Mogłabym zamieszkać w głowie Tima Burtona. Mógłby mnie wcisnąć gdzieś między Alicję, Edwarda Nożycorękiego a Jacka Skellingtona. Przesiąknięta Burtonowską wyobraźnią, odzyskałabym utraconą jakiś rok temu zdolność snucia przydługich opowieści bez wielkiej treści i pozbyłabym się bolesności nieskładających się w zdania słów. Siedzę tu już piętnastą minutę, odtwarzam maleńkie wydarzenia z poprzednich dni. O tym, że wjeżdżam rowerem wprost w sobotni ukrop, widzę bocianie szczenięta połykające skwar, fotografuję niebieskie chwasty i słyszę wyrażone niecenzuralne zdziwienie mijającego mnie pana, bo przecież tu, kurwa, do sfotografowania nie ma nic. O tym, że o poranku wchodzę w odparowujący nocną wilgoć las, wypatruję owadów zastygłych na źdźbłach traw, za późno jednak jest, kolejnym razem muszę bledszym świtem wstać. O tym, że na parapecie puszy się biały storczyk, który kiedyś czarował niebieskością, ta jednak uleciała wraz z ostatnim opadłym kwiatem z poprzedniego miotu, teraz kwitnie już trzeci tydzień i wcale nie wygląda jakby miał kiedykolwiek przestać, gnie się tylko niemiłosiernie pod ciężarem jedenastych kwiatów. O tym, że kulące się pod krzakiem fioletowe fiołki fotografują się na niebiesko, podobnie chińskie róże, te jasne stają się na zdjęciach błękitem, te ciemne są granatem, kłamliwość mojego aparatu wcale mi jednak nie przeszkadza, bo niebieskość natury przepiękna jest. O tym, że w kubku parzy się ostatnio morwa biała i czarny bez, a ja, zdeklarowana miłośniczka herbaty czarnej i mocnej, z lubością wsypuję do niewypuszczającego fusów metalowego jajeczka dwie łyżeczki ziołowej mieszanki o kolorze słomy i zapachu siana, z równym smakiem popijam herbatę zieloną, może przekonam się do białej, czerwona jednak raczej nie ma szans. O tym, że hoduję w domu albo ducha, albo Alzheimera, bo zasuwam firankę, idę pod prysznic, a kiedy wychodzę ta odsunięta jest, i choć zapominalstwo jest bardziej prawdopodobne, lubię myśleć, że po pokojach snuje mi się firankowy duch. O tym, że zapaliłabym papierosa nad kawą i rozmową świtaniem o czwartej dwadzieścia sześć, rozmawiałabym o nienawiści, którą ludzkość opanowała do perfekcji, choć ta jest jedynie przejawem bezdennej głupoty i pójścia na łatwiznę. O tym, że po kilku z rzędu Wendersach, Coenach i Greenawayach obejrzałabym durne romansidło, którego w moich zbiorach nie potrafię znaleźć, bo w czasie przeprowadzki rozdałam wszystko, co lekkie, łatwe i sztampowe, i wielki pech, bo w wakacje ambitniejsza sieczka zanudza mój mózg, jednocześnie wściekam się w duchu, że nowy estoński film jest do zobaczenia jedynie w stolicy i włączam francusko-irańsko-afgański film. O tym, że Duński odkleja się wyjątkowo powoli, co rusz wpadając na mało akceptowalne pomysły z serii "jak tu bliżej niej być", a przecież we wrześniu czy październiku ubiegłego roku i tego jeszcze wcześniej też, przeżywaliśmy klasyczną agonię normalnego związku, w którym, jak pisze pani Kofta, jedno jest już totalnie wymęczone, chce skończyć, ale wciąż udaje, że wszystko jest okej. I tak oto napisałam. Słowa niby trzymają fason, ale brakuje mi stanu, w którym snuć się będą niczym nierozerwana nić.
Czyli stabilnie i sielankowo się u Ciebie zrobiło :) Nic tylko delektować się spokojem :)
OdpowiedzUsuńJa niestety, tegoroczny miot mojego storczyka bardzo zaniedbałam. Bo najpierw się przewrócił i złamał jedną gałązkę, więc tylko druga zakwitła. A później znów się przewrócił i ostatni kwiatek odpadł a przedostatni jakimś cudem usechł... Chyba znów będę musiała go przeprosić...
Delektuję się, choć czasem nudy na pudy są.
UsuńZ tymi moimi storczykami to też historia. Miałam kilka, ale inwestowały w liście, nigdy w kwiaty, więc się wkurzyłam i się z nimi rozstałam. A potem dostałam niebieskiego, pokwitł sobie i opadł. Znające się na storczykach koleżanki uczulały mnie, żeby nie przelewać, nie zostawiać w wodzie na długo, żeby nie za często. A moja mama przyjechała i poiła go niemal cały czas. I masz: dwunaste kwiaty mu idą (po dwanaście na każdym z dwóch pędów), a jeszcze zostało po jednym pąku.
Wow, no to spory zakwitł :) Wiesz, mój też długo nie chciał zakwitnąć ale pomogło mu podlewanie tak jak zawsze ale za to postawienie w bardziej jasne miejsce :)
UsuńU mnie teraz właściwie nie ma ciemnych miejsc (chyba że za kanapą), więc może i to pomogło.
UsuńTo zazdroszczę, bo mi się zawsze marzyło dobrze oświetlone mieszkanie :D
Usuńpo primo też bym chciała się znaleźć w filmie Tima Burtona - ale z tych wcześniejszych lat. najlepiej w Batmanie - bym była panią lekkich obyczajów, która uwodzi Michaela Keatona, to znaczy Bruce. albo panią lekkich obyczajów - szpieg która szpieguje dla Bruce. albo przeciwko Batmanowi. wszystko jedno oby był Batman, ja i chędożenie. bo kiedyś śnił mi się Michael erotycznie i chętnie bym to powtórzyła;)
OdpowiedzUsuńjak Ty barwie opowiadasz o zwykłych rzeczach. o kwiatach, o herbacie, o firance, który podglądacz Ci ciągle podnosi - zazdroszczę takich środków stylistycznych. tak ciekawie się to czyta.
a Duński - chyba tak miłość szybko się nie kończy. może jemu jest trudniej uwierzyć że Ty i On to już nie My...
Batmana jakoś nigdy nie darzyłam szczególną sympatią. Zresztą, innych Supermanów czy Spidermanów też nie. Keatona wolę jako Beetlejuice'a - świry fajne są!
UsuńWydaje mi się, że Duński się już otrząsnął, ale co ja wiem?...
I dzięki, tym bardziej, że trudno mi ostatnio pisać, jakoś wydaje mi się, że nie dzieje się nic wartego uwiecznienia tu.
bym była Panią Beetlejuice - ową. Tim Burton musiałby nakręcić prequel - bym była taką zołzowatą Panią B. że Michael chce się koniecznie wynieść z tego świata dusz bo ciągle mu jęczę nad uchem i dlatego nęka Winonę:)
Usuńzawsze jest coś do opowiedzenia, do sfotografowania - jak nie ludzie, to zwierzęta. szkoda tylko że nie mam talentu malarskiego lub fotograficznego - tylko pamięć na razie działa:))
No coś Ty, dla Michaela byłabyś taka? Ale w sumie Michael to nie Hugh, niech się z Tobą pomęczy ;)))
UsuńPróbowałaś robić zdjęcia? Nie takie, wiesz, z zabytkami w przelocie, ale pojechać specjalnie rowerem z zamiarem uchwycenia czegoś.
bo miałam kiedyś erotyczny sen ze mną i z Michaelem w roli głównej. i my się strasznie kłóciliśmy, rzucaliśmy przekleństwami i talerzami. a w końcu tak mnie przycisnął, tak zaczęliśmy się całować że doleciałam w niebo. i myślę że musimy się pokłócić żebyśmy się mogli ładnie pogodzić;)))
Usuńpróbowałam robić zdjęcia. i albo ucinałam nogi, albo głowy, albo ręce albo dzioby. niestety tylko jako kat byłabym dobra.
Ostro! :))
UsuńNo wiesz, w ucinaniu też artyzm może być. W sumie czasem na tym on polega, żeby przyciąć niestandardowo.
P.S. Odświeżyłam sobie dziś Daniela Day-Lewisa, ciasteczko!
odświeżyłaś sobie Daniela w Ostatnim Mohikaninie czy w jego trzech Oskarowych rolach? polecam Moja lewa stopa, nie przypadł mi do gustu w Aż poleje się krew a w Lincolnie - znowu świetny. i jeszcze pamiętam że kiedyś był w IRA - "prawo ojca" czy coś takiego. więcej nie pamiętam.
UsuńW imię ojca - dla mnie był tam genialny. Pamiętam, że konkurował w Oscarach z Hanksem w Filadelfii i byłam zawiedziona, że przegrał. Ok, Hanks grał nieźle, ale... jakoś mnie mniej przekonał. A Daniela odświeżyłam w Nine. To był chyba mój czterdziesty obejrzany w te wakacje film :)
Usuńwiedziałam że coś z ojcem w tytule. dobrze że Ty pamiętałaś. po to są wakacje żeby się lenić i oglądać zaległe filmy i czytać zaległe książki. jak to teraz mówi młodzież - pozdro:) a może już inaczej?
UsuńNie zapomnę, bo chcę ten film obejrzeć jeszcze raz. Kilka dni temu obejrzałam Krwawą niedzielę i odnowiła mi się faza na konflikt w Irlandii Północnej.
UsuńHmmm, moja młodzież chyba nie mówi "pozdro", bo jakoś w ogóle tego słowa z nimi nie kojarzę ;)
widać ja, już stara wcale się nie znam na tych uczniowskich odzywkach. jeszcze chwila a w ogóle nie będę rozumiała tej dzisiejszej młodzieży. ale mam nadzieję że język polski nie zginie śmiercią naturalną ani żadną inną.
UsuńTy to wybierasz ciekawe filmy bo Krwawa niedziela też dobra. ja też jestem zainteresowana IRA i konfliktem i ciągle jeszcze nie wiem czy jestem za czy przeciw...
Nie umrze. Znam wśród tych młodych miłośników polskiego, więc nie będzie tak źle. Powiem Ci, że tylko się ucieszyłam, kiedy jeden taki mój własny poprawił mnie, kiedy powiedziałam "tą książkę".
UsuńFilmów w sumie nie wybieram: mam ich ponad setkę i oglądam po kolei. Kolekcjonowałam przez kilka lat i jakoś wcześniej oglądać mi się nie chciało, a potem czytnik DVD się w laptopie zepsuł. Teraz jest okazja.
P.S. Przypomniało mi się też, że kocham się w Diego Lunie ;))
w więc Ty też masz swojego Jackmana;))
Usuńa oglądałaś ... jaki to był film, z Michaelem Fassbenderem w roli głównej, chyba "Głód" też było coś i IRA, więzieniu, jakiś strajk głodowy. ale jak znam Ciebie to już to pewnie oglądałaś. jeśli nie to polecam.
może nie wybierasz ale jednak proponujesz dobre kino a nie jakieś kac-wawy.
Nie oglądałam, zapisuję. Z Fassbenderem podobał mi się Wstyd. Uwielbiam scenę, w której Carey Mulligan śpiewa New York, New York. A Kac Wawa mi nie grozi, w sumie nie lubię komedii. Z nielicznymi wyjątkami, na przykład kocham Kołysankę Machulskiego.
Usuńto już kultowa scena - Frank sinatra spiewał tą piosenkę z lekkością i w jazzowym stylu, a Carey tak bardzo poważnie, smutno, przejmująco. ja lubię komedie ale zdecydowanie nie polskie bo to jak oglądanie za przy długiej reklamy...
UsuńJa miałam swego czasu dość długi okres nieoglądania polskich filmów w ogóle. Po tych wszystkich Porankach kojota i innych Fuksach czy jakoś, w których wszędzie grał Czarek Pazura, którego nie znoszę, przekonałam się dopiero po Kołysance właśnie chyba. Albo po Smarzowskim, Szumowskiej bądź czymś z Gierszałem. Do komedii się jednak mało przekonać umiem. Z komedii to chyba tylko Allena trawię, a i też nie zawsze. Lubię też stare amerykańskie, takie jak Jak ukraść milion dolarów z Hepburn i O'Toolem.
Usuńnawet mi nie przypominaj tych pseudo-aktorów, tych milowiczów,tych pazurów którzy ani ładnie nie śpiewają, ani ładnie nie grają, a ich dowcipy wcale nie są śmieszne. mi najbardziej podobają się stare amerykańskie komedie romantyczne - z Doris Day, Deborah Kerr która śpiewa dla Cary Granta, James Steward prowadzi ten swój "Sklepik za rogiem"... rozmarzyłam się bo już rzadko robi się takie filmy w których jest magia i czar starego Hollywoodu...
UsuńWłaśnie weszłam w etap staroci. Może nie aż takich, o jakich piszesz, ale wczoraj Kochankowie Louisa Malle, a dziś Wstręt Polańskiego. Widzę, że w kolejce jest Słodkie życie i Obywatel Kane.
Usuńpowiem tylko że Słodkie życie mi się nie podobało a Obywatel Kane jest świetny. to już film kultowy, manifest. lubię filmy Polańskiego. te stare a i "Rzeź"też była dobra. i film w którym Polański gra człowieka ogarniętego paranoją. jaki to był film... "lokator". polecam.
UsuńStwierdzam, że też mi się nie podobało, a Mastroianniego miałam ochotę wystrzelać po buźce. I to wcale nie wtedy, kiedy rzucił Emmę, a raczej na tej ich ostatniej imprezie. Paskudny był!
UsuńPolańskiego też lubię. I filmy o paranojach lubię.
kiedyś na krzesełku w liceum przeczytałam taki tekst:"paranoja to nie choroba. to styl życia". i od tego czasu chyba żyję według tego tekstu.
UsuńByle tylko te paranoje nie dotyczyły eksfacetów, bo tego mam aktualnie po dziurki w nosie!
UsuńTo ten upał. W taki żar ambitne poczynania roztapiają się jak lody bakaliowe - zostaje kałuża czegoś kleistego i ogryzki czegoś niby wysuszonego a jednak rozmemłanego. Ze mną też tak jest. Za to Ty masz swoją fotograficzną pasję i bardzo mi to imponuje. No i masz ducha, a to pobudza wyobraźnię. Po co Ci Nożycoręki? Nachalny tępol. Firankowy jest chociaż zwiewny
OdpowiedzUsuńMoja wyobraźnia na tę chwilę leży, kwiczy, rozpływa się, rozmemłuje, co tylko jeszcze. A Nożycoręki... cóż, zamknięty jest w ciele Deppa, a z nim poszłabym w tany, choćby najtępszy był. W końcu to tylko tany ;)))
Usuńoooooooo tom zaskoczona bo myślałam, że Duński dawno już zniknął z Twojej codzienności ...
OdpowiedzUsuńteż takie wysnułam wnioski. z tekstu wynika, że jednak coś w tym jest...
Usuńbardzo ci się udał post, wbrew pozorom
Lucy, na początku starał się przyjaźnić, co mnie uwierało. Teraz pewnie wściekłabym się, gdyby niespodzianie zjawił się u moich drzwi.
UsuńPolluśka, z codzienności zniknął. Czasem wyskoczy z czymś... nie do zaakceptowania. Na przykład, że chce wynająć stary dom.
Usuńno ale mieszka gdzieś osobno nie z Tobą ??? tylko się nadal kontaktujecie tak ??? bo coś w te upały słabo obczajam
UsuńNie, nie mieszka za mną, mieszka prawie całą Polskę ode mnie. I właściwie nie można rzec, że się kontaktujemy: on dzwoni tak z raz na dwa tygodnie, a ja odbieram. Cholera wie po co w sumie.
Usuńaha no to teraz rozumiem :) no jak to po co odbierasz bo pogadać sobie zawsze można nie trzeba się od razu rozstawać tak bez kontaktu :)
UsuńNie trzeba, fakt, ale te rozmowy mnie męczą: im w nie głębiej, tym mocniej widać, jak nam ostatnimi czasy nie było po drodze, ale w sumie nie ma o czym gadać: finito i już.
Usuńno to mu powiedz żeby może przestał dzwonić bo nie ma sensu :)
UsuńPowinnam ciachnąć, ale... Nic to, samo się wykruszy, już jest coraz rzadziej i rzadziej.
UsuńBo codziennosc, monotonia, obrazy jak mgnienie powieki uchwycone w kadrze - wszystko to tworzy nasza rzeczywistosc. A ona plynie, plynie ...
OdpowiedzUsuńTak. I kiedy spojrzę na swoje słowa, okazuje się, że jednak dzieje się coś, choć nie dzieje się nic.
UsuńPewnie trudno się odkleić od czegoś - a raczej kogoś - kto był rzeczywistością przez tyle lat...
OdpowiedzUsuńJa lubię każdą herbatę a zieloną najbardziej, ale mi jej teraz nie można... I znowu, znowu to zrobiłam - skupiłam się na tym, co do spożycia w Twojej notce :)) To do tych wiśni herbatkę dorzuć, dobrze? :)
Trudno, nie przeczę. Na przykład, wygrzebałam dziś spódniczkę, w której nie chodziłam wieki, a którą miałam na sobie, kiedy byliśmy w Darłowie. Jednocześnie byliśmy odklejeni już przynajmniej ze dwa lata, więc...
UsuńOk, herbata leci z wiśniami, ale ostrzegam, nie jakaś specjalna jest: zwykła z Biedronki :)
Ajaj, nic nie jarzę. Czytam post po raz trzeci (dokładnie!) i nic. Albo jestem dziś słabo myśląca, albo się starzeję. Można by rzec, że to SKM czy cuś...? Zapewne pomyliłam ten skrót... No i widzisz sama: tępota umysłu. Ja pijam ziółka, ostatnio pokrzywę :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńOj, Mayu, Mayu, ależ tu nic wielkiego nie ma do jarzenia: to tylko opis minionych dni: jeżdżę, fotografuję, pijam, storczyk kwitnie i tyle.
UsuńSKM?
I na co ta pokrzywa? Czy tak tylko dla smaku?
Uff, jak dobrze, że "żyję" :))) Pokrzywa i smak? Ona go nie ma, ale za to oczyszcza organizm ze wszelakich złogów i ma duużo makroelementów. Jest na wszystkie dolegliwości. Popytaj wujka gugla :) Mnie osobiście poprawił się wygląd cery na przykład, nie dolega mi wątroba po kawsku... itd. Pozdrawiam serdecznie :)
UsuńW takim razie wypadałoby spróbować. Tym bardziej, że przyzwyczaiłam się już do zielska w miejsce herbaty.
UsuńNie zawadzi spróbować :))
UsuńNo tak! Napisałam komentarz i wsiąkł, wrrr... Co za dzień. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńW spamie wylądowałaś, ale nie martw się: wszystko przychodzi na maila, nie zginiesz mi :)
UsuńNo mówiłam, że lato :) Chciałabym tak pisać pięknie nie pisząc, jak Ty :)
OdpowiedzUsuńPiszesz piękniej, Katie. Ja się u Ciebie przenoszę w inne wymiary...
UsuńWitam :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam tego posta z przyjemnością ;) jak miło znów, po przerwie, u Ciebie bywać :)
Pozdrawiam najserdeczniej :)
Rozumiem, że remont za Tobą :)
UsuńTanyu, uważaj, abyś nie zapaliła papierosa pod włączonym prysznicem, bo widzę, że Twoje myśli są rozchełstane. Nie wiem, skąd mi się wzięło to rozchełstanie, ale nic innego nie chciało mi przyjść do głowy, więc niech sobie zostanie na dowód tego, że u nas jest znowu upalnie nie do wytrzymania i myśli ulatują mi z głowy z kosmiczną prędkością.
OdpowiedzUsuńBuziaczki bez nadziei na ochłodę, chyba że na burzę.
Rozchełstane to ładne słowo, lubię je. Podobnie jak lubię mieć myśli rozchełstane. Ale nie martw się, papierosa pod prysznicem nie zapalę, bo, jeśli już palę, palę na balkonie, żeby mieszkanie nie śmierdziało.
UsuńBuziaczki zachwycone dziś srebrnym deszczem, który na chwilę zagościł za moim oknem.
Obawiam się,że niczego mądrego nie napiszę,ale to ostatecznie nihil novi,więc liczę na Twoją wyrozumiałość;)
UsuńPrimo:jednak nadal potrafisz,ku mojej radości i zazdrości jednocześnie,uroczo i mądrze pisać niby o niczym i tak wspaniale bawić się słowami:))))Secundo:zazdroszczę Ci storczyka-mój kiedy przekwitł,przez trzy lata nie zakwitł ponownie,a potem padł.Oczywiście,jak się łatwo domyśleć,storczyki i róże,to jedyne kwiaty domowe na których mi zależy i zgodnie z prawem Murphy'ego właśnie one absolutnie nie dają mi się hodować.Reszta szaleje,kwitnie,rośnie,wybija dziury w suficie etc.Tertio:a ja w ogóle zarzuciłam picie herbaty.Żadna,ale to absolutnie żadna(mam na myśli różne rodzaje czarnej i owocowej,na zieloną i czerwoną nawet nie spojrzę,ale białą kiedyś tolerowałam)mi nie smakuje.Jej miejsce zajęła kawa rozpuszczalna i woda mineralna oraz mięta.
A co do Duńskiego-nie mnie osądzać,ale ktoś zaliczył u mnie plusa za bezbolesne i szybkie odklejenie.Plus normalne kontakty,jak z całkiem dobrym znajomym:)Buziole:)
A c oż tu mądrego pisać, Lilu? Zwykła codzienność, którą potrzebowałam opisać, żeby się rozpisać. Słowa tkwią we mnie, tematy tkwią, ale jakby gdzieś za głęboko były i wydostać się nie umiały. Czekanie na wenę nie pomogło, może zmuszenie się do pisania da radę?
UsuńJa też miałam trzy czy cztery storczyki, które wcale kwitnąć nie chciały, a tylko w liście inwestowały, więc kiedyś się wściekłam i jej wyrzuciłam. A potem dostałam niebieściuchnego, zabrałam ze sobą do nowego, gdzie dorwała się do niego moja mamusia i podlewała go tak, że niemal cały czas w bagnie stał. I wypuścił, i ma już po dwanaście kwiatów na każdej łodydze i - odpukać! - ani myśli opadać. Kiedy już zakwitną, mama radzi przystopować z podlewaniem.
Mineralnej też postanowiłam pić zdecydowanie więcej: do ponad półtora litra zmusić się nie umiem, więc nadrabiam tymi siuśkowatymi herbatkami. Jedna, z tego, co widzę, działa cuda w układzie trawiennym.
A Duński? Hmm, może przeczytał tę notkę, bo od dwóch tygodni mam spokój. Znów odpukać!
Świetnie piszesz, pięknie dobierasz słowa. Wypowiedzi są pełne, przekonujące. Gratuluję!! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńTeż staram się palić papierosy na balkonie, tylko muszę się ubierać, aby nie gorszyć sąsiadów, bo przez ten upał i duchotę chodzę rozchełstana do granic przyzwoitości.
OdpowiedzUsuńOd wczoraj zapowiada się u nas burza, a nawet nie spadła żadna kropelka deszczu.
Buziaczki ze sceną balkonową.
Oj tam od razu ubierać. Moi sąsiedzi się w ogóle nie przejmują. Jedna pani otworzyła mi drzwi, kiedy jej syn i mąż akurat coś tam przybijali na korytarzu w samych slipach; druga natomiast otworzyła mi w spodenkach i biustonoszu. Obie panie emerytkami są.
UsuńBuziaczki też niegorszące sąsiadów, ewentualnie odwrotnie.
Tanyu, gdybym miała figurę modelki, to może bym się pokusiła o niepełny negliż. Ale poza sąsiadami oglądaliby mnie kierowcy samochodów, bo wiesz, że mieszkam przy ulicy wylotowej z miasta i wczoraj w ciągu minuty naliczyłam 32 przejeżdżające samochody. Nie chce mi się tego mnożyć przez 60 minut, bo jest za gorąco i zbyt duszno jak na matematykę.
UsuńBuziaczki lekko podduszone.
No wiesz, Aniu, moje sąsiadki też figur modelek nie miały.
UsuńMyślisz, że przy takim natężeniu ruchu kierowcy zwracaliby uwagę na jakąś kobietkę snującą się półnago po balkonie? Jeśli jednak by ową uwagę na Ciebie zwrócili, stałabyś się na pewno bohaterką wiadomości z pierwszej strony Onetu: karambol z winy blogerki ;))
Buziaki filmowe.
Nie palę, mniej piję od rozstania, za to ostatnio mam problem w irytowaniem się. Nie wiem czy to wciąż złość na D., czy smutek, że tak a nie inaczej mnie potraktował, że śni mi się wciąż co noc nieprzerwanie od prawie 5 miesięcy...i tak, też chciałabym być w głowie Tima Burtona, który umieściłby mnie w zwariowanym świecie Alicji, ale może tam bym zaznała spokoju, choć może niekoniecznie, bo pewnie Kot nie dałby mi żyć, ale tylko już On mi pozostał.Czyli, że z Duńskim wszystko dobrze?:)
OdpowiedzUsuńpo prostu m;)
O rany, nie zazdroszczę. To nie są na pewno miłe sny, a właściwie niefajne są przebudzenia. Co do kota zaś, to nie tylko on Ci pozostał, wiesz :)
UsuńTak, można rzec, że z Duńskim jest dobrze: każde na swoim końcu Polski i tak powinno zostać.
Niestety nie są i jak na złość D. się wczoraj do mnie odezwał, nie wiem po co. Ba nawet po "rozmowie" facebook'owej wysłał mi wczoraj ":*" to smsem :|. To gdzie teraz Duński mieszka? Jak to się stało, że już nie jesteście?
OdpowiedzUsuńpo prostu m;)
Nie znoszę emotikonek: znaczą cholera wie co...
UsuńA z nami się po prostu stało: zmęczona byłam jego siedzeniem w domu. Na złe mu to nie wyszło, nareszcie pracuje.
Nie złość się. A to nie wiedziałam, że nie pracował. To Ty zapieprzałaś, a On co?
OdpowiedzUsuńZnaczy, nie znoszę samotnych ikonek w SMSach :)
UsuńA on głównie nic. Łapał się wprawdzie to tu, to tam, ale zwykle za chwilę wyskakiwało coś, co mu w pracy przeszkadzało. Może z raz tutaj o tym napisałam, ale potem uznałam, że to nie temat na bloga.
ach o to Ci chodziło, ale ze mnie blondynka :p. Tez nie wiem co oznaczał ten ":*"-buziak, bynajmniej nie odpisalam. Nie chcę rozdrapywać to co cały czas się goi. Może kiedy będziemy potrafili ze sobą normalnie rozmawiać, a może nie.
UsuńA co do Duńskiego, dziwne że tak sobie siedział na Twoim garnuszku, bez żadnych skrupułów.
UsuńBardzo dobrze, Madzik, nie odpisuj. Jeśli będzie chciał porozmawiać, to zupełnie inna bajka niż jakieś ikonki wysyłane nie wiadomo po co.
UsuńCo do Duńskiego, też nie mogę wyjść z podziwu, sic!
Znowu złapałam się na myśleniu: "Nigdy nie jest zbyt późno na przewrócenie swojego życia do góry nogami". Nie mówię, że to coś złego, po prostu tak pomyślałam.
OdpowiedzUsuńI pomyślałam jeszcze coś. Nie wiem czemu tak, co poszło nie tak, co się zmieniło, ale wielu dziś takich Onych jak Duński. Ona zapierdziela, a on... jakoś tak wiecznie nie wychodzi. Jej żyłka pulsuje, ale rękawy zakasane, bo rachunki się same nie opłacą. On... On egzystuje. I to całkiem wygodnie, skoro do zmian się nie pcha. Teraz też pewnie w pracy mu coś przeszkadza, ale nie ma to tamto - pinionżki się same nie zarobią, a zjeść trzeba. Co jest nie tak, że Onych tak dużo teraz?
Też tak myślę, Kendżi. Poznałam właśnie kogoś, kto zdecydował się na przewrót, ale nie umie się odciąć od przeszłości i morduje nią siebie i innych, i za chwilę nikogo przy niej nie będzie, bo zniechęci.
UsuńNie wiem, co jest nie tak z innymi; wiem, co było nie tak z Duńskim: rozpieściłam i tyle. I koniec bajki.