianę refleksji, czy jednak wstępem do dyskusji powinno być głupiutkie zdarzenie omotane chwilowymi emocjami? Czy nie warto by rozpocząć dyskusji od tekstu analitycznego, wypełnionego przemyślanymi argumentami, mądrego? Mam całkowitą świadomość, że decydując się na pisanie bloga na tym konkretnym portalu, jestem narażona na wyłapywanie moich słów i wystawianie ich na widok mocno publiczny, uważam jednak, że polecane teksty winny być merytorycznie wartościowe, a nie stanowić wyrwany z kontekstu poglądów i rozmyślnie wybrany, by prowokować, zlepek emocjonalnych refleksji, które jedynie sygnalizują mój pogląd na całość problemu, przez co mogą być interpretowane na tysiąc sposobów. Oczywiście, napisałam poniższe słowa, biorę za nie pełną odpowiedzialność i ich nie cofam, nie są one jednak warte tego, by stać się przyczynkiem do głębokich przemyśleń. Zupełnie więc nie dziwi mnie zaskoczenie niektórych komentujących faktem wyciągnięcia z czeluści tak trywialnych słów. Nieskromnie uważam, że napisałam wiele bardziej wartościowych tekstów. Cóż, kiedy nie były one wystarczająco kontrowersyjne. Ale czy tylko o wywołanie sensacji w tym blogowym interesie chodzi?
No tak - Onet to jest Onet i niezrozumiałe bywają wybory redakcji co do polecanych tekstów. ja często też byłam zaskoczona, że polecają jakąś konkretną notkę z mojego tamtejszego bloga.
OdpowiedzUsuńNo, tak właśnie robią... wyrywają fragment z całego sensu i rzucają na żer... a bloger się potem użera z tymi wszystkimi... eh...
OdpowiedzUsuńW blogowym interesie bynajmniej nie chodzi o sensacje... ale ze punktu widzenia onetu im bardziej kontrowersyjne wypowiedzi (nawet jesli sa konktrowersyjne tylko daltego, ze wyjete z kontekstu) tym wiecej odwiedzin i komentarzy... to sie liczy. Nie lubilam byc czescia tej calej machiny wiec zniknelam kiedys z onetu. Niestety ma on swoje plusy - np. system komentarzy, ktory bardziej lubie tam... no ale coz, jak mam cos wybrac, to wybieram swiety spokoj;-)
OdpowiedzUsuńjaki odbiorca, takie tematy - onet wcale goopi nie jest i badania rynku regularnie robi
OdpowiedzUsuńNatalio, dla mnie też niezrozumiałe, ale już mnie niżej Dosia uświadomiła, że się chyba różnymi kryteriami kierujemy.
OdpowiedzUsuńNikki, do użerania w sumie jestem przyzwyczajona, w związku z tym się nie użeram: wszystkie komentarze czytam, ale absolutnie nie mam ochoty na wszystkie odpowiadać. Po co, skoro 99% to meteoryty.
Zielona, to fakt, system komentarzy na Onecie jest o wiele lepszy - ja tutaj wypowiedzi mam niewiele, ale gdyby przyszło odpowiedzieć mi na jakichś zaległych naście komentarzy, byłby to niejaki kłopot. Do wybrnięcia, ale namęczyć się z przewijaniem trzeba.
Onet ma jeszcze jedną niefajną tendencję, nadaje jeszcze bardziej sensacyjne niż sama notka tytuły, a wiadomo, że większość "dyskutantów" jedynie owe tytuły czyta.
Dosia, fakt. Stąd wniosek, że nie nadawałabym się do pracy w redakcji Onet Blog: zaraz bym zrobiła w tych poleceniach przesiew. Teraz mam komfort ich nieczytania. I jak napisałam, swojej ostatniej notki też wolałabym na głównym nie czytać, była głupiutka i tyle.
Wyroki "Bogów" niezbadane , można pokornie przyjmować lub "Bogów" wymienić , co w historii zdarzało się niejednokrotnie . Zależnie od przyzwyczajeń a nie wartości merytorycznych !!!
OdpowiedzUsuńjak byś robiła przesiew w polecanych, dowodzący zrobiliby przesiew na stanowiskach i trzeba by było na kuroniówkę... ;p
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie odpowiedzieć cytatem z wywiadu z Markiem Kondratem, który z rana przeczytałam: "Przebywanie z bogami jest męczące. I zakładanie kolejnych atrakcyjnych masek też jest męczące". Ale ani Onet nie jest bogiem, ani mnie jego polecenia nie męczą, bo kiedyś się spinałam, by na każdy komentarz odpisać, teraz mi to wisi, ani masek wielkich nie zakładam, więc jedyne co mnie mierzi to fakt, że "bóg" winien wykazać się większą mądrością w wybieraniu polecanych "mądrości". A że zwykle polecanych notek nie czytam, to też w sumie mnie to na co dzień ani grzeje ani ziębi.
OdpowiedzUsuńA do Onetu, po siedmiu latach, mam sentyment.
Umówimy się, Dosiu, że ze szkoły by mnie nie wypuścili, bo taka cenna jestem, więc w Onecie mogą przede mnie nie drżeć ;)
OdpowiedzUsuńteż odnoszę wrażenie, że onet mało kiedy poleca coś wartościowego (bez obrazy) i próbuje zawsze wywołać jakąś jatkę na blogowisku tym wyborem. Sama wiele razy byłam polecana i też miałam wrażenie, że takimi wpisami które nie były zbyt dobre bo uważałam, że coś innego napisałam ciekawiej ...
OdpowiedzUsuńNo właśnie, Polly, byle było kontrowersyjnie. I nieważne, że ktoś poruszył czasem temat mocno delikatny - wystawia się go na żer. Ja wiem, że będąc na Onecie, sami narażamy się na takie ryzyko, a jednak chyba można by się wykazać kapką delikatności. Nie piszę o sobie, dodam, ale czytałam kilka blogów, które zniknęły po poleceniu.
OdpowiedzUsuńOdpowiedź wydaje się banalnie prosta: tak, o to właśnie chodzi. Żeby było kontrowersyjnie, żeby przyciągało uwagę, żeby robiło zamieszanie. O to chodzi.
OdpowiedzUsuńPrzyzwyczajenia stają się naturą , parafrazując , czy to nie dobrowolne niewolnictwo ?
OdpowiedzUsuńKendżi, obawiam się, że podzielam Twoje zdanie. I w sumie chyba najmniej na podstawie własnych doświadczeń.
OdpowiedzUsuńAir, w takim razie jesteśmy niewolnikami każdej rzeczy/kwestii, do której jesteśmy przyzwyczajeni, ergo: jesteśmy wiecznymi niewolnikami, bo człowiek ma naturę przyzwyczajającą się.
Tanyuśka ;)) wiesz dziewczynko, że onet goni za sensacją, a nierzadko na blogi po poleceniach trafiają frustraci :) Buziak :*
OdpowiedzUsuńWiem, Aguśka, ale i tak nie spodziewałam się, że poleci coś tak banalnego. A tu voila, badziew na stronie głównej.
OdpowiedzUsuńhahahhahahahhahaaaha nie wierzę!! odpuść i pośmiej się ;) przytulam :**
OdpowiedzUsuńNa razie idę spać i zamierzam pięknie śnić, po fecie, Caro Emerald i czerwonym portugalskim :)
OdpowiedzUsuńA temat powyższy już odpuściłam, jeno tyle się w tym tygodniu działo, że w ogóle nie miałam czasu pisać, więc sobie go tutaj wciąż drążę.
Tanya, w sumie też prawda. No, ale cóż trzeba sobie z tym poradzić, albo się stamtąd ulotnić;)
OdpowiedzUsuńRadzę sobie nie najgorzej, to konkretne polecenie mnie jednak rozzłościło. Tak, rozzłościło bardziej niż zdenerwowało.
OdpowiedzUsuń