Świat się nie zatrzymuje, kiedy dzieją się rewolucje.
Życie po czterdziestce przyspieszyło gwałtownie, oferując zestaw niegwarantowanych wcześniej atrakcji. Podejmują się decyzje, które już dawno wewnątrz wykiełkowały, zawiązały owoce, dojrzały, a które bałam się wypuścić na zewnątrz, by nie przekształciły się we wściekle ujadające psy. Tymczasem, choć wszystko właśnie wymknęło się spod kontroli, zapanowała względna cisza. Zatrzęsły mi się ręce, pobiłam się z myślami, odpaliłam któregoś papierosa i prowadziłam urywane w pół zdania rozmowy, których miało nie być, bo pewne supły miały się rozplątać samoczynnie, a pewne zależności umrzeć śmiercią naturalną. Płonne nadzieje. Mimo zawirowań, metodycznie odhaczyłam wszystkie plany poprzedniego tygodnia. Szczęśliwie nie miałam czasu odwirowywać przemoczonych emocji i suszyć osobistego nieładu. Zajęta byłam składaniem w całość austriacko-bułgarsko-niemiecko-rodzimego puzzle, którego ostatni element stanie się powodem wtorkowej awantury. Zbroję się w argumenty i mobilizuję sojuszników, nie zamierzam przegrać z czyimś urażonym przeze mnie ego. Teoretycznie powinnam mieć wyrzuty sumienia, a jedynie mam ochotę pokąsać jeszcze raz. Jednocześnie, choć przecież miałam być uosobieniem spokoju, jestem u progu wypowiedzenia wojny tym, którzy widzą w fantastycznych młodych ludziach samo zło. Dzięki nim znów mi się chce, a to niemały cud. Wydrzeć sobie go nie dam. Nie i już.
Jak zwykle nie wiem, o co Ci chodzi, Ty moja Enigmo, to jednak trzymam kciuki za Twoją wygraną we wtorkowej awanturze.
OdpowiedzUsuńBuziaczki też lubiące młodzież, ale niekoniecznie całą.
Ależ Aniu, czasem uda mi się napisać coś nietajemniczo, ale... tajemniczo być musi, bo mnie tu dwie nastoletnie detektywki namierzyły ;)
UsuńGeneralnie chodzi o Duńskiego, i międzynarodowy projekt, który ogarniałam w mijającym tygodniu, i na który mamy 22 tysiące euro do wydania w ciągu dwóch lat, a pani księgowa chciałaby, żebyśmy oszczędzali jakieś grosze, bo bezczelnie jej powiedziałam, by zapracowała, jeśli chce dostać cokolwiek za obsługę tegoż projektu, i o moją klasę, na którą wielu warczy, a potem przysług od nich chcą.
Buziaczki całkowicie nieenigmatyczne w tej chwili.
Dlatego rzadko piszę na blogu o mnie i swojej rodzinie. Dawno temu, gdy na głównej stronie Onetu polecono mój post, namierzyły mnie bliźnięta, Kasia i Krzyś. Nie poznałyby mnie, gdyby nie moje zdjęcia. Na szczęście to były mądre dzieci i nie rozesłały linka do bloga.
UsuńChyba nie powiesz, że Duńskiego zmieniasz w Dulskiego. Co do tych tysięcy euro, to niech pani księgowa uświadomi sobie, że skoro są przeznaczone na konkretny cel, to na inny nie można ich wykorzystać.
Buziaczki wściekłe, bo oglądające Marsz Niepodległości, który tradycyjnie przemienił się rozróbę.
Też mam nadzieję, że moje K. i K. są dyskretnymi dziewczętami. Zresztą, jedna stwierdziła, że jeśli ktoś chce mnie czytać, niech się wysili. Sama szukała mnie bardzo długo. Szukała świadomie, bo się kiedyś na lekcji o blogach wygadałam, że piszę już kilka lat.
UsuńDuńskiego zamieniam na święty spokój i psychiczny komfort - długa historia, rzadko tutaj ostatnio pisałam o naszych zgrzytach i tak pozostanie: nie mam ochoty tego tu omawiać, męczy mnie to.
Buziaczki z nowego mieszkania, wciąż bez Internetu.
napisałaś w tak skomplikowany sposób, że nic nie rozumiem. ale życzę ci, żebyś dołożyła właściwy puzel.
OdpowiedzUsuńZ czasem pewnie wyjaśnię, na razie wciąż wszystko jest zakręcone jak powyższa notka :)
Usuńwiadomo że życie zaczyna się po czterdziestce. już nawet Andrzej Rosiewicz to wiedział. a że u Ciebie gwałtownie przyśpieszyło to i dobrze. znając Ciebie i tą Twoją choleryczną duszę zanudziłabyś się stając się niespotykanie spokojnym człowiekiem jak ja. więc walcz - walcz o młode dusze, układaj swoje puzzle i wszystkim którzy albo nie mogą albo nie chcą układać swojego. i znowu muszę to powiedzieć i myśl sobie że chcę Ci się przypodobać albo że jestem oportunistką ale muszę to powiedzieć - co za ch.lern.e pięknie napisane:))
OdpowiedzUsuńOczywiście, że wiadomo, dlatego też lubię siebie teraz. Nigdy się szczególnie nie nie lubiłam, ale teraz zahaczam o samouwielbienie ;)
UsuńOj tak, niespotykana spokojność na pewno popsułaby mi nerwy bardziej niż wrodzona niespokojność, jednocześnie, mimo wszystko, spokojna w tym roku jestem nad wyraz. O wściekłość przyprawia mnie jedynie próba przycięcia mnie i moich podopiecznych w schludną kosteczkę. Na to nie pozwolę, bo lubię ich takich rogatych. I lubię w nich to, że choć nie całkiem ułożeni, są radośni i w gruncie rzeczy dobrzy.
I dziękuję, że w skomplikowaniu i w znów-cholera-wie-o-czym-tanka-pisze znalazłaś piękno :)
bo uwodzą mnie słowa. dlatego czytam dużo książek.
Usuńa ktoś kto chce Twoje "dzieci" ułożyć w odpowiednie przegródki zapomniał że człowiek jest osobą indywidualną i myślącą i myśli jak urzędnik z rządu/unii gdzie wszystko ma odpowiedni numer. a przecież to są ludzie a nie numerki.
jak to kiedyś powiedział mój przyjaciel - "to są ludzie, nie krowy".
poradzisz sobie.
Wiesz, w naszej szkole strasznie lubią, jak jest pod linijkę. My pod linijkę, młodzież pod linijkę. Jak się wychylają, to przyciąć. Nie tylko ja się nie daję, na szczęście. I im każę się nie dawać. Bo w różnorodności i w byciu indywidualistą jest piękno. Zresztą, jak zawsze powtarzasz: to nie tłum sprawia, że idziemy w przód, a indywidualiści. Ci odważni, ci niebojący się wykrzyczeć. Mówię im, że pyskatym ciężko w życiu, ale trzeba mieć kawałek siebie.
UsuńI dziękuję, dajesz mi wiarę: ostatnio mam wrażenie, że słowa przychodzą mi trudno. Słowa pisane, bo gadam, oczywiście, ciągle i jak najęta.
mi się bardzo podobają indywidualiści bo sama taka nie jestem. już to wiesz że ja jestem z tego tłumu. oportunistka jestem całą gębą. bo tak mi lepiej. bo tak mi dobrze, bo nikt się nie pyta. ale to indywidualiści tworzą świat i pozytywnie zazdroszczę mojej siostrze, mamie, wielu osobom które poznałam - oni nie boją się iść na ring z całym światem. a ja jestem tylko Apaczem;)
UsuńW sumie i ja teraz jestem na etapie "ja sobie spokojnie popatrzę, a odezwę się dopiero wtedy, gdy o mnie będzie chodziło". Przez poprzednie dwa lata spalałam się dla innych i prócz nerwów nic z tego nie miałam, więc w tym roku spasowałam i w poważaniu mam. Niech się cieszą, że na nich nie fukam, kiedy się do mnie żalą.
UsuńTymczasem zaraz siadam do dokumentów, bo muszę mieć na jutro piekielnie dobre argumenty, formalne również. Nie znoszę papierków, mógłby ktoś to za mnie zrobić, ale cóż...
ja Ci nie pomogę bo się na tym nie znam. tylko mogę Ci pożyczyć tego mojego "jestem niespotykanie spokojnym człowiekiem". mam to w nadmiarze więc handluje:))
UsuńOk, ile za tonę? Choć byłabyś ze mnie dumna, bo mój wściek trwa mniej więcej godzinę, a potem macham ręką: nie wszyscy są reformowalni. Ci nieelastyczni denerwują mnie szalenie, ale przecież im mózgów nie przeszczepię.
UsuńTaka wojownicza "zołza" z Ciebie :P Akurat tu Cię w stu procentach rozumiem ;)
OdpowiedzUsuńA o co dokładnie chodzi, gdy piszesz, że podjęłaś jakąś decyzję a tu nagle niespodziewana cisza? Chodzi o pracę, o miłość?
Zołza od zawsze! Ale taka z miękkim sercem: bo naskoczę, nawrzeszczę, a potem mi szkoda. Oczywiście nie zawsze, dla niektórych nie mam litości.
UsuńDecyzja się w sumie podjęła niejako poza mną, nie miałam wyjścia. Trochę skomplikowane to jest. Chodzi o związek: w sumie się bardziej znamy niż kochamy. Przynajmniej ja.
Ale przyzwyczajenie i ten komfort ze znajomości drugiej osoby to moim zdaniem nieodłączne elementy dobrego związku. Ale fakt, miłość jest elementem podstawowym. Może musisz poszukać w sobie tej miłości, bo po prostu gdzieś się schowała?
UsuńPrzyznam, że nie mam ochoty szukać: kiedy jestem sama, czuję niesamowity komfort psychiczny.
UsuńPrzeczytałam notkę, przeczytałam komentarze, co nieco mi błysnęło pod kopułką, ale trochę za mało, żeby poukładać z tego jakiś sensowny kolaż. Choć ostatni komentarz tak mnie zaniepokoił, nie powiem.
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy jest powód do niepokoju: trochę się ze sobą męczymy. Teraz ma pracę, więc może się wyprostuje, ale ja chwilowo mam dość bycia rękawem do wypłakiwania trosk. Póki co, trwa zawieszenie.
UsuńTrzymam kciuki za efekt awantury !!! Daj upust swojej racji.
OdpowiedzUsuńMam równie zdeterminowanych sojuszników, musi być po naszemu, bo jesteśmy pewni swoich racji.
UsuńOstatnimi czasy coraz częściej zauważam, że ludzie dorośli przestają traktować młodzież jako równych człowiekowi. Patrzą na nich nie z góry-z dystansem lecz z góry - z pogardą. Irytuje mnie to potwornie, bo wcale nie uważam, że "nic się nie da zrobić" i to "zawsze jest ich wina". Niektórzy nauczyciele powinni zrozumieć, że w znacznej części młodzież będzie się zachowywać tak, jak będzie traktowana.
OdpowiedzUsuńJestem pewna, że niektórzy woleliby, żebym się mniej z moimi spoufalała, bo przecież przez to tacy niesubordynowani są. Cóż, jaki pan, taki kram i należy się do tego przyzwyczaić, bo ja swoich metod nie zmienię. Lubię ich, lubię z nimi gadać, lubię być wychowawcą: to łatwe, kiedy ma się fajne dzieciaki w klasie i nie ma znaczenia, że czasem mam ochotę wpaść w histerię, kiedy wytną jakiś numer. Sama je wycinam i wcale nie kończy się od tego świat.
UsuńOsobiście zmagam się z życiem po sześdziesiątce. Niby to samo, choc klimaty nieco inne.. Chetnie cofnąłbym sie o te 20 lat!
OdpowiedzUsuńściskam
Klimaty nieco inne, bo w różnych strefach klimatycznych przebywamy, Klaterku ;))
UsuńJa rozkoszuję się myślą, że tylko czasem (bardzo czasem) chciałabym się cofnąć o 20 lat.
Taniu, i od Ciebie wieje optymizmem :). Nie daj się złym energiom, bo nie warto na nie tracić cennego zdrowia. Pozdrawiam. Maya
OdpowiedzUsuńNie warto, Mayu, ale czasem człowieka zmuszają. To absurd jakiś, żeby bez problemu dało się dogadać na poziomie międzynarodowym, a na poziomie szkolnym ni cholery.
UsuńOby z tych rewolucji jak najwięcej dobrego wyniknęło :)
OdpowiedzUsuńNiewątpliwie wyniknie. Już wynikło: na błędach się człowiek trochę nauczył. I kapki naiwności pozbył, kapki wiary w elastyczność człowieka zza biurka też.
UsuńWtorek! Dziś jest wtorek! Udało się?
OdpowiedzUsuńUdało się. Udało się wkurwić (sorry) i trwać w tym stanie do dziś. Brak jakiejkolwiek dobrej woli ze strony tych, którzy wyżej.
UsuńNo i słusznie. "Teoretycznie powinnam mieć wyrzuty sumienia, a jedynie mam ochotę pokąsać jeszcze raz." - uwielbiam :)
OdpowiedzUsuńCzuję się więc wciąż uwielbiana, bo ochota na kąsanie rośnie i rośnie. Ale z drugiej strony, kąsać mi się nie chce, bo jedynie się wścieklizny od tego nabawić można, a sprawa i tak tkwi w miejscu.
UsuńHmmm ...
OdpowiedzUsuńPatrz wyżej, a się kapkę rozjaśni :)
Usuńnic nie rozumiem, ale widocznie tak ma być ;)
OdpowiedzUsuńWyjaśniam co nieco wyżej :)
UsuńWitaj :)
OdpowiedzUsuńA ja już niedługo napiszę, jak to jest być 50- letnią Panią :)
Serdeczności zostawiam :)
Czekam więc na wrażenia. Wierzę, że pozytywne :)
UsuńTy po 40-tce? Weź nie żartuj :)
OdpowiedzUsuńJak bum cyk cyk! W styczniu mi pyknęła :)
Usuńpo czterdziestce, jakieś półtora do dwóch lat ponadnormalnego pałera, potem czlowiek kapcanieje :)
OdpowiedzUsuńPo energetycznym wrześniu i październiku, skapcaniałam w listopadzie. Poszło mi szybciej niż przewidywałeś ;))
UsuńTanya, dzieje się jak widzę :) dobrze Cię przeczytać, mimo wiatru w oczy stoisz twardo. Buziaki
OdpowiedzUsuńStoję twardo, bo nie mam wyjścia, ale co się nadenerwuję, to moje. Ostatnio zluzowałam znów, bo cóż mi z nerwów? Tylko zdrowie tracę. I energię.
Usuń:)
OdpowiedzUsuń:))
Usuńbuuuuahahhahhahahahaaaa zabawne, że Niemcy i Austria w każdej wojnie uczestniczą (nawet domowej) ;D
OdpowiedzUsuńA nie, nie, Aguśka: tym razem Niemcy i Austria tylko pokojowo działali, a z Polaczkami walczyłam dwa tygodnie. I nie wywalczyłam wiele, bo najgorzej walczyć z bojącymi dupami...
Usuń