Herbatą popijam kupną macę i przypominam sobie placki z podkradanego babci ciasta na makaron, pieczone na rozgrzanej kuchennej blasze. Niebo w gębie. Równe niebu odczuwanemu podczas przeżuwania mordoklejek i niebu czającemu się w smaku szyszki z preparowanego ryżu. Nie mam już takich nieb. Dzisiejsze niebo ma smak zdecydowanie mniej kulinarny, przyjmuje kształt niemal mistycznej ciszy, zalegającej na balkonie o 5.58, zanim zacznie się szum, tłum i brzask. Blokowa klatka zachowuje się zadziwiająco cicho. Przyzwyczaiłam się już do spływających wodą rur i stukania obcasów na schodach, prawie zupełnie za to nie słyszę głosów. Nie licząc głosów we własnej głowie, które sączą mi do ucha truciznę strachu przed dożywotnią samotnością. Racjonalnie go analizuję i dochodzę do wniosku, że nie boję się niewypełnionych drugim człowiekiem czterech ścian, a czuję lęk przed wypełnioną pipidówkowym marazmem starością. Nieustannie mam wrażenie, że małomiasteczkowość mnie pęta, choć w rzeczywistości najpewniej najzwyczajniej skuwa mnie niechęć, by kiwnąć palcem w bucie. Po wrześniowo-październikowej euforii nastał listopadowo-grudniowy przedsionek zimowego snu. Moszczę się wygodnie w ciepłych pieleszach i najchętniej nie ruszałabym się stąd na krok. Nie mam też ochoty przyjmować rozbryzgujących moją świeżo nabytą mentalną błogość gości, nie chcę słuchać wrzaskliwych analiz szkolnych sytuacji ani chybionych analiz aktualnego stanu mojego serca. Chcę w zamian wspominać weekend nasycony słowami, tę magiczną pierwszą chwilę spotkania po kilkumiesięcznej przerwie, w której podejmujemy rozmowę, jakbyśmy się rozstały wczoraj. I chcę nieustannie pękać z dumy, że stanęłam na podium fotograficznego konkursu, o którym pisałam w lipcu. I w ogóle, choć nieruchawa, chcę tryskać szczęściem, nie gnuśnieć.
przy okazji:
przy okazji:

Myślę,że jeśli nie w tej chwili,to 'już za chwileczkę,już za momencik'zaczniesz tryskać:)Ja,wbrew wszystkiemu-tryskam i sama nie wiem,czemu....Nie mam powodów(a może mam?)ale tryskam,nie do końca świadomym,nie do końca docenionym szczęściem,umoszczona w czterech ścianach,z których się nie zamierzam ruszać-wyłączając mentalną ruchliwość.
OdpowiedzUsuńTrysnę, kiedy on się odklei. Na razie gdzieś tam wciąż jest, nie we mnie, za mną, czyha na mój spokój, nie chce zniknąć. I nie mówię tu o moich emocjach, a o jego niechęci do zniknięcia. Jakbym się niewystarczająco jasno wyraziła. To aktualnie moje jedyne zmartwienie.
UsuńTo prawda,wtedy tryśniesz...:)Życzę Ci tego:)
UsuńWzajemnie, Liv, bardzo wzajemnie!
UsuńMam podobne odczucia mimo , że nie mam pipidówkowej przeszłości , a wręcz przeciwnie. Pozdrawiam serdecznie z miejsca pełnego ciszy mimo centralnego położenia w europejskim mieście.
OdpowiedzUsuńW pipidówce jakby kończył się świat. Ten intelektualny. Po wszelkie bodźce trzeba jechać do większego miasta...
UsuńMusiałam się odezwać, bo... zrobiłam dziś SZYSZKI!
OdpowiedzUsuńO, to jadę do Ciebie! Została jakaś dla mnie?
Usuńoooooooooooo jak masz w tym bloku tak cicho to masz szczęście :) u nas słychać w łazience jak się ludzie kąpią, w toalecie też odgłosy, w salonie słyszymy codziennie o. 20.00 jak sąsiad nad nami łóżko rozkłada na kółkach, pod nami całe dialogi rodziców z 3-latką ... i wiele innych. Zawsze jak jestem sama w domu to mam świadomość, że sama i tak nie jestem ...
OdpowiedzUsuńOOOOOOOOOOo no to się żesz pochwal tym konkursem jakie zdjęcie wygrało i coś to dostała ???
Naprawdę, czasem się czuję jakbym mieszkała sama w klatce. Dobrze, że samochody za oknem jeżdżą, bo pomyślałabym, że mi pipidówkę wyludniło ;))
UsuńZajęłam II miejsce, dostałam 550 złotych - moje pierwsze pieniądze na zdjęciach zarobione, więc jestem cała w skowronkach. Choć może mniej przez kasę, a bardziej dlatego, że jury było profesjonalne, a nie jakieś urzędasy ze starostwa. Masz linka, zdjęcia są tuż pod "wrotami powiatu": http://www.czestochowa.powiat.pl/index.php
łał ... niezłe kolorki Ci wyszły ... brawo no to nic tylko trzeba kontynuować i zagłębiać się w to hobby bo dobrze Ci idzie :)
UsuńTak zamierzam. Jeszcze trochę, a wymarzony Nikon będzie mój :)
UsuńWidze, ze nie ejstem sama w odczuciach :D
OdpowiedzUsuńW których? Bo trochę emocjonalnego miszmaszu to zostawiłam ;)
UsuńGratuluję sukcesu fotograficznego!
OdpowiedzUsuńJa mieszkam w bloku od zawsze, więc nie jestem wyczulona na hałas z rur, głosy sąsiadów - te czasem słychać - i głośną muzykę. Sama obecnie na pewno nie gnuśnieję. Jak nigdy o tej porze jestem nadaktywna. ;)
Dziękuję!
UsuńJa mam zrywy: czasem zachowuję się jakbym miała jakieś hiperADHD, czasem jakbym była wybudzonym ze snu misiem.
Ty w lewo, a ja w prawo. Mnie się marzy cisza, las, wieś, chałupka, a nie blok. Choć przyznam, że zastanawialiśmy się dziś z P., kiedy ktoś zwróciłby w naszym bloku uwagę na smrodek dobiegający z mieszkania, gdyby komuś się zeszło. Nikogo nic nie obchodzi, nikt się niczym nie interesuje. W budynku jest tak cicho, że aż dziwnie, no jak nie w mieście.
OdpowiedzUsuńU mnie podobnie: niby czasem coś stuknie, czasem ktoś coś powie, czasem woda zaszumi, ale spodziewałam się notorycznego hałasu, a mam wrażenie, że to ja jestem najgłośniejszą lokatorką.
UsuńTak czy inaczej, i tak marz mi się miasto, marzy mi się gwar. W bloku niech będzie cichutko, ale niech mi w uszach dudni poza nim. Zawsze mi wmawiają, że miasto by mi się szybko znudziło, gdybym już miała je na co dzień. Zawsze mnie ciekawi fakt, że wiedzą to lepiej niż ja.
Wiesz Tanyuśka co? Ty to musisz mieć obok siebie piec kaflowy i moje ulubione czerwone wytrawne i herbatę z cytryną... Ty się jako piecuch urodziłaś i Ciebie kaloryfery wybijają z rytmu :)
OdpowiedzUsuńAguśka, jak najbardziej się na taką opcję piszę. Warunek jednak stawiam: ktoś o gorąc pieca kaflowego dbać musi!
UsuńJa się niedźwiedź urodziłam, a potem mnie w szpitalu podmienili ;))
a ja nie mogę się przyzwyczaić do mieszkania w studenckim blokowym 'apartamencie'. dzieci biegające na górze czasami doprowadzają mnie do szału.
OdpowiedzUsuńPóki co u mnie było najgłośniej wczoraj, kiedy za którąś ścianą kilka osób ćwiczyło kolędy. Ale nawet przyjemne to było :)
UsuńWitaj :)
OdpowiedzUsuńDla nas smaki dawnych lat są niepowtarzalne. Dla moich dzieci- te obecne przypadły im do gustu. Zatem kulinarnie jest dobrze.
Mieszkanie w bloku ma swoje minusy, ale z czasem przyzwyczajamy się i do tego.
Obecnie cieszy mnie każda chwilka, bo po 50- tce szkoda jakiejkolwiek zmarnować.
Pozdrawiam mile :)
Prawda, Morgano, każdy najbardziej ceni smak swojego dzieciństwa. Jadłam szyszkę całkiem niedawno i to już nie było to.
UsuńSerdeczności :)
Tanyu, wiem, jak smakuje placek smażony na blasze, masz rację- niebo w gębie. Niestety, od czasu wyjazdu do szkół już nie miałam okazji go próbować, bo na kuchence gazowej trudno. W ten sposób tez razem z siostrą smażyłyśmy bedłki- to takie grzyby blaszkowe- cudo!
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się obecnym stanem, bo on minie wraz z końcem zimy. Obejrzyj na moim blogu kwiaty różowe aż do obrzydliwości.; od razu wróci Ci humor
Buziaczki różowe.
A oglądałam kiedyś mieszkanie z kuchnią węglową prócz gazowej. Niestety, choć było o dwa metry większe od mojego, można się w nim było nabawić klaustrofobii wskutek niefortunnego ustawienia pomieszczeń.
UsuńDomyślam się, że stan przygnębienia minie mi wraz z nadejściem wiosny; to wiadome, Aniu. Choć z drugiej strony jestem tak napalona na tryskanie szczęściem, że nawet przyjście zimy plus inne wątpliwe atrakcje mnie nie zniechęcają.
Buziaczki nieróżowe; cóż, róż jest faktycznie obrzydliwy ;)
...ta pierwsza magiczna chwila spotkania po kilkumiesięcznej przerwie". Tak się czuję. Grzecznie robię "puk, puk", pozdrawiam i się przypominam. Nadeszły zmiany. Trochę je przeczuwałam. Cieszę się, że mościsz się w nowym gnieździe, że trwasz w swoim świecie i krytycznie go analizujesz, że niezmiennie jesteś niepokorna. I dobrze. Akurat ludzi niepokornych ja pasjami... I nie wierzę, że zgnuśniejesz. Jako osiemdziesięciolatka będziesz biegać po leśnych ostepach, moczarach i fotografować ptaki. Czy może wschody słońca? Bo ja szuwary, jak to Nadwodna
OdpowiedzUsuńTak, dało się wyczuć: kiedyś Duński był głównym bohaterem moich myśli, od dawna o nim nie pisałam niemal wcale...
UsuńJa też ludzi niepokornych pasjami. Niepokornych i rogatych w każdym wieku, każdej maści. Mogę się z nimi nie zgadzać, ale jaja muszą mieć! :)
Prędzej wschody słońca: już teraz budzę się w okolicach piątej, co będzie w starości?
I cieszę się, cieszę bardzo, że po kilkumiesięcznej przerwie jesteś :)
Ale mi przypomniałaś :) Też na węglowym piecu u dziadka smażyliśmy ciasto po makaronie ,a w podstawówce sprzedawali takie szyszki :P Ciekawe, czy można jeszcze je gdzieś dostać, bo były naprawdę pyszne :P Ale bym zrobiła furorę jakbym je przyniosła na uczelnię xD
OdpowiedzUsuńJa też się boję starości i samotności. Samotności najbardziej...
Jakiś czas temu szyszkę jadłam i już nie miała takiego smaku. Ciekawe, czy to kwestia tego, że ich jakość spadła, czy tego, że już dzieckiem nie jestem od dawna?
UsuńJa najbardziej się boję niedołężnej starości. Lubię być samodzielna.
Może zmieniły Ci się preferencje smakowe? :) ja kiedyś za tabliczkę czekolady dałabym wiele, a teraz zdecydowanie wolę paczkę chipsów niż cokolwiek czekoladowego :P
UsuńO tak, tego też się boję. I jeszcze strasznie boję się tego, co mi się może nawet zdarzyć jak będę jeszcze młoda: nieszczęśliwy wypadek i wyrok: żyje, ale pod kablami, paraliż całkowity. Nawet nie można się zabić :/
Na pewno. Teraz generalnie mniej słodyczy jem, bo od razu mi za słodko.
UsuńTak, taka wizja i mnie przeraża...
wybacz, że tak ni z gruszki ni z pietruszki ale ogłaszam, że wróciłam :)
OdpowiedzUsuńtyle, że w nieco innej odsłonie ;)
http://historie-prawdziwe-dziwne-smieszne.blogspot.com/
To lecę :)
UsuńTryskaj, czemu nie? I gratuluję podium :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńTryskać się staram, ale wciąż nie minęliśmy etapu odklejania się. Na szczęście nie jest szczególnie upierdliwy.
moja fryzjerka wtym roku powiedziała że w święta się zamknie wswoim domu i nie wyjdzieażdo 27. i tak można. gratuluję konkursu fotograficznego:)
OdpowiedzUsuńNajchętniej też bym tak zrobiła, ale mama dzwoni i dzwoni, i proponuje, że mogę zostać dłużej niż tylko na święta, ale ja chcę pojechać na Jasną Górę i zrobić zdjęcia szopce o zmroku, a potem zrobić zdjęcia fajerwerkom, i pobyć sam na sam ze sobą, bo nie mam ku temu wiele okazji poza świętami.
UsuńI dziękuję :)
ja jestem samotnicą. ja lubię samotność bo nic ani nikt mi nie przeszkadza. nigdy się ze sobą nie nudzę. Ty też - masz tyle pasji. więc życzę Ci spokoju i żeby Ci nikt nie przeszkadzał kiedy w końcu po świętach będziesz sam na sam z sobą:))
UsuńCzasem mam wrażenie, że moja mama mnie tak usilnie zaprasza, bo się jej wydaje, że ja jestem nieszczęśliwa sama tutaj. I nie udaje mi się jej przekonać, że przeciwnie, że lubię samotniczy spokój. W końcu od tak niedawna go mam. Może mi się jeszcze znudzi, na razie mnie cieszy. Zresztą, na co dzień ludzi wokół mnie masa przecież.
Usuńzdrowych i spokojnych świąt :) Maya
OdpowiedzUsuńDziękuję, Mayu, wzajemnie: spokojnych zwłaszcza...
Usuńuwielbiam macę, narobilas mi ochoty
OdpowiedzUsuńja mimo ze mieszkam w domku jednorodzinnym to ostatnio zaobserwowalam ze drza nam krysztaly na meblosciance za kazdym razem gdy przejezdza pociag
mieszkam w tym domu 22 lata i dopiero teraz to zauwazylam!
gratuluje wygranej
Rychło w czas :)))
UsuńKiedyś miałam korepetycje w takim domu: jechał pociąg (wcale nie tak blisko znów), a wszystko drżało. Abstrakcyjne dość uczucie.
I dziękuję.
mam troszke spozniony zaplon :P
Usuńmoze to dlatego ze uczucie to towarzyszylo mi od zawsze to nie zwracalam na to uwagi, a wtedy akurat siedzialam sama w domu, a wieczorem to kazdy szmer wydaje mi sie podejrzany, zmysly wyczulone i odkrylam Ameryke ;P
Ja za to w ogóle nie zwracam uwagi na szmery: mam zaprawę po samotnym mieszkaniu w starym domku, gdzie cały czas coś skrzypiało i szmerało.
UsuńCiekawy artykuł. Lubię czytać Twoje notki :)
OdpowiedzUsuńPodium gratuluję!!! Smaki z dzieciństwa mają to do siebie, że własnie są smakami z dzieciństwa. Trudno je odtworzyć z braku tamtej atmosfery, która była dodatkowa przyprawą...
OdpowiedzUsuńNiełatwo żyć w małomiasteczkowym, wiejskim klimacie, gdy człowiekowi zupełnie co innego w duszy gra, gdy nie jest się jedną z nich... Często ma się ochotę uciec. Ja mam nieustannie, a i moja Tuśka od czasu do czasu rzuca: głupiam, ze w DM nie zostałam- mając dość otoczenia.
Dziękuję :)
UsuńMasz rację, i szyszki, i placki, i mordoklejki przyprawione były dzieciństwem.
Też chcę uciekać nieustannie. Wiem, że są chwile, gdy mi tu dobrze z ludźmi stad, ale najchętniej wzięłabym ich ze sobą i zwiała, gdzie pieprz rośnie. Bo większość z tych, o których teraz piszę, uciekłaby ze mną bez wahania. Są jak ja: w kwestii zwinięcia manatków zbyt bojaźliwi.
A wiesz, że właśnie minęła najdłuższa noc w roku? Oraz gratuluję podium;-)
OdpowiedzUsuńFaktycznie, zupełnie o tym nie myślę. To teraz będzie tylko jaśniej :)
UsuńI dziękuję.