W kinach, jak w kościołach i na cmentarzach, lubię bywać sama. Nikt mi wtedy za uchem nie zjada popcornu i nie pije coli, kiedy na ekranie dzieją się rzeczy niepozwalające jeść czy pić. Nikt też nie wchodzi w połowie seansu, bo ten zaczął się z samego rana i ciężko było widzowi wstać; nikt w połowie seansu nie wychodzi, bo ten okazał się nie spełniać oczekiwań. Z takim punktem widzenia sensowniej byłoby mi oglądać filmy w domu, nic jednak nie poradzę na to, że kocham kino. Na Dwóch Brzegach widziałam filmy, których nigdy nie obejrzałabym w kinie, bo były to produkcje krótkometrażowe czy dokumentalne, bo ich tytuły były nijakie, bo opis sugerował gatunek mi daleki. Filmy, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że od zarania dziejów istniały opinie jedynie słuszne i opinie z założenia niesłuszne, choć to raczej te pierwsze promowały ponuractwo i ucisk, drugie zaś kreowały radośniejszy i pełen pasji świat. Filmy, które w prosty sposób pokazywały nieproste relacje, które wrzynały się w drażliwą codzienność, które stawiały bohaterów w niejednoznacznych sytuacjach, które wyśmiewały schematy i które stały na straży stereotypów. Filmy, które mnie, pardon, wkurwiły opowieścią o zabobonach rujnujących młode życia, które sprawiły, że przez sto jedenaście minut nie umiałam powstrzymać łez, które mnie znudziły treścią, ale omotały muzyką i atmosferą ulotności i niedorzeczności, które zmusiły do zaakceptowania faktu, iż nie ma dla każdego z nas jednolitych dróg. Przywiozłam z Kazimierza czteropak Larsa von Triera, trójpak Romana Polańskiego, Dwanaście słów Jana Jakuba Kolskiego i osiemdziesięciotrzyletniego Jana Troella. Przywiozłam przekonanie, że mamroczący gwiazdor Andrzej Chyra ma mniej do powiedzenia niż zupełnie nieznani mi z nazwiska twórcy filmowych plakatów i okładek winylowych płyt. Przywiozłam przeświadczenie, że Małgorzata Szumowska, którą wielbię za wachlarz poruszanych tematów, ma nieprzyjemną tendencję do wciskania niepotrzebnych końcówek, burzących cały film.
P.S. Dobrze było poznać Izę, Agnieszkę, Ewę, Magdę i Marlenę.
Szukajcie linków, jest ich w tekście dziewięć.
DZIĘKUJĘ za opnie pod notką na chwilę.
DZIĘKUJĘ za opnie pod notką na chwilę.

Tanyu, kiedyś lubiłam chodzić do kina, ale już mi przeszło i to dawno. Nie lubię przebywać w tłumie, nienawidzę jedzących, chrupiących i pijących cokolwiek. Nie znoszę smrodu popcornu i szeptów. Nie przepadam też za oglądaniem filmów w telewizji, bo te najlepsze są wyświetlane wtedy, gdy normalny człowiek powinien przewracać się na drugi bok.
OdpowiedzUsuńBuziaczki całkowicie niefilmowe.
Ja wybieram filmy - intuicyjnie jakoś- i godziny, na których mało kto jest. Pisałam niżej, że na Pożądaniu byłam samiutka. Na Dwóch Brzegach przeszkadzały mi tłumy, ale na szczęście na większości filmów widownia była świadoma tego, czemu ma służyć festiwal. Tylko dwa razy na dwadzieścia wkurzyłam się niefrasobliwie wchodzącymi i wychodzącymi widzami.
UsuńCo do telewizji - fakt, najlepsze filmy są w środku nocy.
Buziaczki od kinomaniaka.
Tanyu, nie chcę się bawić w poganiacza, ale już miesiąc upłynął od Twojej ostatniej notki.
UsuńBuziaczki mgliste, ale ciepłe.
P.S. Dziś w telewizji obejrzałam wspaniały film "W pogoni za szczęściem" i dzięki temu wiem, jak zostać milionerką.
Lenistwo, Aniu. Plus początek roku, samorząd na głowie i goście z projektu w połowie października. Ale zaczynam czuć chęć napisania.
UsuńBuziaczki letnie.
tych najlepszych filmów już nie ma prawie wcale. a powtórki trzy razy w tygodniu filmów z lat 60 tych przyprawiają mnie o ból zębów
OdpowiedzUsuńewa z mazur
I dlatego nie mam telewizora: nie muszę się wkurzać, że znów i znów i znów to samo. W kina czy na płycie wybieram to, co chcę.
UsuńBylas w Kazimierzu i nic nie powiedzialas?? OO ty niedobra :)
OdpowiedzUsuńTeż byłaś? Za rok mam nadzieję być znów :)
UsuńMialam jechac, poza tym mieszkam w tamtych okolicach przeciez;)
UsuńFakt. Zupełnie Kazimierza z lubelskim nie łączę...
Usuńo proszę :)) właśnie sobie przypomniałam, że dawno byłam w kinie. hmm
OdpowiedzUsuńWakacje, dużo czasu, więc do kina marsz! ;)
UsuńOpuściłam kino, strasznie mi z tego powodu wstyd. Chociaż nie, chodzę do kina regularnie. Na bajki z M-ką ;)
OdpowiedzUsuńNadrobisz w końcu :)
UsuńJakkolwiek to zabrzmi, nieźle, że nie mam dzieci: nie znoszę bajek.
to moja druga miłość - filmy. bo oczywiście pierwsze są zawsze książki. lubię czasami się odmóżdzyć oglądając komedie łatwe, lekkie i przyjemne ale moją miłością są dramaty, obyczajówki przez duże O, kino, o którym myślę przez miesiące, kino, które mnie wciska w fotel i pozytywnie przydusza. tylko szkoda że takich filmów jest mniej.
OdpowiedzUsuńOdmóżdżać się za chwilę zacznę. Jak tylko skończę oglądać to, co na kupce obok komputera leży. Vice mi oddała pożyczone sto lat temu filmy i widzę, że większość z nich to rzeczy lekkie, łatwe i przyjemne.
UsuńNa Dwóch Brzegach byłyśmy na W kręgu miłości Felixa Van Groeningena. Spodziewałam się romansidła zwyczajnego, a ryczałam jak bóbr od dziesiątej minuty. Po filmie najchętniej siedziałabym w fotelu przez następnych sto minut, tymczasem usłyszałam, że pora iść i jeść. Tym dom góruje nad kinem. Tym, że w domu mogę siedzieć i żyć filmem tak długo jak chcę.
Filmy od lat ogladam w domu. Zawsze niestety z poslizgiem .Nie lubie kina z takich samych powodow jak te przez Ciebie wymienione na poczatku tekstu. Linki znalazlam !!!
OdpowiedzUsuńTuz przed Dwoma Brzegami byłam na Pożądaniu z Sophie Marceaux. Zupełnie sama. Raj!
UsuńKażdy człowiek ma jakieś hobby. Jedni wolą kino domowe, inni wielki ekran, a moim konikiem są książki, które "połykam", otwarzam niczym film, bawię się fabułą, etc... Przezywam to bardziej niż oklepane filmiki na ekranie słabą fabułąś lub rezyserią. Telewizor wywaliłam precz i dobrze mi z tym :D Pozdrawiam. Ps. i u mnie chlodniej, a o zimie (tak, jak Ty) wolę nie myśleć, brr...
UsuńKsiążki też połykam. Jednocześnie wcale nie uważam, że są one lepsze od filmu. Ani że film jest lepszy od nich. Traktuję je na równi, bo tak jak istnieją książki niewarte przeczytania, tak są filmy warte każdej minuty. Zresztą, czasem obejrzenia zachęca do przeczytania: zbierałam się już długo za długo, żeby sięgnąć po Kerouaca, a dziś obejrzałam film i już wiem, jaką książkę kupię przy następnej wizycie w księgarni.
UsuńMaya................... ja wypożyczam, ale nie wszystkie czytam. Odrzucam te "nietreściwe"i znajduję to, co mnie urzeka. Ostatnio historyczne. Kino! Bony, nie pamiętam już kiedy w nim byłam. Pierwszy i ostatni to "Love Story". Wstyd! No, ale jakoś mi do niego nie po drodze :)
UsuńNiestety, w mojej pipidówkowej szkolnej bibliotece właściwie w ogóle nie ma tego, co chciałabym przeczytać, bo albo coś jest zbyt wywrotowe jak na szkółkę, albo zbyt nowe i szkółki nie stać na zakup, bo się musi na lekturach koncentrować.
UsuńLove Story? To faktycznie wieki temu! :))
Hehe, faktycznie wieki. I ja nie mieszkam w wielkim mieście, Tanya, ale bibliotekarka wciąż zamienia się z innymi filiami i stąd wsio jest. Nie siedzi bezczynnie w pracy. Teraz czytam Tudorów. Pozdrawiam :)
UsuńDo miejskiej mam za daleko, się wydaje ;)))
UsuńCoś nas łączy, choć miłością do kina jak i filmów zaraził mnie Damian, za co jestem Jemu ogromnie wdzięczna. Niestety w kinie bywam teraz raczej bardzo, ale to bardzo rzadko, nie mam się z kim tam wybierać, ale może przejadę się w końcu sama ;). Lubię też czasem obejrzeć film w domu, z ukochanym przy winie. A że brak póki co kogoś takiego, to niestety muszę je oglądać sama...
OdpowiedzUsuńKsiążki też kocham, mogłabym mieszkać w bibliotece :D
Ściskam!
po prostu m;)
Ja od lat do kina chodzę sama. Nawet kiedy z Duńskim się wybierałam, zwykle każde z nas szło na inny film o mniej więcej tej samej godzinie. Nigdy nie miałam ochoty iść na jakąś strzelaninę tylko dlatego, żeby nie iść na film sama.
UsuńW te wakacje przy piwie, winie, kawie, herbacie i wodzie obejrzałam już chyba setkę filmów. Nadrabiam czas, kiedy miałam laptopa z zepsutym DVD.
Nigdy nie byłam w kinie sama. Uwielbiam chyba każdy rodzaj filmów, od strzelanek, poprzez horrory, dramaty, komedie, te romantyczne również po filmy psychologiczne czy musicale..Jedyne na co D. bardzo rzadko ze mną chodził, to horrory, gdyż martwił się, że będę miała koszmary i będę krzyczała ze strachu, a krzyczeć zawsze mogę przecież z innego powodu tak mawiał ;)
OdpowiedzUsuńPod koniec lipca (czy jakoś) na Pożądaniu byłam zupełnie sama. Sama w pustej sali. Nawet mnie nie miał kto wypuścić po skończonym seansie. Dobrze, że drzwi nie było pozamykane, by pewnie bym tam sczezła ;))
UsuńA może by puścili kolejny film? :D
UsuńMy za ostatnio byliśmy ze znajomymi na Żółwiach Ninja :), i też byliśmy tylko w 5-tkę ;)
Zazdroszczę tych Dwóch Brzegów! Ja w tym roku znów zapomniałam, że kiedyś miałam w ogóle taki pomysł, żeby się wybrać... Ech, brak mi słów na siebie ;)
OdpowiedzUsuńJa się wybierałam od zawsze, w tym roku wreszcie przestałam szukać pretekstów, że to czy tamto i pojechałam. I w przyszłym chcę znów.
UsuńNie przepadam za filmami, zwłaszcza tymi bardziej artystycznymi jak te krótkometrażowe. Często spędzam czas przed telewizorem, ale głównie po to by się "odmóżdżyć" jak to mówią :) Jak mam specjalnie obejrzeć jakiś film to nie sama - po prostu nie lubię sama oglądać filmów :) Czasem kusi mnie, by iść samej do kina, ale jeszcze nigdy nie zrealizowałam tego pomysłu :)
OdpowiedzUsuńNa Dwóch Brzegach obejrzałam, między innymi, Naturalnych i Mocna kawa nie jest taka zła - metraże niedługie, a fabuła genialna. I całkowicie do zrozumienia, choć dotyka problemów dość ważkich.
UsuńJa filmy lubię oglądać sama, wtedy w nie wchodzę, z kimś to już nie to samo. Wyłączając jakieś lekkie komedyjki, wtedy człowiek nie musi się angażować :)
Witaj ;)
OdpowiedzUsuńLubię ciekawe filmy, ale oglądane w samotności. Obejrzałam kilka ostatnio, bo się urlopuję czasem relaksuję :)
Pozdrawiam miło :)
Mnie się właśnie kolekcja ciekawych kończy. Widzę, że zostały niemal same komedie, romantyczne i mniej. Ale obejrzę, bo może się coś ciekawego zdarzy, choć się nie spodziewam :)
UsuńW kościołach i na cmentarzach lubię bywać sama...Tak,ja też.Kina nie lubię-chyba,że jakiś kameralny seans,mała sala,mnóstwo pustych miejsc...
OdpowiedzUsuńAle filmy lubię oglądać w samotności,podobnie,jak czytać książki,więc gdybym lubiła kino,to też w samotności...Ja w ogóle lubię samotność.Nie jestem przesadnie stadnym stworzeniem:)Owszem,cenię sobie towarzystwo niektórych Ludzi,ale cenię też sobie swoje towarzystwo:)
Mnie się zwykle tak trafia: mnóstwo pustych miejsc. Trzeba tylko dobrze wybrać i film, i godzinę. Ja wybieram jakieś dziwaczne filmy (najlepiej te niszowe o gejowskim seksie, jak to określił mój kolega, co mi się szalenie spodobało, choć kapkę się mija z prawdą), więc i ludzi na seansach jest mało.
UsuńW sumie ja też nie mam problemu z byciem bez nikogo. Szkoła zaspokaja większość moich towarzyskich potrzeb, mam grono niezłych znajomych, z którymi spotykam się dość często, nowych nie potrzebuję. Oglądałam ostatnio studniówkę moich poprzednich i cały czas nie opuszczała mnie myśl, że w tłumie czuję się średnio. Bardziej niż średnio. A już w centrum uwagi jest mi niemal źle. Choć w kameralnym towarzystwie się nie peszę.
nie lubię kina, już nie.
OdpowiedzUsuńDla każdego na tym świecie coś dobrego/innego :)
UsuńNie lubię chodzić do kina, wszędzie gadają, mlaskają, chrupią :/ zresztą filmów też nie oglądam, chyba, że dokumentalne, albo historyczne. :)
OdpowiedzUsuńDokumentalne też lubię, za to nie przepadam za historycznymi.
UsuńByłam raz sama w sali kinowej- komfort oglądania doceniłam a jakże :) Ale lubię też ten w domowym zaciszu :) Sama, czasem w towarzystwie książki.
OdpowiedzUsuńJa właśnie mam dokładnie na odwrót :P Wolę oglądać film z kimś, bo głupio mi się samej śmiać czy samej do siebie komentować :D
OdpowiedzUsuńA ja nawet w domu filmów na bieżąco nie komentuję. No chyba że oglądam z kumpelą i gadamy o tyłeczkach :))
UsuńFilmy takie jak Tanjuska i 7 diabłów i podobne gatunkowo zdecydowanie lubię oglądać sama. Lubie po; przemyśleć, przetrawić, poczuć i nie zapomnieć. A do tego potrzebuję siebie w całości i w pełni.
OdpowiedzUsuńTaki gatunek i ze mnie :)
Mam tak samo. Na Taniuszce w sumie nie byłam sama, ale czymże jest dziesięć osób w kinie na setki miejsc :)
UsuńDwa Brzegi w tym roku nie były mi pisane. Żałuję. Rekompensuję sobie to jednak Klubem Dobrego (Niezależnego) Filmu w powiatowym. Niesamowite, jak mało ludzi ma odwagę podjąć konfrontację z czymś, co nie jest papką komercyjną.
OdpowiedzUsuńJa aktualnie oglądam papkę, bo tylko to mi zostało: wyrzuciłam na koniec wszelkie papkowe filmy, zbierane latami. Zanim je oddam, postanowiłam obejrzeć :)
Usuńchcialabym miec domowe kino i troche jak "w filmie" ogladac filmy ;) tak z namaszczeniem ;) pozdrawiam cieplutko
OdpowiedzUsuńDużo guglania mnie czeka, widzę.
OdpowiedzUsuń