Nocą pociągi podróżują tuż pod balkonem, przywożą przerywany sen. Wystawiam stopy spod cienkiego koca, oddychać nie mogą, bo druga czterdzieści siedem nad ranem a już/wciąż nieboski skwar. Składam w myślach zgrabną treść blogowych wrażeń, ulecą skoro tylko zamknę oczy, nie wrócą, choć będą się frustrująco błąkać pod językiem cały kolejny dzień. Tymczasem o trzeciej siedemnaście kołyszę się w zacienionym hamaku przywiązanym do krzywych sosen i choć w nos łaskocze mnie zawzięta mucha, pod powiekami jestem radośnie rozświergotanym ptakiem, wdzieram się do mieszkań przez na oścież otwarte okna, przez wysokotonowe głośniki daję koncert o czwartej dwadzieścia sześć. Dziesięć godzin później przysypiam w palącym słońcu nad basenem ukrytym wśród jurajskich skał. Ktoś ciągnie mnie do wody, dba, bym nie wtopiła się w zmatowioną płytę traw.
Napiszę niepoetycko: kocham moje klimatyzatory i śpię, jak suseł w temperaturze 18 stopni. Raj. Nie wystawiam nosa z domu, żeby nie denerwować serca:)
OdpowiedzUsuńPociągi jeżdżą daleko, choć bliżej, niż w poprzednim miejscu zamieszkania. Spanie na huśtawce na tarasie przestało mieć sens - w domu chłodniej;) Na hamak nie mam odpowiednio rosnących drzew.
Ale i tak czekam na ukochaną jesień, a raczej na wszystkie cztery pory roku w niej zawarte:)
Nawet nie wiem, czy w bloku można zamontować klimatyzator :)
UsuńMoje pociągi jeżdżą dość daleko, ale w nocy słychać je tak, jakby Ci koło ucha przejeżdżały. Dziwne, bo babciny domek był niemal tuż przy dworcu, a pociągów słychać niemal nie było. Las blokował?
Jesienią marzy mi się zamek w Mosznej. Byliśmy w czerwcu, ale widziałam zdjęcia w jesiennej szacie i oniemiałam.
Można :)
UsuńMożna, potwierdzam. W bloku też miałam:)
UsuńJa nie słyszę pociągów (chyba, że nie reaguję na to, co słyszę), nawet przy otwartych oknach.
Możliwe, że las blokował, albo też przywykłaś:)
Zamek w Mosznej jesienią - popieram:) I liczę na Twoje fotki:))
Jeśli tylko się wybiorę, fotki na pewno będą. Teraz wszędzie ze sobą aparat wożę, bo Narcyz lubi z trasy wcześniej ustalonej zbaczać i często lądowaliśmy w jakimś fajnym miejscu i zdjęć nie mogłam zrobić. A telefon ma przedpotopowy.
UsuńNie chcę się podlizywać, ale po prostu klimat Twoich fotek jest bardzo w moim stylu:) Zbaczanie z trasy popieram - też tak robimy, tyle, że żadne z nas nie ma talentu do robienia fotek:) Żeruję więc na Tobie;)
UsuńŻeruj, żeruj - to tylko zaszczyt :)
UsuńKiedyś mnie denerwowało to zbaczanie, bo chciałam już być u celu i tam podziwiać, a stawaliśmy, skręcaliśmy, kluczyliśmy. Teraz się przyzwyczaiłam i tylko psioczę, kiedy aparatu zapomnę po drodze do supermarketu ;)
Z M. widujemy się (za) rzadko, szkoda czasu na market i na szczęście (?) on się jeszcze nie połapał, że niedaleko "mojego" marketu jest wylotówka na cały świat (choć nią zwykle przyjeżdża:P). Ale zwykle to jest "wsiadamy i jedziemy":)
UsuńJak się razem mieszka, supermarket jest koniecznością.
UsuńLubię takie wsiadamy i jedziemy - dobrze, że auto na gaz ;)
Oj tak, ostatnie noce są... męczące. Tak mi się marzą wakacje nad południu Europy, ale kiedy pomyślę, że dla nich temperatury, które mamy ostatnio, są normą, nieco mi się odechciewa.
OdpowiedzUsuńTeż nam się marzyły, dopóki we Włoszech nie zabrakło wody, a w Budapeszcie nie było 50 stopni (a może nawet 60, hmm?). Wystarczy, że wczoraj w świętym mieście było 45 przy ulicy. Koszmar jakiś.
UsuńWitaj!
OdpowiedzUsuńPo raz czwarty piszę tutaj komentarz, ciągle coś go "zjada" :(Noce faktycznie meczące, u nas od b. dawna nie padało, jest gorąco u duszno. Przyroda cierpi.Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za ten piękny post:) uwielbiam u Ciebie bywać:)
Widocznie przez upał i internety pracować nie chcą :)
UsuńU nas też deszczu ani widu, ani słychu. Właśnie niby teść narzekał, że podlewa i podlewa, a rośliny i tak usychają na działce.
To ja dziękuję za miłe słowa, Morgano.
U nas ciut lepiej bo duszne 27 dziś było. Za to pół nocy biłam komary, których przecież nie było ;)
OdpowiedzUsuńJutro w moim DM ma być tylko 22, więc ruszam w tamtą stronę podziwiać żaglowce :)
Czasami też słyszę pociąg, bo w nocnej ciszy wiejskiej to nawet spora odległość nie przeszkadza.
Słyszałam w radiu, że na żaglowcach pokropiło. Tak? Zazdroszczę Ci tych żaglowców, nie tylko z powodu żaglowców. W dzieciństwie mieszkałam w szczecińskim i chciałabym zobaczyć dawne śmieci, ale... trochę się boję, że pryśnie magia wspomnień.
UsuńPokropiło późnym popołudniem w sobotę, ale w niczym to nie przeszkodziło- my akurat zacumowałyśmy na holenderskim statku :)
UsuńSzczecin coraz piękniejszy się robi, choć jak dla mnie zawsze pięknym był ;)
Ja ze Szczecina pamiętam jedynie dom towarowy, "Puchatek" zdaje się, tak?
Usuń"Noce takie są upalne
OdpowiedzUsuńI słowiki spać nie dają,
A przez okno do mej izby
Jakieś strachy zaglądają..."
Oj, Tanyu, jakoś musimy przeżyć te piekielne noce.
U mnie o godzinie piątej jeździ złomiarka z przyczepą (wozi złom) i budzi całe osiedle, bo nie dość, że ona jest blaszana, to jeszcze złom podskakuje na wszelkich dziurach w jezdni. Ale kierowcy wisi to i powiewa.
Buziaczki niewyspane.
Jeszcze ponoć tylko jutro. Z drugiej strony, narzekam umiarkowanie, bo wiadomo przecież, że zimy nie znoszę, więc niech sobie lato trwa. Jak tylko się skończy, będę jęczała, że mi chłodno.
UsuńNo tak, złomiarz w środku nocy to żaden cymes...
Buziaczki wciąż niedeszczowe.
Ja nie cierpię również jesieni, bo po niej przecież przychodzi zima. Wcale nie zachwycają mnie zbrązowiałe i pożółkłe liście na drzewach, bo są one tylko przez chwilę.
UsuńW ogóle, jeśli chodzi o ulubioną porę roku, to stałam się wybredna.
Na szczęście noce są już do spania, a nie do przewracania się z boku na bok.
Buziaczki zadowolone.
Tak, ten aspekt jesieni jest zdecydowanie nie do przyjęcia. Jednak złota jesień kolorystycznie zachwyca mnie najbardziej. Byle ciepła była, a nie pluchowata.
UsuńNoce i u mnie stały się do spania. Ba, można rzec, że nawet się kocem mocniej opatulam, bo marznę.
Buziaczki dziś wyspane.
Tanyu, myślałam, że skoro dopadła Cię blogowa wena, to będziesz częściej pisać.
UsuńBuziaczki zawiedzione.
Że sparafrazuję: wena tanki na pstrym konie jeździ ;)
UsuńBuziaczki z nowym wpisem za chwilę.
ja na moim 7 piętrze zdycham od ponad tygodnia. Przewalam się z boku na bok i codziennie rozważam zakup wentylatora ...
OdpowiedzUsuńDla mnie najgorzej jest nocą. Często gęsto uciekam od Narcyza na kanapę, bo on jest niczym kaloryfer, a tylko tego mi jeszcze potrzeba...
Usuńa ja się cieszę z takiej pogody. jestem zmarźluchem a poza tym ile tego ciepła? dwa tygodnie, miesiąc - tylko tyle. więc korzystam ze słońca, z ciepła. ale wiesz co - powtarzam się i będę powtarzać - jak Ty pięknie, poetycko piszesz. nic tylko wpatrywać się w Twoje posty
OdpowiedzUsuńTeż jestem zmarzluchem i wolę upał niż mróz. Zresztą, w tym roku znów tego upału nie było aż tyle, u mnie raptem z tydzień, z czego naprawdę rozpłynęłam się jedynie jednego dnia.
UsuńDzięki. W życiu wyrażam się kompletnie niepoetycko, rzec by można, że często nawet zupełnie nieparlamentarnie, więc gdzieś ujście znaleźć musi natura humanisty ;)
Jak nie urok, to przemarsz wojsk :))) Latem za gorąco, zimą za mroźno. I jak tu człekowi dogodzić? Ciężka sprawa, hm...
OdpowiedzUsuńJeśli o mnie chodzi, to 25 stopni plus delikatny wietrzyk dla ochłody dałoby radę przez cały rok :)
UsuńO Cudownie :) <3
OdpowiedzUsuń