Zjadłabym kawałek tego pysznego placka z truskawkami i śmietaną, który sprzedają w świętokrzyskiej piekarni, ale chęć ta koliduje z moimi marzeniami o fruwaniu, więc wcale nie wsiądę na rower i wcale po ciasto nie pojadę. Zresztą, jest i tak za późno: o sobotniej 16.56 wszystkie piekarnie są zamknięte na trzy spusty i nie kuszą. Dupsko mi znów urosło, a koniecznie potrzebuję oderwać się od ziemi, bo czuję się uwięziona w tu i teraz. Nic nowego: mogłabym stanowić niezłą inspirację dla maturzystów rozpracowujących motyw niespełnionej ucieczki. Czasy się zmienią, przekonuje mnie koleżanka, pewnie szczerze podekscytowana faktem, że po dwunastu latach stara władza odchodzi do lamusa, ustępując miejsca od dawna wyczekiwanym zmianom. Wszystko poszło po mojej myśli, powinnam więc podzielać jej entuzjazm i nie móc doczekać się września, tymczasem mnie się marzy rok w Kamerunie, gdzie kopałabym studnie i sprzątała toalety w zapyziałych szpitalach i nie, nie, nie, za nic na świecie nie uczyłabym kameruńskich dzieci, choć koleżanka pieje z zachwytu nad taką właśnie opcją. Wypytałam więc księdza P. o jego ewentualne znajomości w Afryce i nie, w Kamerunie znajomości nie ma, ale jeśli interesowałaby mnie Rwanda, to on może pomóc i mnie na misję wysłać. I tylko mnie ogarnęły wątpliwości, bo gdzież mnie tam misjonarką być z tym diabłem za skórą. Ironizuję z lekka, jednocześnie całkiem poważnie myśląc, że gap year jest dla mnie jedynym zbawieniem. Czytam artykuły o dokarmianiu orangutanów na Sumatrze czy ratowaniu pszczół w Arizonie i wymyślam scenariusz odpoczynku od szkoły. Niemal dwadzieścia lat w jednym miejscu sprawia, że siada mi zrównoważenie psychiczne. Muszę jednak nosić niezłą maskę, bo już któreś dziecię pyta mnie, czy zostanę wicedyrektorem, bo jestem taka pełna pomysłów i energii, i zupełnie po mnie nie widać, że nawet mi się nie chce chcieć.
no to zazdroszczę Ci i zmiany władzy w szkole i tego, że po Tobie nie widać wypalenia bo po mnie już z pewnością widać i co najgorsze nie z powodu pracy czy obowiązków ale właśnie z powodu kiepskiego wręcz nie nadającego się na to stanowisko kierownika .... ehhhh ja z kolei wyjechałabym na pół roku do Włoch i oddała się zbieraniu winogron, oliwek i innych darów ziemi paląc się w słońcu na mahoń i zarabiając po pachy aż do bólu kręgosłupa ....
OdpowiedzUsuńMnie się wydaje, że widać wyraźnie; tym bardziej, że gadam o tym na prawo i lewo, jak to ja. Każdemu, kto chce mnie słuchać i kto słuchać mnie nie chce, mówię, że mam wszystko w dupie i wolałabym wyjechać do Kamerunu niż z nimi siedzieć.
UsuńMasz rację, władza to dużo: u nas coś się ruszyło, nagle ludzie mają pomysły, nagle je artykułują, nagle coś się dzieje. Ale ja i tak nie umiem się entuzjazmować.
A we Włoszech mogłabym pracować w winnicy, o tak!
P.S. Polluśka, daj mi namiar na siebie: padł mi laptop, jadę na pożyczonym, miałam Cię w ulubionych. Nie ma to jak Was spisać na zwyczajnej kartce...
Mieszkasz w Kielcach? :)
OdpowiedzUsuńNie. Ani nawet w kieleckim, choć niedaleko :)
UsuńChciałabym jednak, mam do Kielc sentyment: tam liceum i studia.
Tanyu, też nie mogę jeść ciasta, ale z innych powodów, choć też nie udałoby mi się oderwać od ziemi.
OdpowiedzUsuńZa żadną Afryką nie tęsknię, a już najmniej za Rwandą, bo tam zbyt chętnie operują maczetami.
Nie jestem pewna, czy chciałabyś być wicedyrektorką w swej szkole, przynajmniej ja się do tego nie paliłam. Po co masz świecić oczami za wszystkie niedoskonałości w szkole?!
Może już lepiej wybrać się po to ciasto.
Buziaczki truskawkowe i czereśniowe, ale bez robaczków.
Nic na to nie poradzę, że akurat tam księżulo ma znajomości, ale jeszcze innych podpytam ;)
UsuńWicedyrektorką bym nie chciała być. Wprawdzie schlebiłoby to gwieździe we mnie, ale wiem, że to ciężka harówka i nie najprzyjemniejszy kawałek chleba, zwłaszcza w aktualnej sytuacji w szkole. Kwestię roztrząsać możemy jednak tylko teoretycznie, bo od kolejnego roku szkolnego wicedyrektora u nas nie będzie, za mało mamy klas.
Buziaczki czekające na nowego laptopa, mój padł, a korzystanie z pożyczonego jest niefajne.
Tanyu, słyszałaś chyba o plemionach Hutu i Tutsi, a jeśli nie, to poczytaj w necie. Żadnej Rwandy!!!
UsuńCo do wicedyrektorowania , to pamiętaj, że im wyższa gałąź, na której się siedzi, to silniej tam wiatr wieje i łatwiej można spaść.
Naprawdę musicie mieć mało klas, skoro nie przysługuje zastępca dyrektora. U nas często bywało dwóch.
Buziaczki przy komputerze, który jest stosunkowo nowy, ale coś źle jest wgrany Windows, bo mam problemy z niektórymi blogami, a przede wszystkim własnym na Onecie. Dodam, że Windows jest oryginalny.
Oczywiście, że słyszałam, Aniu. Moje afrykańskie plany są jednak z tej chwili na tyle zamglone, że może do czasu mojej decyzji sytuacja na świecie może zmienić się diametralnie.
UsuńNasza szkółka nie jest duża, jak to w pipidówce. Dzieci też wcale nie jest coraz więcej. Absolwenci szkoły w dużej mierze wyjeżdżają i gdzieś tam w świecie zakładają rodziny, czemu się wcale nie dziwię: pipidówkowe perspektywy są niemal zerowe. Gdyby się uprzeć, wicedyrektora by nam przyznali, bo i tak jesteśmy największą szkołą w powiecie, ale sama wiesz, że oszczędności ważniejsze niż wszystko inne. Zresztą, i tak mi jest wszystko jedno, bo ta funkcja mnie nie kręci. Bardziej widzę się jako administrator dziennika elektronicznego, to lubię.
Buziaczki zadowolone z przenosin na blogspot.
Jeśli już nęci Cię Afryka, to tylko RPA. Wiesz, że codziennie oglądam angielski program kulinarny. Kilkanaście odcinków nakręcono w RPA. Naprawdę wspaniale tam ludzie żyją. Nie wiem, skąd wzięło się tam tak dużo Hindusów, którzy mają się nieźle. Ale Ty, choć nie jesteś Hinduską, znalazłabyś sobie wspaniałą pracę i piękny domek.
UsuńNie wiem, jak u Was z tym dziennikiem elektronicznym, ale w liceum mojej córki nie był na bieżąco uzupełniany, więc nic nie dało mi zaglądanie do niego. Jednak to było już tyle lat, więc może nauczyciele się wdrożyli do wpisywania ocen, aby rodzice na bieżąco mogli sprawdzić, co jego ananas wyprawia w szkole.
Buziaczki zauroczone RPA, broń Boże Rwandą.
A wiesz Ty, że ja miałam kiedyś okazję wyjechać do RPA. Miałam się spotkać z poznanym przez Internet lekarzem, strasznie mnie lubił, jak się okazało. Niestety, Duński pojawił się wcześniej. Ale to tylko takie gdybanie, bo przecież wcale nie jest powiedziane, że internetowe zauroczenie rozwinęłoby się w cokolwiek.
UsuńJa też nie wiem, jak u nas z tym dziennikiem elektronicznym, bo go jeszcze nie mamy :)
Buziaczki znów jak podczas afrykańskiej pory deszczowej.
ej,ej, powoli, nie uciekaj jeszcze do Afryki bo teraz panuje tam gorączka krwotoczna, Ebola. ja panicznie boję takiej choroby - nie dlatego że ja umrę, ja się boję że ja przeżyję - i co ja pocznę bez rodziny i przyjaciół? ja na przykład nie mam pieniędzy więc kupuję książki - tam mogę sobie podróżować od równika po bieguny. albo podróżować po Polsce - jeszcze jest wiele miejsc do odkrycia. i wiesz co - dobrze by było chwalić się że moja koleżanka jest z zawodu vicedyrektorem;))
OdpowiedzUsuńO rany, a cóż Wy tak z tymi afrykańskimi nieszczęściami? No dobra, mogę ewentualnie zmienić plany na azjatyckie i wylądować w jakimś Laosie albo innym Wietnamie. Ufam, że tam bezpieczniej?
UsuńKsiążki nie wystarczą: nie chodzi o podróż, chodzi o zmianę klimatu. I o zrobienie czegoś zupełnie nie dla siebie, a jednocześnie dla siebie. Uwikłałabym się w jakiś wolontariat w pipidówce, ale jakoś nie mam pomysłu na razie. Może w przyszłym roku szkolnym coś się uda. Muszę, bo się uduszę.
Eeee, wicedyrektorowanie to nie zawód, a orka na ugorze ;)
wiem, wiem, dyrektor jest od leżenia i pachnienia a wicedyrektor jest od roboty;))
Usuńwięc musisz koniecznie wyjechać. najlepiej jest usiąść z mapą i zamknąć oczy i trafić palcem gdzie Cię horyzont poniesie.
a dlaczego ja tak mówię o tych afrykańskich nieszczęściach - ja jako egoistka myślę jak zwykle o sobie - Ty zawojujesz świat a ja tu zginę marnie tęskniąc i czekając...
Myślę, że z obecną Vice podzieliłybyśmy się jakoś sensownie: ja bym była od duchowości, ona od przyziemności, razem od rozmów z uczniami na szczycie. Ale nie, w ogóle się na stanowisku nie widzę.
UsuńSzczerze mówiąc, gdybym miała zapas kasy na rok, nie wahałabym się ani chwili. Weszłam w wiek, kiedy ciężko skoczyć na główkę...
W walizkę Cię wezmę i przed febrami będę chroniła :)))
nie wierzę że już tylko ciepłe kapcie i telewizor są Twoimi przyjaciółmi. Ty jesteś z takich co właśnie skakają na główkę i jak to nie pomoże to jeszcze raz i jeszcze raz... choć wiadomo że z finansami jest krucho to jednak wierzę że w wakacje jeszcze wszystkich zaskoczysz:)
Usuńzgadzam się - tylko broń mnie przed febrami i zebrami, przed komarami i przed malarią a ja Ci będę gotowała zupy z czegoś co jest nie pod ochroną w Afryce. wychodzi na to że jednak komary na coś się przydadzą....
Zupa na komarach to byłoby coś! Lekka, dietetyczna, w sam raz na teraz. No i w sam raz na afrykańskie warunki, gdzie by nas słońce prażyło na wiór.
UsuńKawałeczek wakacji już rzeczywiście zaplanowany, w miejscu, w które się wybierałam od kilku lat, a zawsze stawało mi na drodze coś. W tym roku jednak klamka już zapadała.
I chyba faktycznie czasem skoczę na główkę, jednak głębokości są bezpieczne. Dziesięć metrów to wciąż nie jest, bo pływać nie umiem, ale pół metra pachnie brakiem rozsądku: kręgosłup wolę mieć niestrzaskany.
A mnie sie marzy Nowa Zelandia. Daleka, senna i piekna :)) W szkole uczylam trzy lata. Wystarczy :))))))))))
OdpowiedzUsuńZ marzeń to wybrałabym Norwegię albo Islandię: przezimowałabym tam, to od razu polska zima by mi milsza była ;)))
UsuńNie bardzo pamiętam moje pierwsze trzy lata, ale wydaje mi się, że wolę pracować w szkole teraz: bardziej wyluzowałam.
Tanuś,gdybym ja nadal pracowała w szkole(byłby to 22 w tej samej,bo gimnazjum przeznaczone do likwidacji,zostałaby mi podstawówka),to przypuszczam,że byłoby mi już wszystko jedno,dokąd uciec.Ponieważ obecnie chorują na Notre Dame de Paris,to zamieszkałabym pewnie między słynnymi gargulcami i żywiła się...hmm...nie wiem czym...I na pewno bym schudła,choć z dotychczasowych efektów jestem bardzo zadowolona.Mimo,że ciśnienie nie pozwala zawsze wskoczyć na ukochanego"Helmuta":)Do słodyczy już mnie nie ciągnie...A Ty...Jesteś jedną z nielicznych znanych mi osób,które bezbłędnie rozpoznają,co jest dla nich dobre i wiedzą,czego chcą(uczę się tego od Ciebie),więc co Ci szkodzi wziąć roczny urlop?Przysługują nauczycielom dwa,czy trzy,prawda?Nie musi być od razu Kamerun,ale...:)
OdpowiedzUsuńWięc rozumiesz mnie świetnie! Zmiana władzy cieszy mnie niezmiernie, bo nową dyrektorką została Vice, a z nią zgadzam się w niemal wszystkich kwestiach i spojrzenie na szkoły mamy niemal jednakie, ale mimo radości, entuzjazmem nie pałam jakimś wielkim. Bo zmęczenie materiału nie mija jak ręką odjął. O urlopie myślę, jeszcze nie w kolejnym roku, ale myślę intensywnie. Nasze starostwo niezbyt chętnie się na urlopy zapatruje, ale... właściwie po tylu latach sami powinni na nie wyganiać, nie? Gdybym się zdecydowała, koniecznie muszę coś z życiem zrobić. Siedzenie w pipidówce i uzależnianie się od Internetu odpada kompletnie: zgłupiałabym wtedy do reszty. Najbardziej pożądaną opcją jest jakiś wolontariat.
UsuńKurczę,jaki 22!25 przecież ja studiowałam zaoczne i pracowałam.Dżizas!!!!
OdpowiedzUsuńOj tam, trzy lata w tę czy w tę - dla nieumiejącej liczyć mnie to bez różnicy ;)))
UsuńEj, ty marzycielko... Wolałabym, byś została wicedyrektorką aniżeli maczała łapki w kiblach gdzieś w świecie. Co do tego tyłka :)), wsiadaj na rowerek i nie marudź :)). Spacerki też odchudzają. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńA ja bym chyba jednak wolała maczać łapki w kiblach. Koniecznie afrykańskich albo innych zabiedzonych: mam potrzebę poczucia, że robię coś dobrego. Wiem, w Polsce też by się coś znalazło, ale kraju też mam na chwilę dość.
UsuńZ rowerem się ociągam, bo zimno jakoś, ale znów zaczęłam żreć mniej. Byle mnie tylko moje kochane koleżanki nie odwiedzały i nie zapraszały, to będzie dobrze ;)
A, fe! Czy ty wiesz ile w tych kibelkach zarazków? Wybij sobie z głowy te marzenia. Koleżanki? Wystarczy im powiedzieć: gryzę i pluję, hehe... może poskutkuje? A wiesz, że Mus jest starszy od Niechcieja? :)) Pozdrawiam :)
UsuńGryzę i pluje otwarcie na co dzień, a wciąż się żadna odczepić nie chce ;))
UsuńOj tam, zarazków cała masa jest też na gazetach u fryzjera!
Jak coś, to mogę z Tobą dokarmiać pszczoły. Albo coś innego, gdzieś daleko daleko ;)))
OdpowiedzUsuńJak już moich wypuszczę (bo ich przecież nie zostawię; choć przeklinam ich każdego dnia, kocham ich szalenie) za rok, coś wymyślimy :))
Usuńtez mi sie marzy kurna chata na koncu swiata...tylko odwagi mi brak ;( sciskam
OdpowiedzUsuńCierpię na to samo: praca mnie morduje, ale rachunki płacić trzeba...
UsuńDziewczyno, realizuj swoje marzenia, życie jest takie krótkie!
OdpowiedzUsuńTrochę jakby realizuję: szkoła jest tym, co lubię. Ale czasem każdy musi się oderwać.
UsuńCiastko na rowerze zawsze można spalić :P
OdpowiedzUsuńPodziwiam Twoją chęć wyjazdu do Afryki. Ja bym się bała ;)
Też bym się bała. Czy też właściwie też się boję: gdybym się nie bała, już dawno bym tak była. Wygodnictwo rządzi.
UsuńW wakacje zamierzam pojeździć z moimi dziewuszkami: wszystkim nam się przydadzą mniejsze dupska!
Wczoraj mnie mama zmierzyła i stwierdziłam że przyłączam się do Was!
UsuńPowinnyśmy już zacząć, ale leje i leje. A pospieszyć się trzeba, bo mnie mam przyjedzie zmierzyć za dwa tygodnie ;)
UsuńKamerun jako urlop od codzienności, może właśnie to by się przydało. Harówka, jaką mało kto z nas zna, ale właśnie wtedy zbiera się najwięcej sił i ochoty do życia, jak sądzę.
OdpowiedzUsuńTo co, mam życzyć odwagi? :)
Odwagi jak najbardziej. Bo gdy już człowiek ruszy kameruńską machinę, będzie dobrze, jestem pewna. Najgorzej ruszyć. No i jeśli urlop w grę w ogóle nie wchodzi siedzenie w domu - oszalałabym od tego; to już lepiej w szkółce się mordować.
UsuńA mi jest wstyd, bo w moim wieku chyba mi nie wypada chcieć wypaść na rok do Włoch i też mieć wszystko w dupie poza oliwkami. I wiesz co? Ja Ci życzę tej Afryki, o! :)
OdpowiedzUsuńKochana, w każdym wieku wypada mieć marzenia o posiadaniu wszystkiego w dupie. Przecież to tylko rok ;)
UsuńTaki gap year to zawsze wspaniała przygoda. Myślisz o tym bardzo poważnie? Jeśli tak - trzymam kciuki,. aby wystarczyło odwagi.
OdpowiedzUsuńMam rok na przemyślenie. Chciałabym się zdecydować!
UsuńŻyczę powodzenia. I będę wtedy liczyć na relacje. ;)
UsuńNa pewno. Choć znów, czy też wciąż, z pisaniem mi nie o drodze.
UsuńJeśli tylko czujesz taką potrzebę, to czemu nie? Tylko co z Twoimi kotami? :)
OdpowiedzUsuńpo prostu m;)
Koty sobie dadzą radę, to nie psy ;)
UsuńZresztą, są sąsiedzi.
Osobiście przerażałaby mnie wizja roku w Afryce, ale w Tobie widać odwagę i chęć. Spróbuj, w najgorszym wypadku zwiniesz manatki i uciekniesz, na pewno będziesz miała do czego wracać :)
OdpowiedzUsuńMnie przeraża wizja bycia wciąż z tymi ludźmi. Nie są jacyś szczególnie źli, skrzywieni raczej, wystraszeni, a jednocześnie wydaje im się, że nieskazitelni. Pomieszanie z poplątaniem. Największy problem właśnie w tym, że nie wiem, czy chciałabym po takim roku wracać.
UsuńNie wiem, czy umiałabym oderwać się od świata i uciec do Afryki, ale jestem pewna, że chciałabym uciec za granicę. Pcha mnie tam jednak bardziej ciekawość, niż zmęczenie. Może faktycznie powinnaś dostać czas na dłuższy odpoczynek, skoro jest na tyle źle, że nie chce ci się nie chcieć. Z drugiej strony to byłaby trudna decyzja, wymagająca wiele odwagi.
OdpowiedzUsuńW tej chwili wyjazd w jakąś głuszę wydaje mi się jedynym sposobem na ucieczkę od intryg. Wokół cały czas prowadzą jakieś gierki, a ja, będąc tu i teraz, nie umiem od niech uciec, choć w nich być nie chcę. Ale teraz są wakacje, czas na oderwanie się, a potem jest jeszcze cały rok na zobaczenie, jak to jest być pod nową dyrekcją.
Usuńeheheh Pani VICE :P
OdpowiedzUsuńNic z tych rzeczy :)
Usuń