27 grudnia 2011

Kłamliwie, z krzywym uśmiechem i kolędą na ustach..

Święta spędziłam niepoprawnie nietradycyjnie. I do tego kłamliwie. Nie można powiedzieć, że do kłamstwa zostałam zmuszona, zwyczajnie wybrałam opcję egoistyczną, pozwalającą mi nie tłumaczyć się z faktu, że byłam sama. A tłumaczyć się byłoby przed kim, bo troszczących się wścibskich wokół nie brakuje. Nie, w ogóle nie ma powodu, byście wskutek mojej świątecznej samotności się nade mną użalali: nastrój miałam niebywale bożonarodzeniowy. Mruczałam kolędy krojąc sałatkowe składniki, doprawiając czerwony barszczyk, który z reguły wychodzi mi bezsmakowy i zajadając się kupnym sernikiem. Swoje pierwsze w życiu ciasto - kakaowy drożdżowiec, który wyszedł lepiej niż barszczyk, choć barszczyk był z torebki, a placek w całości tylko mój - upiekłam jakieś dwa tygodnie temu, więc limit piekarniczego zapału na najbliższe milenium się wyczerpał. Tak więc przy trzech potrawach obejrzałam cały telewizyjny asortyment świątecznych powtórek, nasycając się na kolejny rok, zmordowałam połowę napisanej niczym podręcznik do matematyki biografii Franciszka Józefa I, odespałam wszelkie niedospane noce i generalnie było mi błogo jak w niebie dla nierobów. Nie powiem, raz czy dwa pomyślałam sobie, że miło by było być w tej chwili z Duńskim, spacerować nad polskim morzem i pałaszować pierogi z grzybami, za którymi przepadam, a których robić nie umiem, jednocześnie, jako jednostce średnio prorodzinnej, święta we własnym sosie wyjątkowo mi smakowały. Smak ich byłyby wprawdzie jeszcze wykwintniejszy, gdyby stać mnie było na plażę i drinka z parasolką na Bora Bora, cieszyłam się jednak tym, co mam, czyli niedoborem śniegu, plusową temperaturą i wszechwładzą nad własnym czasem. I nad nieudawaniem. Jego w przedświąteczny czas miałam w nadmiarze, na rękę mi więc był brak konieczności uśmiechania się do ludzi, których najchętniej zadźgałabym widelcem z co najmniej kilku powodów. Zasób krzywych uśmiechów wyczerpałam na wigilii pracowniczej, w której przeddzień odbywały się seryjne fochy o "zastaw się a postaw się" urządzane przez samozwańczą gwiazdę szkolnej kuchni. Odebrały mi one apetyt na wspomniane wyżej pierogi i czerwony barszcz, który jej wychodzi przyprawiony niebem nad Bora Bora. Wolałabym siedzieć przy kawie, opłatku i szczerym uśmiechu, mając bowiem do wyboru piękne opakowanie z pustką w środku, wybieram samą pustkę. Może nie jest ona do końca tradycją uświęcona, ale za to nieudawana. Choć sama jestem ze świętami na bakier, nie jestem przeciwniczką ich celebrowania i bożonarodzeniowego pietyzmu w powielaniu odwiecznych rytuałów, niech to jednak będzie czas ludzki, nie spożywczy. Tym bardziej, że z większością współpracowników po prostu lubię być.

32 komentarze:

  1. Pozytywne Święta, bez względu na tradycje- to skarb :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie też by się przydało nieco świątecznej ciszy i spokoju, ale w nadmiarze mi szkodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Inezka, biorąc pod uwagę, że zwykle świąteczny nastrój mnie omija, te były wyjątkowo pozytywne.

    Dosiu, jestem na etapie rozpaczliwego wręcz łaknienia ciszy, spokoju i samotności, więc, póki co, nie czuję przesytu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też bym takie coś wybrała. I w sumie to wybrałam - zamiast świątecznej kolacji i łamania się opłatkiem posiedzenia przy filmach do późnej nocy. Takie były nasze "święta" - laba, błogość i nieróbstwo ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Zwłaszcza to nieróbstwo i psychiczne odsapnięcie mi się marzyło. Dochodziło już do sytuacji, że na niektórych w pracy patrzeć nie mogłam, co fajne nie było. W takiej sytuacji w ogóle nie wyobrażałam sobie świąt, którymi się stresuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Święta to wg mnie przede wszystkim czas refleksji, spokoju, dla wierzących - zjednoczenia z Bogiem, dla ateistów - ze swoim Wyższym Ja. Powinniśmy je spędzać nie według narzuconych norm, ale wg siebie. Kiedyś (tak wychowana)latałam przed i w czasie świat jak perszing, no... ale to było kiedyś. Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  7. czyli Duński do swoich pojechał sam ??? no ja to bym wpadła w deprechę niezłą jakbym miała święta spędzić tak jak Ty ;/ ja to muszę co roku do mamusi ;D a pierogi robiłam sama pierwszy raz i Tobie też polecam, nic trudnego ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Clisho, właśnie - po co tak wściekle biegać, jeśli się nie ma na to ochoty? Moja była teściowa zawsze klęła na przygotowania na czym świat stoi, podobnie zresztą przed setką urodzin, imienin i innych rodzinnych obiadków - i po co, skoro można by bez ciśnienia.

    Polluśka, Duński pojechał na początku grudnia (zresztą, nie tylko w celach świętowania), ja zaś z wielu powodów nie mam ochoty spędzać świąt z Jego rodziną, a w tym roku wyjątkowo nie miałam ochoty na sztuczne uśmiechy. A do mamusi, przyznaję szczerze, jechać mi się nie chciało. Jak napisałam wyżej, te święta miały być psychicznym odpoczynkiem przede wszystkim.
    Pierogi? Kochana, o czym Ty w ogóle mówisz, dla mnie to kosmos! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. daj spokój dla mnie też kosmos a dałam radę to i Ty dasz. U margaretki banalny przepis jest ...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak weny nabiorę, a to może potrwać. Choć w sumie z tym plackiem mnie naszło i w try miga zrealizowałam. Nie czekałam, żeby mi nie przeszło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ Ci pozazdrościłam tej samotności...świąteczna obłuda z roku na rok ciąży mi coraz bardziej.
    Wszystkiego najlepszego w tym Nowym nadchodzącym Roku !!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Marlenko, to może czas się jej pozbyć? Ja wiem, że w opinii większości namawiam Cię do złego, ale chyba jednak nie zawsze warto psuć sobie nerwy.
    I Tobie najlepszego! Zwłaszcza zdrowia dla Matusia!

    Kendżi, ekstremalne. I nie tylko moje, dziś gadałam z Vice, też odpoczywa z błogością.

    OdpowiedzUsuń
  13. No no ,święta widzę na wskroś "udane". A co ja mam mówić, jak całe święta w bólu przeżyłem.Od połowy grudnia ciężką kontuzję kręgosłupa miałem...i kto miał gorzej?
    p.s.Zapraszam tanya do grona moich znajomych

    OdpowiedzUsuń
  14. Strasznie mi przykro, taka kontuzja w żadnym czasie nie jest przyjemna...
    Co do moich świąt zaś, to się nie zrozumieliśmy: moje były szalenie udane, bez ironii, bez cudzysłowu. Ja nie cierpię zmuszać się do czegokolwiek, a teraz wyjątkowo jest mi potrzebny święty spokój.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tanya, każde święta dobre, jeśli spędzone tak, jak je lubisz:) O żadnej kłamliwości nie może być tu mowy...
    Twoje pragnienie ciszy rozumiem... Bardzo rozumiem... Na szczęście mam jej tyle, ile potrzebuję, więc chyba jestem szczęściarą:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo się cieszę,że spodobał Ci się mój blog.Dziś postaram się dodać nowy post i przedstawić wszystkim zainteresowanym spacer o zmierzchu.Władze mojego miasta postanowiły na nowo podświetlić niektóre zabytki.Wrażenie...piorunujące-przekonaj się sama.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Liv, kłamliwe o tyle, że nawciskałam kitu kilku osobom, że skoro Duński jest u swoich rodziców, ja pojadę do swoich, a wcale nie miałam takiego zamiaru. Cóż, wybrałam opcję przytaknięcia (bo w sumie nawet sama nie twierdziłam, że jadę, a jedynie potwierdziłam cudze przypuszczenia, co w sumie kłamstwa nie umniejsza, ale jakoś myślę, że mniejsza z tym).
    Ty wiesz, jak w końcówce roku ciskałam się z powodu szkoły - rozgardiasz w domu nie pozwoliłby mi odpocząć.

    Bierz kije (hmm, a może jakoś inaczej mogę się do Ciebie zwracać?), zdjęcia chętnie obejrzę, bo na żywo chyba nie tak szybko: kapkę daleko mi do Twojego miasta.

    OdpowiedzUsuń
  18. Byle do końca roku. I ochoczo wierzymy, że nowe będzie lepsze :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. fajny blog . (:

    obserwujemy .? ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. ważne, że dobrze, spokojnie i po Twojemu:)

    OdpowiedzUsuń
  21. It's going to be fine - widzę, że pod pewnymi względami Święta upłynęły nam podobnie - chociaż ja nie byłam sama - a nawet jakbym była, to bym nie była, cokolwiek to znaczy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kendżi, przyznam, że póki co czarno ten kolejny rok widzę...

    Werii, transakcja wiązana?

    Przyszywana, bardzo po mojemu trzeba przyznać :)

    Kasiu, w sumie miałam podobnie: też byłam sama, a jakby nie sama :)
    I dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tanya, szczęśliwego Nowego Roku! Takiego naprawdę szczęśliwego!!!!!
    PS. Nadal uważam, że o kłamliwości nie ma mowy:P Wybrałaś mniejsze zło, gdybyś powiedziała prawdę, mogłoby nie być mowy o... ciszy:P

    OdpowiedzUsuń
  24. I ja dokładam się do życzeń :))) Oby kolejny rok był tylko lepszy od poprzedniego. Myślę, że tyle nas w zupełności zadowoli :)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Liv, dziękuję i wzajemnie :)
    O, gdybym powiedziała prawdę, pewnie bym dostała nakaz przyjścia na jedna taką wigilię, a to byłoby ponad moje siły.

    Kendżi, ja myślę, że zdecydowanie. I do tego mam szansę spełnienia, bo dla mnie łatwo o lepszy rok. I wzajemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Tanyu, wiele dobrego na ten Nowy Roczek... :)*

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziękuję i jeszcze raz równie dobrego, Clisho :)*

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziękuję:) Mawiają, że grunt to dobrze zacząć. Jak na razie u mnie początek Nowego całkiem niezły. Wyspałam się, pobyłam na skypie z rodzinką i błogi święty spokój wokół...

    OdpowiedzUsuń
  29. Do Siego Roku Tanya :)))

    OdpowiedzUsuń
  30. Chyba Cię rozumiem. Jeśli założyć że wszystko zależy od podejścia, to można się nie martwić świętami w pojedynkę, bo czasem trzeba odpocząć, więc dlaczego by nie w święta? :D Telewizja i książki mieszają nam w głowach.. A prawda jest taka że najważniejsze jest by Nam było dobrze.
    I tego właśnie życzę Ci na ten rok by był lepszym od poprzedniego ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. Clisho, u mnie za to leniwie, co wydaje się standardem od lat :))

    Polluśka, najlepszego!

    Pencil, właśnie, dlaczego nie w święta? Wszak to jeden z lepszych momentów: jest wolne, człowiek się nie spieszy, jest cza na pobycie z sobą.
    Wzajemnie: dobrego roku :)

    OdpowiedzUsuń