5 listopada 2014

Stan (nie)czucia..

Czasami palce pragną aksamitu, a nie drzazg.
                     (Marcin Świetlicki)

Lubię zanurzyć głowę i wsłuchiwać się w zapach czekolady i w niemyślenie. Oddycham na chwilę od walki przeciw versus za. Zupełnie nie wiem, po co się pojedynkują. Argumentów kontra jest zatrzęsienie, te pro teoretycznie nie mają żadnych szans. Niewiele jest we mnie zrozumienia dla decyzji podejmowanych rzutem monetą. Nie przywiązuję wagi do portugalskich butów, podkoszulków od Hilfigera i jak przez mgłę kojarzę egzotycznego Jimmy'ego Choo. Nie tęsknię do skakania z kanału na kanał, by zabić dłużący się czas. Nie uważam, że pieniądze są motywacją z najwyższej półki, a pasja to nieszkodliwe acz niekonieczne tło. Nie może mieć znaczenia, że oczy ma takie ładne i że przegadać potrafimy bez mała noc. Ale po niespodziewanym telefonie pełnym chaotycznego nadmiaru i bezładnych niedopowiedzeń czuję niepokój. Nie lubię go. Przyzwyczaiłam się do stanu nieczucia, w którym pewne emocje leżą poskładane w schludną kostkę. Niekonsekwentnie wywracam je na lewą stronę, a potem wściekam się, że wszystko we mnie takie rozbebeszone.