Gdybym zaufała swoim kontestatorskim instynktom, oprotestowała święta i wypięła się na zaproszenie do rodziców, nie miałabym teraz największej na rynku mlecznej czekolady w lodówce. Od wczorajszego wieczora zjadam ją na kolacje i śniadania, a końca nie widać. Niby mam okazję, by przekuć słabą w silną wolę, z tym, że wolę to ja wolę ćwiczyć w sklepie, w domu wola, zupełnie niesilna, słabnie mi drastycznie. Memłam więc tę czekoladę z kawą, herbatą lub sokiem, zagryzając tabletkami i popijając syropem, bo z rodzinnych świąt, prócz wspomnień o kupnych pierogach, rosole na kurczaku i wołowinie, i bratowej z trzema książkami na krzyż (w tym jednej Coelho, jednej Wiśniewskiego i dwóch z biblioteki), przywiozłam piekielnie męczące mnie przeziębienie, które pewnie jest karą za grzech pożarcia wyżej wspomnianego rosołu przy wigilijnym stole. Dlatego jestem na etapie planowania skoku na bank. Za zrabowane pieniądze zakupię fabrykę chusteczek higienicznych, plantacje chrzanu i czosnku, i cytrynowy sad. Tymczasem, póki planów rabunku nie wdrożę, zakopię się w pierzyny i będę się odtwarzała twarze i upodobania sąsiadów z z moich bardzo szczenięcych lat. Bo tak jak po mamie ewidentnie odziedziczyłam upodobanie do niezachowywania tradycji, do nieprzemęczania się przed świętami i do niewcielania w życie zasady "zastaw się, a postaw się", tak po żadnym z rodziców nie odziedziczyłam zamiłowania do czytania. Muszę więc być córką listonosza czy innego kominiarza, nie czytuje bowiem mama, nie czytuje ojciec, nie czytuje siostra, nie czytuje brat. Nieszczególnie tkwią mi też w pamięci obrazy czytujących babci, dziadka i chrzestnej matki. Ja za to, po okresie nielubienia żadnej z książek, które mi w ręce wpadły, znów połykam same dobre czytadła, zachwycając się wszystkim: od biografii Castro, przez Trumana Capote, po Yoko Ogawę. Tak więc, tonąc w pierzynach, będę rozkminiała drzewo rodzinne, czytała upchnięte w piwnicy zaległości, trzymała się z dala od lodówki i byczyła przez kolejne dziesięć dni.
a ja przez te swieta nie wzielam do ust ani kawalka ciasta, ani jednego cukienka, ani kosteczki czekolady
OdpowiedzUsuńtrenuje silna wole i wyznaje zasade ze poki nie wezmie sie pierwszego kawalka to nie ma sie na niego ochoty
gorzej by bylo jakby posmakowala
wtedy zachowuje sie jak alkoholik co w ciag wpadnie, niepotrafie skonczyc
zdrowka zycze
http://historie-prawdziwe-dziwne-smieszne.blogspot.com/
PO-DZI-WIAM! Bardzo, bardzo!
UsuńW sumie coś w tym porównaniu do alkoholika jest. Na szczęście, chyba się czekoladowo przejadłam: chwilowo nie mogę na czekoladę patrzeć, choć jeszcze jej sporo w lodówce.
nie ma czego podziwiać, dziś poległam :/
Usuńimieniny wyprawiłam i popłynęłam...
ale w święta się trzymałam
w sumie lepiej żreć jeden dzień niż trzy :P
jedna babka u nas w pracy twierdzi ze nalog jedzenia slodyczy i nalog picia alkoholu czy zazywania narkotykow jest regulowany ta sama czescia mozgu wiec pewnie cos w tym jest
slysza w tv ze doszli do tego jacys naukowcy wiec jest to poparte badaniami :P
Ja tam jestem zdania, że czasem sobie trzeba zrobić dyspensę, bo człowiek oszaleje z tęsknoty za czekoladą!
UsuńInni naukowcy za to stwierdzili, że wspólne granie na bębnach zapobiega wypaleniu zawodowemu i ja myślę, że w styczniu założę kółko bębniarskie i wszyscy się powinni zapisać.
ja na szczęście za czekoladą nie przepadam, może dlatego, że jestem na nią uczulona, ale moją słabością są czipsy, aż mi ślinka cieknie na samą myśl :P
Usuńhaha :)
to ja się do wspólnego muzykowania przyłączam
słon mi na ucho nadepnął ale to chyba nie problem :P
Ja czipsy muszę jedynie od czasu do czasu. Im bardziej słone, tym lepiej. Bo ja na co dzień niemal nie solę, więc czasem muszę dosolić organizm.
UsuńJasne, że do bębnienia zapraszam. Akurat bębnić możemy jak się komu żywnie podoba: nie do rymu, nie do taktu, byle weselej :))
ja tez nie sole wiec pewnie cos w tym jest i dlatego tak mnie do nich ciagnie
Usuńteraz tak to bede sobie tlumaczyc
Organizm wie, czego mu brak i już.
UsuńNigdy nie jest za późno na odkrycie w sobie czytelniczych pasji. Te późniejsze obfitują zwykle dojrzalszym, bardziej wyrafinowanym księgozbiorem.
OdpowiedzUsuńNo właśnie ja odkryte mam: pewnie po sąsiedzie ;))
UsuńUdało mi się nie przytyć w Święta,ale cieszę się,że już minęły.Ja mam odwrotnie.Po Mamie NIE odziedziczyłam owego'zastaw się...',zamęczania siebie i wszystkich dokoła przygotowaniem do Wigilii etc.za to po Tacie odziedziczyłam zamiłowanie do czytania wszystkiego,co jest drukowane.W skrajnej desperacji,w domu,w którym nie ma książek(sic!)czytywałam instrukcje obsługi i nalepki na proszkach.Obecnie zabieram z sobą laptopa i e-booki:)
OdpowiedzUsuńJa pewnie zamiłowanie do czytania odziedziczyłam sama po sobie: ponoć ledwie zaczęłam łazić, mordowałam babcię, żeby mi czytała, co na wszystkich szyldach i we wszystkich gazetach pisują. To mnie czytać nauczyła, żebym tyłka nie zawracała. Paradoksalnie, wydaje mi się, że w dzieciństwie czytywałam niewiele.
UsuńDo e-booków jestem nastawiona jak do zastawionych świąt, czyli mocno sceptycznie :)
Jedź do mojej Cioci,która nie ma ANI JEDNEJ książki,poza książeczką do nabożeństwa,nawet Biblii nie ma-zobaczysz,jak pokochasz e-booki:)))
UsuńPewnie tachałabym walizkę książek ze sobą. Zawsze tacham, baba głupio nienowoczesna. Albo leciałabym do księgarni po ratunek :)
UsuńWalizka to jakiś pomysł:)Ale tam najbliższa księgarnia to jakieś 40 km a i tak nie powala wyborem:)Wyhodowany przeze mnie starannie i dopieszczany obecnie leń bierze górę(i tak ma być)i postanawiam lubić e-booki.(Natomiast do audiobooków się już chyba nie przekonam).
UsuńPozostaje nadzieja, że jednak nie odwiedzę Twojej cioteczki ;)))
UsuńSwoją drogą, e-book jest mnie w stanie szybciej skusić niż audiobook: nie umiem się skoncentrować na tekście, kiedy słucham. Owszem, wątek mniej więcej śledzę, ale ja lubię pośledzić też cudowność języka, a tu jestem wzrokowcem zdeklarowanym.
jak chcesz ćwiczyć silną wolę to wyślij tę czekoladę mnie. ja jestem chuda i zżeram wszystko;))
OdpowiedzUsuńmoi rodzice w latach młodości pożerali książki a teraz w ogóle nie czytają. a ja - pochłaniam książki z okładkami. i dlatego zawsze zażyczam sobie na święta miliony książek. i już mam i biografię Gałczyńskiego i nową Szwaję i kilka innych ciekawych książek. więc czytam. ja zawsze kocham książki.
życzę zdrowia. i Szczęśliwego Nowego Roku:))
Kurczę, a mogłam tę notkę napisać przed rozpoczęciem czekolady; teraz głupio Ci jakieś resztki podsyłać ;)
UsuńA wiesz, że ja wolę sobie książki sama kupować? Właściwie nigdy o nie nie proszę, bo boję się, że jak tytułu konkretnego nie podam, to mi Wiśniewskiego kupią i co ja z nim zrobię? Wszystkich jego dzieł przeczytałam mniej więcej 50 stron, więc nie można powiedzieć, że się nie starałam; no, nie wyszło. Za to po dwóch rozdziałach Ogawy już wiem, że to jest to. Swoją drogą, wybrałam ją na chybił trafił i dlatego też nie lubię, kiedy mi inni książki kupują: odbiera mi to przyjemność wyboru po okładce. Tak lubię.
Dzięki. I też szczęśliwego :)
to ja mam taki patent że na kartce piszę imię, nazwisko pisarza, tytul książki i w jakiej jest okładce i jeszcze w merlinie sprawdzam i pod nos podsuwam że właśnie tę książkę chce. normalnie moi bliscy mają ze mną dobrze:))
UsuńTak, mogłabym tak zrobić, ale... ale ja lubię wybierać. Zwykle, idąc do księgarni, zupełnie nie wiem, co chcę kupić. Patrzę, dotykam i decyduję.
Usuńto ja Ci życzę mnóstwo zdrówka i ciekawych książek do poczytania :))
OdpowiedzUsuńDzięki! Zwłaszcza drugiego na pewno nie zabraknie. Nie wiem, czy wszystkie okażą się ciekawe, ale do emerytury mam co czytać ;)
UsuńHa! Zakrzyknęła zakatarzona Katie, obłożona książkami, z tradycyjną tabliczką czekolady na podorędziu ;)
OdpowiedzUsuńCześć, bliźniaczko ;))
UsuńCo czytasz?
Zdrowka kochana, ja lecze przeziebienie od 2tyg ;/ i opornie mi to idzie ;/ a co do swiat na szczescie nie objadlam sie az tak bardzo :D
OdpowiedzUsuńDzięki i wzajemnie.
UsuńTeż się nie objadłam jakoś szczególnie. Poza objedzeniem czekoladowym :)
Cytrynowy sad brzmi przepięknie;-) Ciekawe, jak wygląda w rzeczywistości?
OdpowiedzUsuńJak zakupię, sfotografuję ;)
UsuńNa razie widziałam jedynie pomarańczową alejkę. Bomba!
Tam by można wziąć głęboki oddech... Może wyobraź sobie i spróbuj? Bo wiesz - umysł to potęga;-)
UsuńJak sobie wyobrażę, co mogłabym sobie wyobrazić, to się trochę wystraszam ;))
UsuńTo wyobrażaj sobie stopniowo - przyzwyczaisz się;-))
UsuńO siebie się nie martwię, inni niech cierpną ;)
Usuńmy też dostaliśmy sporo książek :) historię Abby, książkę żony Tuska, dwie jakieś mniej znane pozycje, Inferno i oczywiście o Toskanii ;D
OdpowiedzUsuńJa nie dostałam żadnej, Polluśka: zupełnie nie ufam cudzym książkowym gustom, to raz. A dwa, kocham sama przebierać, wybierać, dotykać, okładki gładzić.
UsuńOd bratowej chciałam pożyczyć coś do czytania, bo dość grubego Capote skończyłam za wcześnie.
ja chyba jestem jeszcze na Świątecznej bani bo czytam te blotki bez zrozumienia całkowitego ... mam nadzieje, że mi to wybaczysz. A ja książki podpowiedziałam jakie bym chciała ;D
UsuńPoświątecznie każdemu należy wybaczyć :)))
UsuńNiestety, też uwielbiam...
OdpowiedzUsuńJa, mając szczęście jechać do rodziców, nie sprzątałam, nie gotowałam, nie kupowałam, nie stroiłam. Uzależniałam się od sieci i czytałam, na zmianę.
To niestety obie będziemy cierpieć przez kolejne kilka dni, bo ja również drugiego dnia świat złapałam niebotyczne przeziębienie, które zamiast minąć się wciąż rozwija aż dziś musiałam zrezygnować z towarzyszenia Ciachu w odwiedzinach jego chrześniaka :( Kto wie, co z Sylwestrem w ogóle :/
OdpowiedzUsuńZaopatrzyłam się w specyfiki Vicksa (uwaga, reklama!), które mnie zawsze pomagają. Piję syropek i siorbię coś cytrynowego, czego od innych firm nie przełknę, bo mnie smaki odrzucają.
UsuńDo Sylwestra jeszcze trochę, wydobrzejesz! Tego Ci życzę.
Przede wszystkim pochłoń wielką dawkę witaminy C, to od razu poczujesz się lepiej. Chyba od dziesięciu lat codziennie jem po jednej witaminie C 1000 i nie pamiętam, abym w tym czasie chorowała. Jeszcze to byłoby mi potrzebne!
OdpowiedzUsuńChyba ze względu na Twojego dziadka (wiesz, o czym myślę) jesteśmy siostrami, bo mamy podobne zapatrywania na wiele spraw.
Buziaczki poświąteczne (nareszcie).
Chłonę właśnie, Aniu. Choć, oczywiście, zapomniałam kupić kilograma cytryn. I tu właśnie przydałby się sad: wychodzę i mam.
UsuńYyyyy, zupełnie nie wiem, o co z dziadkiem chodzi, ale tym bym się za bardzo nie przejmowała: ja zwykle nie wiem, zwykle nie kojarzę, zwykle nie pamiętam, więc sytuacja jest dość normalna. Ale z pokrewieństwa dusz z Tobą cieszę się akurat niezmiernie.
Buziaczki, masz rację, nareszcie poświąteczne.
Tanyu, cytryny możesz hodować w doniczkach, zaś Twój dziadek i moja mama pochodzili prawie za jednej wioski. Sama mi to kiedyś napisałaś. Możliwe, że się znali, ale chyba już nie ma kogo o to zapytać. Nie martw się sklerozą, bo to normalne;)
UsuńBuziaczki przed sylwestrem, który oczywiście spędzę na białej sali, jak mówiła moja mama.
Motyla noga, miało być "z jednej wioski", a nie "za jednej wioski". Ale to tak, jak się włączy inną przeglądarkę.
UsuńJak się znam, w doniczkach zaraz mi uschną. Ja musiałabym kupić sad z wielkimi już drzewami, to może bym go nie ukatrupiła.
UsuńHmm, mój dziadek jeden był ze śląskiego, niegdyś częstochowskiego; drugi ze świętokrzyskiego.
Buziaczki z Irkucka ;)
P.S. Zaraz idę do koleżanki na szampana: sprawdziłam w sieci, mniej więcej wypijemy go, kiedy będą witać nowy rok w Irkucku właśnie.
U mnie w rodzinie też nikt nie czytał. Tata tylko jakieś słabe kryminały czasami. Mama czytać nie lubiła, ale dużo nam czytała, bo chcieliśmy. Potem na czas szkoły podstawowej i nie lubiłam czytać. Odczarował mnie, jak wiele osób - Harry Potter. Ale zmęczyć Wiśniewskiego i Coelho było mi trudno będąc już dorosłą. Nie sięgam po tych autorów.
OdpowiedzUsuńMnie też się zdaje, że w podstawówce niewiele czytałam, prawie tyle co nic. Chyba w kółko "Włóczęgi północy" i "Klimka i Klementynkę". Potter mnie ominął, ale doceniam wkład pani Rowling w rozczytanie dzieciarni. I niech sobie książka będzie lotów jakich chce: faktem jest, że panów, których obie wymieniłyśmy nie trawię i nie rozumiem fenomenu ich popularności, ale generalnie uważam, że dobrze, iż ludzie w ogóle czytają.
UsuńKochanie, spełnienia marzeń Ci życzę i silnej woli by skończyć tę czekoladę bez skutków ubocznych:))))))))
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńI, jak to mówią, żeby w cycki poszło! :)))
Witaj
OdpowiedzUsuńU mnie teraz dużo pracy zawodowej, ogromne zmęczenie i niewiele wolnego.
Za, to święta, to blogi spokój w gronie bliskich.
Pozdrawiam mile i powrotu do zdrowia życzę :)
U mnie dokładnie odwrotnie: nicnierobienie, które powoli zaczyna mnie męczyć. Już powoli poszłabym do pracy, a tu wolne do siódmego. Jeśli mi zapał nie minie, drugiego lub trzeciego stęskniona pójdę do szkółki porobić cokolwiek.
UsuńJa ludzi z dalekiej przeszłości przypominam sobie, gdy leżę pół nocy i za nic nie mogę zasnąć. Dopasowuję imię do osoby, potem nazwisko, lecę po alfabecie, szukam pierwszej samogłoski, kombinuję z najdziwniejszymi zlepkami: sr, br, gzy.. Wszystko bez emocji - jedna wielka nuda..Po kilku minutach odpływam. A rano imię czy nazwisko samo się w głowie pojawia,
OdpowiedzUsuńCapote uwielbiam! Życzę ci pierzynki mięciutkiej, przytulnej i skutecznej w walce z infekcją - Nadwodna
Ach, wiadomo: kiedy człowiek koniecznie chce sobie przypomnieć, za nic nie może, a potem pyk... samo wpada w nieoczekiwanych momentach.
UsuńHmm, Ty wiesz, że ja przed snem w głowie układam romansidła słodkie, że aż mdli? Desperacja mnie bierze ;)
Dzięki, infekcja mija. A ja Ci polecam "Muzeum ciszy". Według mnie, fantastyczne czytadło.
Serdeczności i najlepsze życzenia na Nowy Rok. Pozdrawiam...
OdpowiedzUsuńSerdeczności i życzenia odsyłam :)
UsuńWróciłam dziś do książek, bo w święta pochłonęła mnie rodzina, Przyjaciółka i...filmy, a te za sprawą Miśka. No, ale w końcu nadszedł czas gdy dziś z wielką przyjemnością zagrzebałam się pod kołdrą z książką w ręku. Ewidentnie czytanie mam po mamie.Mama po babci. Genetycznie obciążone nie tylko złośliwymi komórkami ;P Na szczęście. Bo to wielkie szczęście jest lubić czytać.
OdpowiedzUsuńDobrego, szczęśliwego roku!
Ja od filmów jestem odcięta, bo czytnik DVD w laptopie się zepsuł, a w sieci oglądać i nie lubię, i nie bardzo mogę, bo mam ograniczoną ilość internetu. Zresztą, i tak wolę kino :)
UsuńCo czytasz?
I równie dobrego nachodzącego, Roksanno!
Ładnie to tak Panią Matkę o nieprzystojne prowadzenie się podejrzewać?:) Wszelkiej w Nowym Roku życzę pomyślności i zdrowia:)
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Dziękuję, z wzajemnością :)
UsuńBardzo nieprzystojnie, Wachmistrzu, ale... szalone lata siedemdziesiąte wtedy były, a moja rodzicielka w młodości odrobinę bardziej szalona była ;)