Zdecydowanie liczę na to, że moja mamusia zaprzestanie wymyślania kolejnych remontów i któregoś dnia przyjedzie zwyczajnie na kawę z wiśniami w czekoladzie. Odkąd pogoda stała się w miarę sprzyjająca, roztacza przede mną wizje ewentualnych poprawek, które są niezbędne, konieczne i nieuniknione. Zadziwiające, ilu przeróbkom można poddać marne czterdzieści osiem metrów. Dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent znajomych każe mi cierpieć w milczeniu i doceniać wszelkie przejawy mamusinej troski, co też skrupulatnie czynię, jednocześnie końca pomysłów wypatrując. Mieszkanie traktuję użytkowo. Łóżko, komoda, biurko, kuchenny stół i cztery krzesła w zupełności zaspokajają moją potrzebę posiadania. Przeciętnie interesuje mnie inwestowanie w rzeczy, wolałabym utopić pieniądze w Italii, Rumunii czy innym Izraelu. Tymczasem odsypiam, hurtowo oglądam filmy, czytam stosy zaległych książek i czasopism, staram się zmobilizować do roweru i pisania. Generalnie jednak wygląda na to, że zwyczajnie nie robię nic.
Żeby tylko to nie skończyło się tak, że pewnego dnia obudzisz się w mieszkaniu kompletnie nie w Twoim stylu!
OdpowiedzUsuńTo mi nie grozi: mamusia ma szczęśliwie odpowiadający mi gust. Mieszkanie mi się więc podoba, tylko że... po co mieć aż tak?
UsuńŻeby się dobrze sprzedało czy wynajmowało. Żeby mieć zabezpieczenie na przyszłość. Bo wszyscy mają. Żeby ktoś odziedziczył sobie fajne mieszkanie. Bo tak. Itp.
UsuńTak, wiem. Ale jeszcze tylko malowanie drzwiowych framug i basta. Odbędzie się beze mnie, kicham po farbach. Ja będę się festiwalowała w Kazimierzu.
Usuńoj tak !!! zdecydowanie ja też wolę inwestować w Italię :)))
OdpowiedzUsuń...albo chociaż w Pcim!
Usuńbo mamusia tak mówi. a jak mamusia mówi to tak ma być. ja nie jestem taka mamusią i dobrze mi z tym:)
OdpowiedzUsuńNa szczęście mamusia nie mieszka za ścianą i podróżować niespecjalnie lubi ;)
Usuńkup sama te wiśnie
OdpowiedzUsuńNo, nay, never, no more! Mamusia będzie je musiała sama zjeść, jej tyłek mniej rośnie.
UsuńA czasem nierobienie niczego jest robieniem wielu :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciepło :)
Jakby się tak dobrze przyjrzeć, to cały czas coś robię ;)))
UsuńZnów przeprowadzka? :P
OdpowiedzUsuńNie, to kontynuacja tej z listopada :)
UsuńJeszcze? :D
UsuńNo wiesz, ma być dopieszczone...
UsuńSzok w ogóle ;p Z jednej strony fajnie, bo lubię to całe zamieszanie związane z wyborem mebli czy kolorem ścian, ale jakby minęło tyle czasu to chciałabym już móc położyć się w swoim łóżku :)
UsuńAleż ja mieszkam tu od listopada. Wcześniej odbyło się całe to malowanie, wybieranie, wymienianie i takie tam. Teraz są drobne poprawki: tu podmalować rury, tu zmienić żyrandol, tu wymienić baterie, bo poprzednie były do kitu. Zawsze pewnie znajdzie się coś.
Usuńto przywiąż mamę do krzesła, przygotuj kawę i sobie tak posiedźcie. jak mama gadatliwa to proponuje knebel. oczami wyobraźni widzę taki rysunek - mama przywiązana a Ty gadasz jak najęta;))
OdpowiedzUsuńuważaj z tym Izraelem, tam teraz wojna w strefie. ale do Rumunii czy do Potrugalii to bym się wybrała:))
Byłaby to jakaś myśl, gdyby nie jeden szczegół: mamusia wymyśla, ale panowie wykonują, więc przywiązana też mogłaby wydawać dyspozycje. No chyba że ją faktycznie zakneblować, ale... no jeszcze tatuś jest, mógłby mieć obiekcje ;))
UsuńW Izraelu właśnie była moja Vice: przeżyła swoje, ale twierdzi, że jak ochłonie, uzna pewnie, że była to podróż jej życia. Gdyby nie remonty i brak kasy, mogłyśmy w zamian jechać do Rumunii, a tak...
tatusia też bym przywiązała, zakneblowała i postawiła przed mamusią. Ty w tym czasie mogłabyś wyjść i przejść się po tych pagórkach leśnych...
Usuńmnie się marzy Rumunia, bym przeszła Karpaty i odwiedziła hrabię Drakula... kiedyś na pewno...
Z tatusiem nie poszłoby tak gładko: ma swoje lata, ale chyba nie dałabym mu rady ;))
UsuńOoooo, właśnie tak! Transylwania to jest raj!
Nie zniosłabym wtrącania się mamusi w moje lokum, ale takowego jeszcze nie posiadam. A do Italii chętnie bym pojechała...no ale jak to powiedział ostatnio mój tato, wszystko przede mną :)
OdpowiedzUsuńściskam!
po prostu m;)
Prócz faktu, że za długo już to urządzanie trwa i że mnie szkoda by było pieniędzy na takie dopieszczanie, narzekać nie mogę: mama gust ma świetny i jest nieocenionym sponsorem swoich wymysłów.
UsuńW Italii jest teraz moja przyjaciółka, całuje ode mnie Rzym :)
O! Ja myślałam, że z tym pisaniem to ściemniasz :)), a jednak...nie. Twoja mamik widocznie uwielbia zmiany i wtrącanie się do dorosłych dzieci ;) Nie daj się naporom mamusi ;) Wiesz, że ja nie lubię takiego reżimu? :) Tanya, póki możesz, bycz się w wakacje, skoro nie da się wyjechać do marzeń. Tylko się za bardzo nie skompromituj z tym wylegiwaniem :)). Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńWbrew pozorom wcale niekoniecznie. Jeśli chodzi o wtrącanie się w prywatność, to trzyma się raczej z daleka. A to mieszkanie... cóż, mama na emeryturze jest, spełnia się kupując i urządzając. Ja tego nie cierpię, więc w sumie mnie wyręcza. Po prostu odrobinę za długo to już trwa, już by wystarczyło.
UsuńWyleguję się do oporu: nikt mnie nie widzi, więc nie ma wstydu ;))))
:D nie wątpię, że ktoś Cię widzi :D
UsuńMamuśki czasem są ponad... ale taki ich tryb życia: trząść się,jak kwoka nad kurczakami, które kiedyś wyfruną... Miłego wieczorka :)
O, kochana moja, kiedy szczenięciem była, moja mamusia była daleko od trzęsienia się nad nami, co strasznie sobie cenię: kiedy teraz patrzę na trzęsące się mamusie, dziękuję losowi, że mnie się taka nie trafiła, bo zgłupiałabym. A teraz... wpadnie, zrealizuje wizję i wypadnie. Kilka dni to nie dramat ;)
UsuńA co masz wakacje, wszystkim sie one naleza !! Nawet duzym. A remonty, no coz, ja je lubie:))
OdpowiedzUsuńTeż tak mówię i warczę na tych, którzy chcą mnie zmusić do myślenia o szkółce.
UsuńLubisz? Ło moje matkie boskie! ;)))
Ja zawsze lubiłam mieć.Wiesz przecież:te filiżanki,bibeloty,setki albo więcej książek...Ale jakoś ostatnio zaczynam z tego wyrastać(lepiej późno,niż wcale:P)i dochodzę do wniosku,że mam wszystko,to po co mi coś jeszcze?Nawet części swoich 'skarbów'się pozbyłam i to,o dziwo,bez żalu.Więc chyba świetnie rozumiem co masz na myśli.Ale jednak,mimo wszystko,zazdroszczę Ci Mamy,jakkolwiek to brzmi.Moja potrafiła mnie tylko krytykować,a gust miała skrajnie inny....Ale de mortuis...
OdpowiedzUsuńMnie też opanowała wakacyjna niemoc twórcza(ach,jak to brzmi)i dobrze mi z tym:)(Jak się znam,to do czasu:).
Ja najchętniej pozbyłabym się większości. Minimalistycznie mi ostatnio, z jednej strony. Z drugiej,przechodzę przez szał kupowania dżinsów. Ale już powiedziałam sobie dość, bo po co mi ich dziesięć par?
UsuńMama nie jest groźna, męcząca kapkę czasem. Bo są fajniejsze rzeczy, na które można wydać pieniądze, ale ona nie przyjmuje tego do wiadomości. Jednocześnie... jej kasa, jej decyzje. Bo prócz płacenia za speców, reszta jest na głowie mamy.
Kurczę, moja niemoc już trwa z pół roku...
No już powoli zaczęłam tracić nadzieję, że jakaś notka na blogu się pojawi, zdążyłaś w ostatnim momencie ;))
OdpowiedzUsuńSerca do pisania nie mam w ogóle: składanie liter w zdania niemal fizycznie boli. Może się rozruszam? Może później?
Usuńrower - to jest to:) polecam :)
OdpowiedzUsuńWiem :)
UsuńCzuje sens istnienia;-)) A Ty robisz coś dla siebie. To Twój obowiązek - wiesz?
OdpowiedzUsuńCzuje :)
UsuńAle o obowiązkach mi teraz nie mów, moja droga: teraz mam obowiązkowe wakacje!
No wszak mówię;-) Alergię na słowo rozumiem, ale wypluj je, bo Ci się wbiło - jak widać;-)
UsuńTfu, tfu! :))
UsuńCiesz się, że ma Cię kto poganiać do remontu i nie bądź taką minimalistką meblową.
OdpowiedzUsuńNie radzę jechać do Izraela, bo trwa ostrzał z Palestyną.
Jeśli klikniesz na moje imię, wyświetli się mój blog, ale na wszelki wypadek napiszę jego adres http://dzialka-anki.blogspot.com/
Buziaczki nie tylko umeblowane.
Mieszkanie więcej remontowania nie potrzebuje, Aniu. A meble... nabyta rzecz. Po wojażach są wspomnienia, meble kolekcjonują jedynie kurz.
UsuńBuziaczki kolorowe dziś.
P.S. Dziękuję za namiar.
Zawsze coś do remontu się nadaje, bo nigdy nie jest idealnie skończone.
UsuńWiem, że Tobie do życia wystarczy materac i regały na książki, ale jeszcze coś by się przydało.
Też nie lubię zagracać mieszkania meblami i unikam kupowania czegoś nowego, ale chętnie zmieniłabym mieszkanie i umeblowałabym się na nowo, choć podejrzewam, że kupiłabym podobne meble.
Buziaczki spod wentylatora.
Oczywiście, że zawsze się czegoś można doszukać i poprawić, ale kiedy już mamusia uzna, że jednak tylko na kawę, a nie na ulepszanie wpadnie, odetchnę. A swoje pieniądze wydam na Rumunię i Pcim.
UsuńBuziaczki rozleniwione.
Ech, nabrałam ochoty na wiśnie w czekoladzie i od tego momentu do końca notki trudno było mi sie skoncentrować :))
OdpowiedzUsuńUmowa stoi: jak tylko mamusia mnie znów zaopatrzy, lecą do Ciebie!
UsuńEj, pożycz mi swoją mamę, na jeden dzień. Może mnie natchnie? ;)
OdpowiedzUsuńBierz na tydzień, niech się wyżyje! ;))
UsuńMoja mama uwielbia się tak zachowywać i robi to nawet teraz, z łóżka. Jedyne co mogę, to tolerować to gadanie, no bo jak inaczej?
OdpowiedzUsuńWiśnie w czekoladzie... Italia... Rozmarzyłam się nad klawiaturą... Nawet i ten Pcim z komentarza mnie rozmarzył, bo tak mi się chce gdzieś jechać! Stolicy nie liczę ;)))
Wczoraj rozmawiałam z jedną taką nie moją mamą i ona mówi, że za chwile każe się mężowi zabrać do wioski obok, byle tylko na chwilę stąd wyjechać. I powiem Ci, że perspektywa kilku sierpniowych dni poza pipidówką sprawia, że czuję się wyśmienicie.
Usuń