23 marca 2014

O topielcu, bombonierce i lustrze..

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zupełnie nie jest mi pisane kupno dotykowego telefonu. Wprawdzie sama z siebie wiem, że jest to raczej kiepski pomysł, zanim bowiem zdołałabym się z niego dodzwonić do wybranego abonenta, oddzwoniłabym wszystkich innych z listy, ale po trzech tygodniach od utopienia mojej obecnej Nokii najwyższy czas przekonać się do krzyków techniki. Uczniowie przekonują mnie, żebym kupiła sobie jakieś wodoodporne i niecierpiące od wstrząsów cudo, którego nazwy nie pomnę, ale domyślam się, że zapłaciłabym za nie bajońską cenę, a ja należę do tych, którzy musieliby się mocno w głowę stuknąć, zanim kupiliby telefon za więcej niż dwieście polskich złotych. Tak czy inaczej, kupić aparat muszę, bo posiadany przeze mnie topielec pozwala sobie od czasu do czasu nie odbierać, nie wybierać, nie ustawiać budzika oraz nie trzymać baterii dłużej niż pół intensywniejszego dnia. Pozwala sobie, nie może być inaczej, w najmniej odpowiednich momentach. Wydawałoby się, że nic prostszego: wsiadam w busa, jadę do większego miasta, udaję się do salonu i po sprawie. Niestety, w związku z tym, że zaraziłam się gdzieś paskudnym pracoholizmem, cały tydzień mam wypełniony prywatnymi lekcjami, na zakupy mogę wybrać się jedynie w niedzielę. Poprzednia była paskudna, lało jak z cebra aż zaczęłam mieszkać nad strumieniem, a nawet dwoma; dzisiaj natomiast wyszłam na busa, który nie przyjechał, bo albo niedzielnego busa odwołali, albo kierowca przyspieszył godzinę odjazdu, co zdarza mu się odkąd nam drogę do większego miasta na wschodzie wybudowali  gładką jak stół. Nic to, może jutro wreszcie się uda. Najwyższy czas; fakt, że nie zawsze mogę odebrać czy zadzwonić nie stresuje mnie tak bardzo, jak bardzo prawdopodobna sytuacja, w której nie będę mogła ustawić budzika. Wprawdzie spotkaną przy kurzym udku dyrekcję poinformowałam o takiej ewentualności, ale niekomfortowo się czuję, zasypiając. Przydarzyło mi się to nieszczęście tylko dwukrotnie i na tym najchętniej bym poprzestała. Jeśli nie uda mi się kupić telefonu przez kolejnych kilkanaście dni, mamusia obiecała mi przywieźć aparat ze swojej pokaźnej kolekcji. Zapakuje go do samochodu wraz z firanką, kaloryferem, obrazem, żarówką i bombonierką, którą mi sprezentuje, żebym miała czym poczęstować siostrzyczkę, kiedy ta przyjedzie w okolicach końca kwietnia. Mamusia nie bierze pod uwagę faktu, że zdążę pożreć zawartość bombonierki, nim siostra przyjedzie. Mam nieprzyjemną, głównie dla siebie, tendencję pochłaniania wszelkich słodyczy, kiedy te zajmują miejsce w domowych szafkach. Zdecydowanie łatwiej powstrzymuję się w sklepie: mogę nie kupić; kiedy już kupię, to kaplica. Ostatnio mam szczególną fazę na wszelkiej maści ciasta: od ulubionego truskawkowego z bitą śmietaną po różniste wypieki, które na szczęście można dostać w piekarni daleko ode mnie. W tej samej, w której jest lustro na całą ścianę i przez to lustro za każdym razem mam ochotę przejeść na drugą stronę ku światu, do którego nie wpuściłabym nieelastycznych, nieotwartych i bojących się śmiać.

50 komentarzy:

  1. Niechęć do zmiany aparatu jest mi bardzo bliska.Ostatnio wzięłam abonament bez telefonu,tak bardzo lubiłam swój aparat i co?Minęły dwa lata(czas gwarancji) i może 3 miesiące i aparat zaczął szaleć...:( Kolega dał mi smart-fona,ku mojej wielkiej rozpaczy,ale ostatecznie darowanemu smart-fonowi w kabel się nie patrzy...Nie ogarniam go do dziś(od listopada) i już nie ogarnę.Umiem odebrać,zatelefonować i prawie umiem napisać SMS-więc ostatecznie to,po co jest telefon,ogarniam.Gwiazd przez niego nie zamierzam oglądać.(A podobno można-horror).Budzika do tej pory nie umiem nastawić i już się nie nauczę:)Ale u mnie to nie jest takie ważne,jeśli zaśpię,to mnie obudzi Mysza,a jeśli Mysza zaśpi,to nic się nie stanie.
    A jeśli chodzi o słodycze...Po czterech miesiącach odstawiania tego narkotyku chyba się powoli uniezależniam.Dziwne,od soli odzwyczaiłam się bez udziału woli w ciągu dwóch dni,a od słodyczy cztery miesiące i jeszcze nie jest to pełny sukces.Ale już-tadam-czekolada i dwie bombonierki leżą nietknięte drugi miesiąc.Ale za to espresso słodzę...Mieszkam w mieście ale na zad...na obrzeżach,do cukierni mam też,na szczęście,daleko-mają różne pipidówki różne zalety:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było wykupić dodatkową gwarancję: ponoć czyni cuda...
      Kiedy mam nowy telefon najpierw przestawiam na angielski, potem obczajam budzik i przypominacz, następnie ustawiam dzwonek, na który będę reagowała, a cała reszta przychodzi z czasem. W sumie cała reszta jest mi zbędna. Nic dziwnego, od zawsze mam Nokie, a te w obsłudze identyczne.
      Solić i ja nie muszę, ze słodkością bywa zdecydowanie gorzej.

      Usuń
  2. oj niemożliwe, że nabędziesz dotykowca przede mną !! ja mam nadal na guziki :)

    Co do bombonierek i słodyczy w domu to masz to samo co Lu on też niczemu nie przepuści co się w barku słodyczowym czai i nie powstrzymuje go informacja, że to jest na jakąś tak w najbliższym czasie okazję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemożliwe, zaiste: kupiłam guzikowca :))
      I dlatego nie kupuję. Słodyczy się znaczy. Wprawdzie sklep mam pod nosem, ale umiem się przekonać, żeby jednak nie iść dwa piętra w dół.

      Usuń
    2. to nie masz dotykowego ???

      Usuń
    3. W końcu nie: Vice mi podczas zakupu wyszeptała do ucha, żebym nie była głupia ;))

      Usuń
    4. ha ha ha a jednak .... dobra a jaki wzięłaś ??? model konkretnie ?

      Usuń
    5. uuuuuuuuuuu zły wybór ! ja go mam (niebieski) od pół roku a moja mama ma żółty. Prędko się porysował wyświetlacz no i głośnik ma na "plechach" więc nie słyszę go jak dzwoni w torebce i jak leży na stole ;/

      Usuń
    6. O, to dziwne, bo mój dzwoni tak, że umarłego by obudził - moją mamę podrywał na równe nogi. A zapakowany jest w etui, które powinno tłumić dzwonek w takim razie. Zresztą, jak czasem nie odbiorę, to się świat nie zawali ;)

      Usuń
    7. kurde to ciekawe ... mojego na serio nie słychać a nastawione mam na maksa wszystko ...

      Za pół roku kończę umowę i muszę wziąć inny nie jestem zadowolona. Jedyne co ma dobre to duży i czytelny wyświetlacz :)

      Usuń
  3. A najlepiej żeby to było krzywe zwierciadło, które wykrzywi twarz bez większego wysiłku właściciela do tych bojących się śmiać. A z tymi nowymi telefonami to fatalna sprawa, bo nawet marki telefonów dotąd nieśmiertelnych robią teraz szajs. Szkoda, że metoda usta usta nie jest w stanie uratować Twojego topielca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metoda usta - usta odpadała: utopił się w muszli. Wprawdzie go od razu wymyłam pod bieżącą wodą, ale... no, sama wiesz ;))
      Krzywe zwierciadło przydałoby mi się teraz w domu: pogapiłabym się, pośmiała, nabrała dystansu. Zaczynam cierpieć na jego deficyt i postanowiłam, że się nie dam choćby nie wiem co.

      Usuń
  4. ja mam mój stary telefon, jedną z pierwszych nokii, mały, poręczny, bateria długo trzyma ale jest tak stary że czasami rdza mi się pokazuje. ale jestem do niego przywiązana i dopóki działa będę trzymać. zresztą telefon potrzebny mi jest jedynie do dzwonienia (nieczęsto) i do puszczenia od czasu do czasu esesmana.
    oj, jak ja lubię słodycze... i co z tego, nigdy gruba już nie będę - takie geny:)) więc ponawiam propozycję - jak będziesz chciała odstawić słodycze to podam mój adres - możesz przysłać bombonierki i inne ciasta:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że kiedy pani mi pokazała wszystkie cztery telefony, od razu odrzuciłam ten najmniejszy: wyobraziłam sobie, że palcami nie trafiam w odpowiednie przyciski. Tak mam z netbookiem pożyczanym od kumpla :)
      Ja wiele nie dzwonię, ale do mnie dzwonią nader często: Vice ma do mnie kompletnie darmowo, więc konferujemy czasem godzinami. Poza tym, muszę koniecznie mieć przypominacz!
      Daj, daj ten adres: mamusia przyjeżdża w piątek.

      Usuń
    2. ja lubię mieć coś fizycznego - dlatego mam przyciski. nie ufam tym dotykowym że wszystko jest na ekranie i palcami poruszam. wiem, że pewnie niedługo te wszystkie klawiaturowe znikną nad czym strasznie ubolewam bo czasami lubię mieć starą rzecz a dobrą. myślę że dzisiejsi nastolatkowie są przyspawani do tabletu i wolą oglądać filmy. a ja wolę wyjść na podwórko i ubejrzeć od czasu do czasu zachód słońca.
      co ja będę się rozdrabniać z adresami. po prostu porwę mamusię:))

      Usuń
    3. Filmy i ja bym pooglądała, nie mam jednak na czym. Kolejnym zakupem musi być czytnik DVD, bo laptopowy jest niesprawny, a filmów zaległych mam tyle, że się w szafce ledwie mieszczą.
      Mamusię przeżyłam, choć ciężkawo było. Bombonierka jednak czeka!

      Usuń
    4. a co Ci mama zawiniła? wiem, pewnie chciała wszystkiego dobrego dla swojego Pączusia;)))
      na szczęście ja mam jeszcze dobre dvd. ja też mam kilka jeszcze nieobejrzanych filmów ale nadrabiam zaległości czasami w sobotę lub w niedzielę.
      więc - pakuj filmy, pakuj bombonierkę i przyjeżdżaj:)

      Usuń
  5. Po paru miesiącach użytkowania mojej Xperii stwierdzam, że smartfony to śmieszne tałatajstwa, które trzymają góra 2 dni (jeśli się ich praktycznie nie używa). Fajna zabawka, ale tęskno mi za porządnymi telefonami, które bezproblemowo łapią zasięg, trzymają tydzień i nie trzeba się bać, że ekran im pęknie od samego patrzenia na niego.

    Busy, powiadasz... Aż mi się przypomniały stare (nie)dobre czasy, kiedy nie było jeszcze autobusu podmiejskiego, który obecnie kursuje przez moją wioskę. Było się zdanym na łaskę i niełaskę "prywaciarzy", którzy jeździli jak i kiedy chcieli. Pojedzie czy nie pojedzie - oto było pytanie ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, czasem się zdarza, że telefonem rzucę, świadomie bądź nie, i pewnie sam fakt, że musiałabym na niego chuchać i dmuchać, wpędziłby mnie w depresję czy inną obsesję.
      Busy nieprzelotowe są u nas zwykle punktualne; ten przelotowy jeździ jak chce. Panom kierowcom się przecież zwykle spieszy, jakby było po co: i tak w mieście musi czekać na wyznaczoną godzinę odjazdu. Do tego był stratny o moje osiem złociszy ;)

      Usuń
  6. Mój chłopak też długo nie mógł zdecydować się na dotykowy telefon, bo myślał, że będzie go nieźle denerwował ;) jeszcze gorzej było w przypadku jego kuzyna :P Ale ich przypadek udowodnił mi, że każdy może się przestawić na ten telefon dotykowy :P
    Jednak koniecznie kup etui! Nowsze telefony dotykowe jak upadną, to trzaskają się w nic :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już pisałam niżej, kupiłam w końcu Nokię. Zwyczajną, choć dla odmiany białą, wszystkie wcześniejsze miałam czarne jak noc. Etui też dokupiłam.
      Może bym się i do dotykowca przyzwyczaiła, ale ja w torebce wszystkiego szukam metodą macania, więc pewnie bym wciąż jakąś aplikację uruchamiała ;))

      Usuń
    2. Białe telefony teraz modne :P Sama się przymierzam do białego :D
      Dlatego etui jest przy telefonie dotykowym niezbędne :P

      Usuń
    3. O proszę, nareszcie mam coś modnego ;)))
      Etui też mam. Czarne.

      Usuń
  7. Ja sklęłam swój Samsung szpetnie. Bateria trzyma jeden najwyżej dzień. Póki co, na razie używam swojej starej, ukochanej Nokii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kupiłam Nokię. Kolejną. Mimo iż pan w salonie powiedział mi kiedyś, że największy szajs miłością darzę :)

      Usuń
  8. Witaj :)
    Zapraszam Cię zatem do mnie na bloga, na pyszne jedzonko ;)
    Ja komórkę mam, ale nie jest to rzecz bliska mojemu sercu, jest to jest, nie to nie.
    Pozdrawiam mile na udany tydzień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żebym się po komórkę wracała, kiedy jej z domu zapomnę. Najbliższą sercu aplikacją w telefonie jest dla mnie przypominacz i bez niego się nie powinnam ruszać ;)

      Usuń
  9. powiem Ci,że ja też się broniłam przed dotykowym telefonem jak mogłam. Ale skoro dostałam go już w prezencie to co innego :-) i wiesz co? przyzwyczaiłam się, i przydaję mi się w szczególności do serfowania po internecie, o tyle dobrze bo nie muszę włączać laptopa tylko przez telefoniczne cacko łączę się z wifi. to dopiero technika ;-) ale skoro mamusia uraczy Cię jakimś cackiem ze starszej kolekcji to nie będziesz zasypiać do pracy :) miłego dnia! Droga Tanyu! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam. Zwykłą Nokię. Pojechałam z moją Vice, która ma dotykowca i szepnęła mi do ucha, że nigdy więcej. Ponieważ obie jesteśmy z epoki dinozaurów, jej podszeptów posłuchałam skwapliwie. Swoją drogą, nie wyobrażam sobie serfowania w sieci przez telefon :)

      Usuń
    2. fajna sprawa jest takie serfowanie serio serio też nie wyobrażałam sobie ;-) dobrze że jesteś zadowolona z zakupu i niech tak zostanie ;-)

      Usuń
    3. Nieeee, serfuję niemal non stop, kiedy jestem w domu; poza domem miewam odwyk :))

      Usuń
  10. Telefon kupiony w niedzielę przysporzy samych kłopotów, nie słyszałaś o klątwie jaka dotyka sprzęt zakupiony w niedzielę? U nas to jest tak znane, że już nikt w niedzielę nawet marnego radia nie kupi.Do budzenia polecam zwykły budzik, łatwiej go wyłączyć gdy budzi, a w dodatku ma fluoroscencyjne wskazówki i widać po ciemku, która godzina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty tak serio czy z ironią? Bo ostatnio słaba jestem w rozpoznawaniu przesłań. Tak czy inaczej, spieszę Cię uspokoić, że telefon został zakupiony w poniedziałek. Ani chybi opatrzność uratowała mnie przed klątwą.
      Telefon ma jedną przewagę nad budzikiem: drzemkę :)

      Usuń
    2. Poważnie. Jest o tym chyba gdzieś w internecie.
      Budzik też ma funkcję drzemki

      Usuń
    3. Musiałam się zatrzymać na etapie budzików bezdrzemkowych, ostatniego pozbyłam się pewnie tuż po zakupie pierwszej komórki.
      A internety przeszukam i poczytam.

      Usuń
  11. Tytuł Twojego posta skojarzył mi się z tytułem "Lew, czarownica i stara szafa" i już byłam gotowa rozkoszować się baśnią, a Ty tymczasem o utopionej komórce. Bombonierkę już Ci daruję, bo uwielbiam słodycze, choć nie wolno mi ich jeść. W Alicję możesz się zabawić, ale uważaj, abyś nie urosła.
    Buziaczki baśniowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baśnie muszę wymyślać na co dzień. Dziś, mam nadzieję, zakończyłam wybierać dzieciarnię na wyjazd do Austrii, a że typy miałam zupełnie odmienne od typów dyrekcyjnych, od trzech tygodni nie robić nic innego, tylko wymyślam argumenty, ewentualnie sposoby wymuszenia.
      Malutka jestem, Aniu, więc urośnięcie na pewno mi nie zaszkodzi :)
      Buziaczki zmęczone posiadaniem odmiennego zdania.

      Usuń
    2. A co Ty tak szalejesz po Europie?!
      Chyba nie tylko dyrektorka wywiera na Ciebie nacisk, bo wiele osób chciałoby wyjechać do Austrii.
      Zachwycisz się mostami przerzuconymi nad rzeczkami i dolinami w Alpach, o ile nie masz lęku wysokości tak jak ja.
      Buziaczki złote jak dzisiejsze słoneczko.

      Usuń
    3. Znów mamy Leonardo da Vinci, więc, jak pisałam czeka nas jeszcze Austria, a potem niemiecka Konstancja. Doczekać się zwłaszcza Niemiec nie mogę, bo Konstancja piękna mi się wydawała zza sklepowych szyb. Byłam tam już przez kilka godzin, z czego 90% spędziłam w sklepie z koleżankami. Mogłam sama się poszwendać, ale bałam się, że się zgubię.
      Obawiam się, że w Austrii będziemy raczej na płaskim terenie.
      Buziaczki z właściwie dobrą nowiną, ale o tym w następnej notce.

      Usuń
  12. Z tymi dotykowymi też nie jest tak łatwo, bo byle upadek i już po telefonie. Choć pamiętam moją nokię 500, jak wypadła z Naszego domu, kiedy trzepałam pościel na balkonie, a ja w samej bieliźnie chciałam po nią biec, na szczęście Damian mnie uprzedził. A dom już nie nasz, nie dociera do mnie jeszcze to, że nas już nie ma..
    No, a Nokii nic sie nie stało ;)
    po prostu m;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu mojemu telefonowi wypadnięcie z balkonu nie grozi, w ogóle go ze sobą nie noszę.
      A Ty się trzymaj mocno przekonania, że fantastyczna z Ciebie kobietka!

      Usuń
  13. Oj, ja i moje palce oraz mózg jesteśmy tak skłóceni z wszelkiego rodzaju urządzeniami dotykowymi, że nie sądzę, bym taki telefon nabyła, chyba, że ktoś mi go w końcu wmusi/wciśnie/wmówi, że jest super.

    Co do słodyczy - jak jem, to znaczy, że mam fazę na cukier, bo normalnie nie zjadam wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trochę ćwiczę na touchpadzie. Na wypadek dożycia czasów, kiedy już tylko dotykowce w salonach będą ;))

      Usuń
    2. Ostatnio nawet myślałam o tym - o sytuacji, w której nie można już kupić "normalnego" telefonu. Koszmar : /

      Usuń
  14. Dotykówka jest boska , ale i złośliwa. Czasem sama się wyłączy. Czasem połączy nie tak , ale ogólnie ok. Pozdrawiam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złośliwości mam na co dzień w wystarczających ilościach, postawiłam więc na guzikowca ;)

      Usuń
  15. O nie, nie, jestem szczęśliwa z moją kartą. Ona mnie powstrzymuje przed nadmiernym rozgadywaniem się. Zresztą, i tak wszyscy do mnie dzwonią, bo wciąż mają darmowe, mają mnie darmową, mają namiar darmowych, nigdy by i tak darmowych nie wydzwonili i w ogóle po co ja mam do kogokolwiek wykręcać ;))
    Aj, też bym chciała tylko jogurty...
    Aha, i kupiłam nowy za 259 złotych.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych, pełnych wiary oraz nadziei i miłości. Radosnego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i przyjaciół, a także czasu na to, na co zawsze go brakowało.
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pełnych spokoju i radości
    Świąt Wielkanocnych,
    dobrego wypoczynku w rodzinnym gronie
    oraz optymizmu, energii i nadziei na lepszą przyszłość.

    OdpowiedzUsuń