21 kwietnia 2014

Oszaleć z radości..

Miałam pewnie niespełna siedem lat, kiedy rodzice kupili mi rower. Żadne tam różowe cacko z bocznymi kółkami, a prawdziwy, dorosły, wymarzony. Oszalałam z radości, pocałowałam go na dobranoc i doczekać się nie mogłam, kiedy nazajutrz ojciec nauczy mnie jeździć. Szło mi różnie, jak to dzieciakowi. Tato trzymał mnie z tyłu za siodełko, ja pedałowałam z zacięciem, a on biegł za mną bez cienia zadyszki, jak to młody wuefista. Kiedy krzyknął za mną z dumą, że jadę o własnych siłach, momentalnie wjeżdżałam w krzaki, wystraszona niespodziewaną samodzielnością. Przyszedł jednak moment, w którym ojciec stał się zbędny, sama bowiem szusowałam wąskimi uliczkami miasteczka z dziecinnych lat. Aż pewnego dnia, w odruchu brawury, postanowiłam wjechać na wysoki chodnik. Rower odmówił posłuszeństwa, rozcięłam brodę do szczękowej kości, w czasie zszywania darłam się wniebogłosy i tego wieczoru nie dałam bicyklowi na dobranoc buzi. Bliznę mam do tej pory. Wyblakła nieco i nie zniechęca mnie bynajmniej od pedałowania po pipidówce, ale była, będzie i jest.
Oszaleć z radości powinniśmy z początkiem kwietnia. Przez ponad dziesięć lat gromadziliśmy szramy na psychice, zmagając się z chwiejnością, złośliwością, wszechwiedzą i nadąsaniem. Przez ten czas szkoła zdążyła po uszy zapaść się w suche badyle stagnacji, niby łamliwe, ale wyplątać się z nich nie idzie nijak. Przyszedł jednak moment, w którym pojawiła się szansa na inną przyszłość. Nowocześniejszą, z klimatem do dyskusji, do kompromisów, do daleko idących zmian. I niektórzy stanęli jak wryci, wystraszeni nieoczekiwanymi możliwościami, by po chwili zacząć intensywnie knuć. Nagle zagorzali zwolennicy zmian przedzierzgnęli się w miłośników starych systemów, kopią wilcze doły, grzeszą nieszczerością, grają na wiele frontów, jakby zawalił im się ten ich zafajdany świat. Stracili orientację. Jasny system, w którym wiadome było, kto komu się podlizuje, zmienił się w nierówność z iksem, igrekiem i może jeszcze z zet.
A ja sobie oszalałam z radości. Tak jak wtedy, kiedy miałam siedem lat.

63 komentarze:

  1. Tak sobie myślę, że tutaj jednak wychodzi lęk przed zmianą, kiedy ta zmiana staje się realna, na wyciągnięcie ręki.
    A rower... mój pierwszy to był chyba zielony składak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koloru zupełnie nie pamiętam, ale też składak :)
      Tak, narzekali, ile tylko się dało, ale zmiany nie chcą. Lepsze znane zło...

      Usuń
  2. Piszesz dość enigmatycznie(to,oczywiście,nie zarzut:P)więc nie wiem,czy się dobrze zorientowałam.Ale jeśli dobrze(być może się przeceniam:P)to masz pełne prawo oszaleć z radości:)Pamiętam podobną sytuację w jednej ze szkół,w której pracowałam:kiedy nagle dobrym zmianom zapaliło się zielone światło,to okazało się,że ich najgorętsze zwolenniczki stały się najzagorzalszymi przeciwniczkami,ech...
    A mój pierwszy rower też dobrze pamiętam-zielony "Pelikan",składak,oczywiście:)Marzyłam o "Wigrach"(pamiętasz takie nazwy?),ale się ich nie doczekałam.Sezon rowerowy otworzyłam i kolejny sezon oszalałam ze szczęścia,że jadę na rowerze:)Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woal nie jest na tyle gruby, żebyś się nie zorientowała, Lilu :))
      Tak! Dokładnie o takie zmiany chodzi i do tego okazało się dziś, że chyba się zmieni po mojej myśli, co mnie cieszy jeszcze bardziej. Wiadomo, zmiany mogę przynieść świeżość, mogą też nas smagnąć po tyłkach, ale ja wierzę, że będzie lepiej. Może dlatego, że ewentualna opcja "jeszcze gorzej" została wykluczona przed świętami. "Jeszcze gorzej" oznaczałoby jeszcze większy despotyzm i argumentowanie "bo tak/bo nie". Najpewniejszej kandydatce do stołka nie omieszkałam już napomknąć, że nie lubię, jak mi się nieuzasadnione dyspozycje wydaje ;)))
      Oczywiście, że pamiętam te nazwy! Ile Ty mi dajesz lat? :)))

      Usuń
  3. Dostaliśmy z bratem rower - tzw. młodzieżówkę. Moja pierwsza jazda? Na zakręcie wpadłam w panikę i wylądowałam w jeziorze. Ucierpiała duma, rower potem ktoś ukradł.
    A zmiany? Podam całkiem pospolity przykład.Kupuję nową kanapę. Długo o niej marzyłam, oszczędzałam, planowałam. Wreszcie jest. Piękna, modna, elegancka - cudo. Przemeblowuję chałupę, w coś jeszcze inwestuję, wszystko aranżuję od nowa. A po miesiącu okazuje się, że stara kanapa była o niebo wygodniejsza. Tak się na niej błogo drzemało.
    Myślimy o wygodzie własnej d... Tacy też jesteśmy. Tobie życzę, by zmiany spełniły oczekiwania - Nadwodna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy fakt, że w dorosłości długo nie jeździłam na rowerze, choć namawiało mnie wielu, wynika z mojej szramy z dzieciństwa :))
      Fakt, stara kanapa i wygodna jest, wyleżana, uklepana, ale też sprężyny z niej nie wiadomo z którego miejsca mogą wyskoczyć jak diabeł z pudełka. Choć w sumie, jak tak myślę, to myślę, że nasza "kanapa" dość przewidywalna była: wiadomo było, jak trzeba usiąść, by sprężyną nie oberwać (choć czasem znienacka strzeliła, nie ma to czy tamto). A teraz wszystko się wywróci do góry nogami. I wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że wywróci się, jak ja bym chciała. Pech musiałby być...

      Usuń
    2. To dobrze. Pfu, pfu z tym pechem. Bo wracając do starego grata. On nie tylko sprężyną strzela. Prawdopodobnie ma głęboko w sobie ukryte miliardy chorobotwórczych roztoczy. Najwyższy czas na zmiany

      Usuń
    3. Pewnie nie wszyscy by się ze mną zgodzili, ale moim zdaniem, to świetne porównanie, Rybeńko. Choć w sumie smutne jest to, że w takim czy innym momencie każdy z nas (może prócz jednej osoby) takie zdanie wypowiedział, a teraz...

      Usuń
  4. Z drugiej części Twego postu wynika, że nastąpiły zmiany w dyrekcji i lizusy nie wiedzą, komu się podlizywać i jak to będzie przyjęte.
    Po pierwszych jazdach na rowerze nie pozostały mi żadne ślady, bo kolana zdarte do krwi z wbitymi ziarenkami piasku już dawno się wygoiły.
    Buziaczki uradowane Twoją radością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie nastąpiły, bo konkurs za trzy tygodnie, a stara dyrekcja do końca roku dyrekcją zostaje, ale faktycznie dylematy się już zaczynają. I zaczyna się festiwal słodzenia w oczy, a knucia za plecami, czego - wiesz świetnie - serdecznie nie znoszę.
      Buziaczki oczekujące zmian.

      Usuń
    2. A jak dyrekcja stanie do konkursu i wygra, to co będzie?
      Ciekawa jestem, co by było, gdybyś Ty również stanęła do konkursu.
      Wiele lat temu pomagałam koleżance z małej wioski napisać jakieś tam bzdety, co by zrobiła, gdyby została dyrektorką szkoły. Było ambitnie, nowocześnie i mądrze, ale wygrała znajoma kuratora.
      Buziaczki ambitne;)

      Usuń
    3. Dyrekcja nie stanęłaby do konkursu (już wiadomo, że jedyną kandydatką jest Vice, choć trochę nas to dziwi: jesteśmy największą szkołą w powiecie, a do pozostałych szkół kandydatów było po pięciu), bo kadencja jej się miała skończyć dopiero za trzy lata, więc zwyczajnie nie musiałaby rezygnować. Chyba w takim razie będzie dobra nasza, choć śmiałyśmy się, że jeśli wystartuje jakaś kochanka wizytatora, to Vice nie ma szans.
      Buziaczki przeziębione.

      Usuń
    4. No, jeśli wygra Vice, to nareszcie będzie w szkole normalnie, bo już trochę z Twoich postów poznałam tę panią z dobrej strony.
      A może wizytator ma kochankę niebędąca nauczycielką?
      Buziaczki zachwycone wiosną, ale wściekłe na piekielne zimno.

      Usuń
    5. Mam nadzieję, że stanie się normalnie!
      Jeśli kochanki nie mają wpływu na moje życie, niech sobie każdy ma jaką chce ;)
      Buziaczki zachłyśnięte znów Austrią.

      Usuń
  5. Wszystko dzieje się po coś... Czy to chwile radości, czy chwile smutku ... Życie jest skomplikowane na swój prosty sposób. Dobrze, że to się tylko blizną skończyło ... Bo znam niestety przypadki, kiedy wymarzony rowerek był zabójczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dobrze. Na szczęście też, dzieciństwo odbywałam w czasach, kiedy rodzicowi przez myśl nie przeszło, by szczylowi quada kupić...
      Co do skomplikowania życia: najczęściej sami sobie je komplikujemy, a ja pewnych komplikacji pojąć nie umiem. Zwłaszcza tych z serii "chciałabym, a jak życie za mnie zdecyduje i rączkę mi poda, już bym nie chciała".

      Usuń
  6. Ahahaha :D Sory, ale dobrze im tak :D Mam nadzieję, że dyrekcja zmieni się tak, by teraz tobie to odpowiadało, żeby było naprawdę świeżo, i żeby sprawy dało się załatwiać bez włażenia komuś w d*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli moja faworytka zostanie dyrekcją, to włażenie w dupę będzie wręcz niepożądane i wywoła tylko furię. Ludzie się trochę boją, że ewentualna przyszła nerwowa kapkę jest i nigdy nie wiadomo, czy jej nie odwali, więc ustaliliśmy, że mam ją pacyfikować jakby coś. Beczkę soli z nią zjadłam, więc najwyżej się będziemy kłóciły do upadłego, ale się może nie pozabijamy ;))

      Usuń
    2. Zawsze to lepsza i bardziej klarowna sytuacja, niż z wielbicielami wazeliniarzy :)

      Przesłałam ci Gnój. Powinnaś już mieć na mailu.

      Usuń
    3. O, dzięki, zaraz zaglądam :)
      Wazeliniarze już mieli swój czas: wykorzystywali go w pełni, ech...

      Usuń
  7. ja miałam chyba pięć lat kiedy dostałam mój I rower. i uczył mnie mój starszy brat. później był drugi, i później rower Kama i rower górski który jest ze mną do dziś.
    i boją się ludzie zmian - bo boją się że już nie będą potrzebni, że każą im się uczyć zamiast dogorywać naciepłej posadce. a przecież człowiek uczy się przez całe życie.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz mam, jak powiedział mi opis, rower trekkingowy.
      O tak! Widzę przerażenie w oczach niektórych, bo nagle zaczną im kazać wykazywać się umiejętnością pracy z komputerem. I wcale nie tylko w oczach najstarszych: przeraża mnie poziom umiejętności technologicznych, czy też ich braku, wśród ludzi w moim wieku. Wiadomo, że jestem sto lat w tyle za siedemnastolatkami, którzy przekonują mnie bezskutecznie, że dotykanie jest lepsze niż wciskanie, ale generalnie technologii się nie boję. Ba, nawiązując do telefonicznej notki, nawet sobie ostatnio podotykałam i nieźle mi szło.
      Oj, uczy się człowiek, uczy: ostatnio się nauczyłam/douczyłam, że zatwardziałego myślenia nie zmienisz...

      Usuń
    2. to jest najgorsze - te zatwardziałe myślenie. najlepiej jakbyśmy posługiwali się kamiennymi tabliczkami i liczydłem. ale niestety - postęp trwa. porządna księgowa, lekarz czy mechanik samochodowy muszą się stale dokształcać albo - przenieść się na inne stanowisko, mniej odpowiedzialne. ale "stare baby" (nie chodzi tu o wiek ale o mentalność) nie chcą opuszczać stołków. ale ja nadal wierzę w ludzi...

      Usuń
    3. Dokładnie o tym sobie myślałam, kiedy wywiązała się dyskusja o e-dzienniku, którego jestem wielką zwolenniczką, mimo jego ewentualnych mankamentów. I dokładnie tak samo im powiedziałam: może wróćmy do epoki kamiennych tabliczek? Masz przykład tego, że papier wszytko przyjmie: podczas postępowania awansowego dla nauczycieli, każdy dyplomowany musiał wykazać, że technologia komputerowa nie jest mu obca. Z tego, co wiem, niektórzy pisali sobie laurki takie, że prawie informatykami się nazwali, a teraz...

      Usuń
    4. ja ostatnio martwię się o... uczniów. bo za moich czasów jak się raz poszło na wagary to moja mama dopiero po kilku dniach się o tym dowiedziała. a teraz - uczeń planuje a już po sekundzie nauczyciel dzwoni do rodzica albo wysyła emaila albo robi sobie "sweetfocie" - nauczyciel i puste ławki. oj, trudne jest teraz życie ucznia...;))

      Usuń
    5. Buahahaha, w sumie zrobiłam sobie sweet focię ostatnio na wychowawczej: dziewczę ma taką fajną aplikację na smartfonie :))

      Usuń
    6. ach te nowinki techniczne. powinnam sobie sprawić takie cudeńko - telefon który by tańczył, śpiewał, recytował ale jak na razie chyba mi wystarczy stary telefon który tylko dzwoni i ma kilka esesmanów:))

      Usuń
    7. I jeszcze taki, co to robi sweet focie od przodu, że tak powiem, bo z wyciągniętej ręki focę wszystko, tylko nie siebie ;)))

      Usuń
  8. takie beztroskie Twoje wspomnienie, które teraz wywołuję uśmiech na Twojej twarzy, prawda? :-) też takie posiadam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widać dla nich najlepsze takie stare dobre bagienko, na które się narzeka i w którym się siedzi i tylko nos wystawia ponad powierzchnię. Kiedy przychodzi moment, że bagienko można oczyścić i nalać świeżej wody, zaczynają się bać. Ja tam lubię zmiany, choć nieraz potrafią przewrócić wszystko do góry nogami :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię zmiany, choć na początku często nie wiadomo, co przyniosą. Ale od listopada zmienia mi się i zmienia, i na razie wszystko ku lepszemu idzie, więc jak ich nie lubić? :)
      Wiesz, czego się najbardziej boją, jak z rozmów wynika? Samodzielności. Jak się w ogóle można samodzielności bać? Mnie się ona marzy, bo oznacza, że dyrektor mi ufa.

      Usuń
    2. Bo samodzielność jest fajna tylko dla określonego typu ludzi. Innych przeraża, bo trzeba SAMEMU pomyśleć, zadecydować, wybrać. A po co, skoro można jak cielę na sznurku robić od-do i jak coś, to nie ja.

      Usuń
    3. To teraz, mam nadzieję, będzie jak ja lubię: czyli zero konsultowania, którą ręką się w tyłek podrapać.

      Usuń
  10. Nie mogę oprzeć się porównaniu, że rzeczy są już czasem lepsi jak ci ludzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Dlatego w piątek, zamiast rozkminiać kolejną porażkową sytuację, poszłam na spacer do lasu i fotografowałam niebieskie żuki :)

      Usuń
    2. I humor się z pewnością poprawił :)

      Usuń
    3. Szalenie!
      Śmiałam się tylko do siebie i do Vice, która wtedy zadzwoniła, że poszłam pobyć w lesie sama. A przecież ja mieszkam sama :)

      Usuń
  11. Bo taka zmiana to straszna jest, jeszcze wyjdzie co kto naprawdę wie i umie i role się odwrócą... ;) Fajnie, ze oszalałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie! Teraz ściskajcie kciuki, żeby 12 maja poszło, jak chciałabym, żeby poszło :)

      Usuń
  12. Niech radość się mnoży jak szalona. I czuj ją jak najdłużej!

    OdpowiedzUsuń
  13. Moj pierwszy rowerek byl 3 kolowy z zoltym plastikowym siodelkiem i zieloną ramą z wielka kierownicą. :D amietam do dzis, jak z niego wyroslam i siostrze go podbieralam. Potem dostalam BMX z bialymi super kolami, niebieska rama na ktorym stawialam pierwsze rowerowe kroki :D ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zawsze były dorosłe :)
      A propos, właśnie dzwoniła koleżanka, że jedzie oglądać rowery, więc się zabieram. Mój staruszek jeszcze jeździ, ale na dłuższe trasy się już nie nadaje, a zamierzamy w wakacje porowerować.

      Usuń
    2. Musze i ja cos pomyslec, zeby i swoj miec :D bo stary mi sie juz pogruchotal z deka :D

      Usuń
    3. To ciułamy, a potem na zakupy :))

      Usuń
  14. Interesujący blog :)super piszesz
    Co powiesz na wzajemną obserwację?
    Napisz u mnie w komentarzu :)
    http://kaorilive.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspomnienie pierwszego roweru? Był szaro-niebieski. A pierwsza jazda? Oj nie raz siedziałam w krzakach. Do tej pory chce mi się śmiać na wspomnienie tych moich pierwszych jazd.
    Dobrze, że czujesz radość. Oby jak najdłużej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że gdybym kupiła ten rower z wykrzywionymi w moją stronę rączkami kierownicy, leżałabym w krzakach ciągle ;)))

      Usuń
  16. Odnajdujesz się w tym nowym bałaganie? Tak to zrozumiałam. To dobrze, jeśli zmiany Cię nie przerażają i jesteś na nie gotowa, od razu stajesz na wygranej pozycji względem całej reszty lizusów i 'knujących spryciarzy' ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, odnajduję się. Czy też właściwie odnajdę, bo nowe zacznie się od września. Mam takie uczucie, że się tego września doczekać nie mogę, co dziwi mnie niepomiernie: wrześniów zwykle nie znoszę. A na zmiany jeszcze większe powoli staję się gotowa. Kto wie...

      Usuń
  17. Wspomnienia... Ja także mam rowerową bliznę, ale na czole. :)
    Szalej z radości jak najczęściej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Rower uwielbiam . Daje nieprawdopodobna wolność. Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj :)
    Mój rower był dla dorosłych. Oparłam go o drzewo, aby na niego wsiąść. Pewnie szybko zjechałam z górki i otarłam kolana, ale to było tak dawno, że szczegółów nie pamiętam. Teraz wolę długie spacery.
    Pozdrawiam mile :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Też pamiętam swoją pierwszą jazdę na rowerze, jak wpadłam w trzciny, hehe ..... Ale wspomnienie dzięki, któremu oszalałam z radości? To było pójście do przedszkola, do dzisiaj pamiętam jak strasznie chciałam tam pójść i jak się cieszyłam kiedy w końcu się tego dnia doczekałam.

    Przeważnie ludzie chcą zmian, a jak już jest okazja do tego żeby cokolwiek zrobić to boją się. Cieszę się natomiast, że Ty jesteś pozytywnie nastawiona i otwarta na te zmiany, oby to były jak najlepsze zmiany :*

    Dziękuję za życzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, ja za to przedszkola nie cierpiałam! Najbardziej mnie pewnie męczyło leżakowanie, w moich czasach obowiązkowe. Domyślam się, że posiadałam coś na kształt ADHD i leżenie pokotem mi mało służyło. Teraz mówię, że chętnie bym poleżakowała w okolicach południa, ale pewnie gdyby przyszło co do czego, by mnie nosiło ;)
      Zmian potrzebuję. Coraz częściej mówię to głośno.

      Usuń
  21. Pierwszego swojego nie pamiętam, ale drugi również w wieku siedmiu lat, to czerwono- biały składak Flaming...No cudny był, i wiele ze mną przeżył...
    A Ty w tej radości tkwij jak najdłużej, a zmiany jeśli dotyczą samodzielności to tylko wyjdą Tobie na dobre...Wszak nie raz udowodniłaś, że z samodzielnością jesteś za pan brat...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okaże się już w poniedziałek. A po austriackim weekendzie samodzielność cenę sobie jeszcze bardziej. Cudzą też :)

      Usuń
  22. Rower jest chyba pierwszą poważną i świadomą lekcją młodego człowieka, że coś potrafi, że od niego zależy, no i daje niesamowitą wolność!

    OdpowiedzUsuń