15 grudnia 2013

Aktualny stan..

Herbatą popijam kupną macę i przypominam sobie placki z podkradanego babci ciasta na makaron, pieczone na rozgrzanej kuchennej blasze. Niebo w gębie. Równe niebu odczuwanemu podczas przeżuwania mordoklejek i niebu czającemu się w smaku szyszki z preparowanego ryżu. Nie mam już takich nieb. Dzisiejsze niebo ma smak zdecydowanie mniej kulinarny, przyjmuje kształt niemal mistycznej ciszy, zalegającej na balkonie o 5.58, zanim zacznie się szum, tłum i brzask. Blokowa klatka zachowuje się zadziwiająco cicho. Przyzwyczaiłam się już do spływających wodą rur i stukania obcasów na schodach, prawie zupełnie za to nie słyszę głosów. Nie licząc głosów we własnej głowie, które sączą mi do ucha truciznę strachu przed dożywotnią samotnością. Racjonalnie go analizuję i dochodzę do wniosku, że nie boję się niewypełnionych drugim człowiekiem czterech ścian, a czuję lęk przed wypełnioną pipidówkowym marazmem starością. Nieustannie mam wrażenie, że małomiasteczkowość mnie pęta, choć w rzeczywistości najpewniej najzwyczajniej skuwa mnie niechęć, by kiwnąć palcem w bucie. Po wrześniowo-październikowej euforii nastał listopadowo-grudniowy przedsionek zimowego snu. Moszczę się wygodnie w ciepłych pieleszach i najchętniej nie ruszałabym się stąd na krok. Nie mam też ochoty przyjmować rozbryzgujących moją świeżo nabytą mentalną błogość gości, nie chcę słuchać wrzaskliwych analiz szkolnych sytuacji ani chybionych analiz aktualnego stanu mojego serca. Chcę w zamian wspominać weekend nasycony słowami, tę magiczną pierwszą chwilę spotkania po kilkumiesięcznej przerwie, w której podejmujemy rozmowę, jakbyśmy się rozstały wczoraj. I chcę nieustannie pękać z dumy, że stanęłam na podium fotograficznego konkursu, o którym pisałam w lipcu. I w ogóle, choć nieruchawa, chcę tryskać szczęściem, nie gnuśnieć.

przy okazji:


 

51 komentarzy:

  1. Myślę,że jeśli nie w tej chwili,to 'już za chwileczkę,już za momencik'zaczniesz tryskać:)Ja,wbrew wszystkiemu-tryskam i sama nie wiem,czemu....Nie mam powodów(a może mam?)ale tryskam,nie do końca świadomym,nie do końca docenionym szczęściem,umoszczona w czterech ścianach,z których się nie zamierzam ruszać-wyłączając mentalną ruchliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trysnę, kiedy on się odklei. Na razie gdzieś tam wciąż jest, nie we mnie, za mną, czyha na mój spokój, nie chce zniknąć. I nie mówię tu o moich emocjach, a o jego niechęci do zniknięcia. Jakbym się niewystarczająco jasno wyraziła. To aktualnie moje jedyne zmartwienie.

      Usuń
    2. To prawda,wtedy tryśniesz...:)Życzę Ci tego:)

      Usuń
    3. Wzajemnie, Liv, bardzo wzajemnie!

      Usuń
  2. Mam podobne odczucia mimo , że nie mam pipidówkowej przeszłości , a wręcz przeciwnie. Pozdrawiam serdecznie z miejsca pełnego ciszy mimo centralnego położenia w europejskim mieście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pipidówce jakby kończył się świat. Ten intelektualny. Po wszelkie bodźce trzeba jechać do większego miasta...

      Usuń
  3. Musiałam się odezwać, bo... zrobiłam dziś SZYSZKI!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jadę do Ciebie! Została jakaś dla mnie?

      Usuń
  4. oooooooooooo jak masz w tym bloku tak cicho to masz szczęście :) u nas słychać w łazience jak się ludzie kąpią, w toalecie też odgłosy, w salonie słyszymy codziennie o. 20.00 jak sąsiad nad nami łóżko rozkłada na kółkach, pod nami całe dialogi rodziców z 3-latką ... i wiele innych. Zawsze jak jestem sama w domu to mam świadomość, że sama i tak nie jestem ...

    OOOOOOOOOOo no to się żesz pochwal tym konkursem jakie zdjęcie wygrało i coś to dostała ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, czasem się czuję jakbym mieszkała sama w klatce. Dobrze, że samochody za oknem jeżdżą, bo pomyślałabym, że mi pipidówkę wyludniło ;))
      Zajęłam II miejsce, dostałam 550 złotych - moje pierwsze pieniądze na zdjęciach zarobione, więc jestem cała w skowronkach. Choć może mniej przez kasę, a bardziej dlatego, że jury było profesjonalne, a nie jakieś urzędasy ze starostwa. Masz linka, zdjęcia są tuż pod "wrotami powiatu": http://www.czestochowa.powiat.pl/index.php

      Usuń
    2. łał ... niezłe kolorki Ci wyszły ... brawo no to nic tylko trzeba kontynuować i zagłębiać się w to hobby bo dobrze Ci idzie :)

      Usuń
    3. Tak zamierzam. Jeszcze trochę, a wymarzony Nikon będzie mój :)

      Usuń
  5. Widze, ze nie ejstem sama w odczuciach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W których? Bo trochę emocjonalnego miszmaszu to zostawiłam ;)

      Usuń
  6. Gratuluję sukcesu fotograficznego!
    Ja mieszkam w bloku od zawsze, więc nie jestem wyczulona na hałas z rur, głosy sąsiadów - te czasem słychać - i głośną muzykę. Sama obecnie na pewno nie gnuśnieję. Jak nigdy o tej porze jestem nadaktywna. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Ja mam zrywy: czasem zachowuję się jakbym miała jakieś hiperADHD, czasem jakbym była wybudzonym ze snu misiem.

      Usuń
  7. Ty w lewo, a ja w prawo. Mnie się marzy cisza, las, wieś, chałupka, a nie blok. Choć przyznam, że zastanawialiśmy się dziś z P., kiedy ktoś zwróciłby w naszym bloku uwagę na smrodek dobiegający z mieszkania, gdyby komuś się zeszło. Nikogo nic nie obchodzi, nikt się niczym nie interesuje. W budynku jest tak cicho, że aż dziwnie, no jak nie w mieście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobnie: niby czasem coś stuknie, czasem ktoś coś powie, czasem woda zaszumi, ale spodziewałam się notorycznego hałasu, a mam wrażenie, że to ja jestem najgłośniejszą lokatorką.
      Tak czy inaczej, i tak marz mi się miasto, marzy mi się gwar. W bloku niech będzie cichutko, ale niech mi w uszach dudni poza nim. Zawsze mi wmawiają, że miasto by mi się szybko znudziło, gdybym już miała je na co dzień. Zawsze mnie ciekawi fakt, że wiedzą to lepiej niż ja.

      Usuń
  8. Wiesz Tanyuśka co? Ty to musisz mieć obok siebie piec kaflowy i moje ulubione czerwone wytrawne i herbatę z cytryną... Ty się jako piecuch urodziłaś i Ciebie kaloryfery wybijają z rytmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aguśka, jak najbardziej się na taką opcję piszę. Warunek jednak stawiam: ktoś o gorąc pieca kaflowego dbać musi!
      Ja się niedźwiedź urodziłam, a potem mnie w szpitalu podmienili ;))

      Usuń
  9. a ja nie mogę się przyzwyczaić do mieszkania w studenckim blokowym 'apartamencie'. dzieci biegające na górze czasami doprowadzają mnie do szału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co u mnie było najgłośniej wczoraj, kiedy za którąś ścianą kilka osób ćwiczyło kolędy. Ale nawet przyjemne to było :)

      Usuń
  10. Witaj :)
    Dla nas smaki dawnych lat są niepowtarzalne. Dla moich dzieci- te obecne przypadły im do gustu. Zatem kulinarnie jest dobrze.
    Mieszkanie w bloku ma swoje minusy, ale z czasem przyzwyczajamy się i do tego.
    Obecnie cieszy mnie każda chwilka, bo po 50- tce szkoda jakiejkolwiek zmarnować.
    Pozdrawiam mile :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, Morgano, każdy najbardziej ceni smak swojego dzieciństwa. Jadłam szyszkę całkiem niedawno i to już nie było to.
      Serdeczności :)

      Usuń
  11. Tanyu, wiem, jak smakuje placek smażony na blasze, masz rację- niebo w gębie. Niestety, od czasu wyjazdu do szkół już nie miałam okazji go próbować, bo na kuchence gazowej trudno. W ten sposób tez razem z siostrą smażyłyśmy bedłki- to takie grzyby blaszkowe- cudo!
    Nie przejmuj się obecnym stanem, bo on minie wraz z końcem zimy. Obejrzyj na moim blogu kwiaty różowe aż do obrzydliwości.; od razu wróci Ci humor
    Buziaczki różowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A oglądałam kiedyś mieszkanie z kuchnią węglową prócz gazowej. Niestety, choć było o dwa metry większe od mojego, można się w nim było nabawić klaustrofobii wskutek niefortunnego ustawienia pomieszczeń.
      Domyślam się, że stan przygnębienia minie mi wraz z nadejściem wiosny; to wiadome, Aniu. Choć z drugiej strony jestem tak napalona na tryskanie szczęściem, że nawet przyjście zimy plus inne wątpliwe atrakcje mnie nie zniechęcają.
      Buziaczki nieróżowe; cóż, róż jest faktycznie obrzydliwy ;)

      Usuń
  12. ...ta pierwsza magiczna chwila spotkania po kilkumiesięcznej przerwie". Tak się czuję. Grzecznie robię "puk, puk", pozdrawiam i się przypominam. Nadeszły zmiany. Trochę je przeczuwałam. Cieszę się, że mościsz się w nowym gnieździe, że trwasz w swoim świecie i krytycznie go analizujesz, że niezmiennie jesteś niepokorna. I dobrze. Akurat ludzi niepokornych ja pasjami... I nie wierzę, że zgnuśniejesz. Jako osiemdziesięciolatka będziesz biegać po leśnych ostepach, moczarach i fotografować ptaki. Czy może wschody słońca? Bo ja szuwary, jak to Nadwodna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dało się wyczuć: kiedyś Duński był głównym bohaterem moich myśli, od dawna o nim nie pisałam niemal wcale...
      Ja też ludzi niepokornych pasjami. Niepokornych i rogatych w każdym wieku, każdej maści. Mogę się z nimi nie zgadzać, ale jaja muszą mieć! :)
      Prędzej wschody słońca: już teraz budzę się w okolicach piątej, co będzie w starości?
      I cieszę się, cieszę bardzo, że po kilkumiesięcznej przerwie jesteś :)

      Usuń
  13. Ale mi przypomniałaś :) Też na węglowym piecu u dziadka smażyliśmy ciasto po makaronie ,a w podstawówce sprzedawali takie szyszki :P Ciekawe, czy można jeszcze je gdzieś dostać, bo były naprawdę pyszne :P Ale bym zrobiła furorę jakbym je przyniosła na uczelnię xD
    Ja też się boję starości i samotności. Samotności najbardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś czas temu szyszkę jadłam i już nie miała takiego smaku. Ciekawe, czy to kwestia tego, że ich jakość spadła, czy tego, że już dzieckiem nie jestem od dawna?
      Ja najbardziej się boję niedołężnej starości. Lubię być samodzielna.

      Usuń
    2. Może zmieniły Ci się preferencje smakowe? :) ja kiedyś za tabliczkę czekolady dałabym wiele, a teraz zdecydowanie wolę paczkę chipsów niż cokolwiek czekoladowego :P
      O tak, tego też się boję. I jeszcze strasznie boję się tego, co mi się może nawet zdarzyć jak będę jeszcze młoda: nieszczęśliwy wypadek i wyrok: żyje, ale pod kablami, paraliż całkowity. Nawet nie można się zabić :/

      Usuń
    3. Na pewno. Teraz generalnie mniej słodyczy jem, bo od razu mi za słodko.
      Tak, taka wizja i mnie przeraża...

      Usuń
  14. wybacz, że tak ni z gruszki ni z pietruszki ale ogłaszam, że wróciłam :)
    tyle, że w nieco innej odsłonie ;)
    http://historie-prawdziwe-dziwne-smieszne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Tryskaj, czemu nie? I gratuluję podium :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Tryskać się staram, ale wciąż nie minęliśmy etapu odklejania się. Na szczęście nie jest szczególnie upierdliwy.

      Usuń
  16. moja fryzjerka wtym roku powiedziała że w święta się zamknie wswoim domu i nie wyjdzieażdo 27. i tak można. gratuluję konkursu fotograficznego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najchętniej też bym tak zrobiła, ale mama dzwoni i dzwoni, i proponuje, że mogę zostać dłużej niż tylko na święta, ale ja chcę pojechać na Jasną Górę i zrobić zdjęcia szopce o zmroku, a potem zrobić zdjęcia fajerwerkom, i pobyć sam na sam ze sobą, bo nie mam ku temu wiele okazji poza świętami.
      I dziękuję :)

      Usuń
    2. ja jestem samotnicą. ja lubię samotność bo nic ani nikt mi nie przeszkadza. nigdy się ze sobą nie nudzę. Ty też - masz tyle pasji. więc życzę Ci spokoju i żeby Ci nikt nie przeszkadzał kiedy w końcu po świętach będziesz sam na sam z sobą:))

      Usuń
    3. Czasem mam wrażenie, że moja mama mnie tak usilnie zaprasza, bo się jej wydaje, że ja jestem nieszczęśliwa sama tutaj. I nie udaje mi się jej przekonać, że przeciwnie, że lubię samotniczy spokój. W końcu od tak niedawna go mam. Może mi się jeszcze znudzi, na razie mnie cieszy. Zresztą, na co dzień ludzi wokół mnie masa przecież.

      Usuń
  17. zdrowych i spokojnych świąt :) Maya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Mayu, wzajemnie: spokojnych zwłaszcza...

      Usuń
  18. uwielbiam macę, narobilas mi ochoty

    ja mimo ze mieszkam w domku jednorodzinnym to ostatnio zaobserwowalam ze drza nam krysztaly na meblosciance za kazdym razem gdy przejezdza pociag
    mieszkam w tym domu 22 lata i dopiero teraz to zauwazylam!

    gratuluje wygranej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rychło w czas :)))
      Kiedyś miałam korepetycje w takim domu: jechał pociąg (wcale nie tak blisko znów), a wszystko drżało. Abstrakcyjne dość uczucie.
      I dziękuję.

      Usuń
    2. mam troszke spozniony zaplon :P
      moze to dlatego ze uczucie to towarzyszylo mi od zawsze to nie zwracalam na to uwagi, a wtedy akurat siedzialam sama w domu, a wieczorem to kazdy szmer wydaje mi sie podejrzany, zmysly wyczulone i odkrylam Ameryke ;P

      Usuń
    3. Ja za to w ogóle nie zwracam uwagi na szmery: mam zaprawę po samotnym mieszkaniu w starym domku, gdzie cały czas coś skrzypiało i szmerało.

      Usuń
  19. Ciekawy artykuł. Lubię czytać Twoje notki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Podium gratuluję!!! Smaki z dzieciństwa mają to do siebie, że własnie są smakami z dzieciństwa. Trudno je odtworzyć z braku tamtej atmosfery, która była dodatkowa przyprawą...
    Niełatwo żyć w małomiasteczkowym, wiejskim klimacie, gdy człowiekowi zupełnie co innego w duszy gra, gdy nie jest się jedną z nich... Często ma się ochotę uciec. Ja mam nieustannie, a i moja Tuśka od czasu do czasu rzuca: głupiam, ze w DM nie zostałam- mając dość otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Masz rację, i szyszki, i placki, i mordoklejki przyprawione były dzieciństwem.
      Też chcę uciekać nieustannie. Wiem, że są chwile, gdy mi tu dobrze z ludźmi stad, ale najchętniej wzięłabym ich ze sobą i zwiała, gdzie pieprz rośnie. Bo większość z tych, o których teraz piszę, uciekłaby ze mną bez wahania. Są jak ja: w kwestii zwinięcia manatków zbyt bojaźliwi.

      Usuń
  21. A wiesz, że właśnie minęła najdłuższa noc w roku? Oraz gratuluję podium;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, zupełnie o tym nie myślę. To teraz będzie tylko jaśniej :)
      I dziękuję.

      Usuń