Po jednym z ubiegłorocznych szkoleń, nudnym jak flaki z olejem i prowadzonym znów przez tą samą panią, która potwierdza jedynie moją zapożyczoną teorię, że jeśli ktoś jest od wszystkiego, jest do niczego, została mi w głowie refleksja, że posiadam inteligencję chaotyczną. Towarzysząca mi od pewnego czasu sieczka w głowie nie jest bowiem niczym nowym, a zastąpiła jedynie zwykle względnie poukładane rozchełstanie, które od biedy można by nazwać artystycznym nieładem, gdyby nie fakt, że moja inteligencja wizualno-przestrzenna równa jest niemal zeru. Przynajmniej tak by się mogło wydawać w pierwszej chwili i na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Wyobrażenie sobie jakiejś przestrzeni i zagospodarowanie jej w myślach jest dla mnie co najmniej kosmosem: póki nie wymierzę, mogę mieć pewność, że dywan okaże się za duży, szafka za wysoka, a fotel za szeroki, dla mnie bowiem dwadzieścia centymetrów mierzy tyle samo co pół metra. Jednocześnie specjaliści tłumaczą, że ten aspekt ludzkiego umysłu może zahaczać o metaforyczne myślenie, co zdaje się do mnie niejako pasować, biorąc pod uwagę nieporządek z mojej głowie. Inteligencją powyższą na pewno jednak grzeszy majowe kocię, zwane Nikitą. Kocię dawno już straciło swoje kocięce rozmiary i zmieniło się w dość pokaźną kulkę rudo-białej sierści, która upierdliwie wpasowuje się w niewielką przestrzeń między moim ciałem, a laptopem, zawsze bezbłędnie wyliczając, jak mocno zwinąć kocie ciało, by całe zmieściło się na tej niewielkiej powierzchni. Zwinięty w mruczący kłębek Nikita dość skutecznie powstrzymuje mnie przed rozwijaniem największego z moich atutów, czyli inteligencji lingwistycznej. Błogosławieni ci, którzy wymyślili autokorektę, bo tylko dzięki nim ta notka nie jest naszpikowana literówkami wszelkiej maści, świadczącymi, że nie takam mądra, na jaką się kreuję. Nie da się jednak zaprzeczyć, że zabawę słowami lubię, nie tylko gadając jak najęta i wypisując tutaj swoje filozofie niemal od zarania moich internetowych dziejów, ale i składając wyrazy w niestrawialną sieczkę, co nie tylko mnie nie zawstydza, a wręcz bawi nieprzyzwoicie. Co więcej, specjaliści informują, że człowiek obdarzony w dużym stopniu inteligencją językową ma tendencje do pamiętania rzeczy mniej istotnych, co wydaje się być moją domeną. Często zapominam o rzeczach obiektywnie ważnych, podczas gdy magazynuję w głowie informacje pozornie błahe, aczkolwiek niezbędne do moich prywatnych szczęść i dobrych samopoczuć, które egoistycznie traktuję jako coś najistotniejszego na świecie. Ot, jestem niemal pewna, że jutro zapomnę oddać do sekretariatu listę uczelnianych wyborów moich tegorocznych maturzystów, za to do końca życia pielęgnować będę w pamięci piątkowy koncert Chóru Aleksandrowa. Nic to, że inteligencję muzyczną, wedle testu, mam najniżej rozwiniętą, akurat to muzyczne przeżycie z niewieloma się może równać. Nie ma więc większego znaczenia fakt, że tylko jedna, góra dwie piosenki kojarzą mi się z konkretnymi wydarzeniami ani że muzyki słucham od wielkich dzwonów, a i wtedy dość kociej, rosyjskiego chóru słuchałam już wcześniej z niekłamaną przyjemnością, na żywo zaś wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Jeszcze kilka takich koncertów i zamiast wypisywać tutaj myśli, będę Wam je przekazywać śpiewająco. Albo chociaż mrucząco. Zupełnie jak Nikita.
Test można zrobić TUTAJ.
Ja muzyczną, nie wiem, czy inteligencję, ale na pewno znajomość mam dobrze rozwiniętą, a chóru Aleksandrowa /nie tylko jego, oczywiście, ale o nim piszemy/ mogę słuchać 'na okrągło'... Kiedy byli u nas w maju, nie chciałam wyjść z widowni, ociągałam się, jak mogłam, Kobietka też:)
OdpowiedzUsuńJest coś w tym, co piszesz... Ja chyba też mam chaotyczną, nazwijmy ją przez litość inteligencją... Potrafię zapomnieć o postawionym na gazie garnku z ziemniakami, ale nie zapomnę jakiegoś gestu..., słowa..., spojrzenia... sprzed lat, albo sprzed chwili...
Ja zapominam o takich rzeczach, ze czasem się boję:)
OdpowiedzUsuńhehe, te rozne rodzaje inteligencji to mnie ostatnio przesladuja - ostatnio robilam test z Focusa, z ktorego sie okazalo ze jestem strasznie genialan;D Mysle ze glowna informacja na temat mojej inteligencji bylo to, ze stwierdzilam ze test byl glupi:D
OdpowiedzUsuńTak to juz jest,nikt nigdy nie bedzie perfekcyjny,ale fajnie jest ,ze mamy mnogosc rozpatrywan i wyobrazen,no i zainteresowan wlasnie,to nic,ze czesto zapominamy,wracamy lub zajmujemy sie czyms innym. Takie juz wlasnie jestesmy,kobiety,pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńTwoja inteligencja chwilami mnie przeraża :) A tak na poważnie to jestem pełna uznania dla Twojej osoby, piszesz tak że chwilami odlatuję w inny nieznany mi wymiar. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńkolejna notka pod którą i ja mogłabym się podpisać bo mam to samo :) i z zapamiętywaniem niepotrzebnych rzeczy i z tym, że 20 cm równa się u mnie 2 metrom :)
OdpowiedzUsuńO kurczę, jak dobrze jest się w końcu dowiedzieć. Ja też to mam, inteligencję chaotyczną znaczy, tylko do dziś nie wiedziałam jak to nazwać! Dzięki Ci :)
OdpowiedzUsuńLiv, ta teoria inteligencji jest super sprawą, bo wedle niej każdy jest inteligentny i już. Inna rzecz, że i wedle innych teorii, ja co do Twojej inteligencji wątpliwości nie mam i bez dyskusji mi tu proszę, bo jestem zmarznięta i wykończona czterema wymuszonymi wieczorami przy świecach - dziś wreszcie przyszedł elektryk i zaśpiewał jak ten złotnik w jednym z muzycznych programów ;)
OdpowiedzUsuńA Chór Aleksandrowa cudowny jest! Ja w ogóle uwielbiam rosyjskie piosenki :)
Nikki, w związku z tym, że zapominam od urodzenia, już się dawno przestałam bać ;p
Zielona, w swój geniusz należy wierzyć całą sobą, bo kto za nas w to uwierzy, hę?
Ale Ty już wiesz, że ja jestem w sobie zakochana, to i w geniusz mój, jaki by nie był, wierzę święcie :))
Josno, i na szczęście! Nie wyobrażam sobie w ogóle świata ludzi identycznych. Ani świata genialnych we wszystkim.
Marlenko, dziękuję. Ale bać się nie ma czego, ja tam zwykła baba jestem, jeno w słowa tak to ubiorę czasem, że człowiekowi się wydaje nie wiadomo co :)))
Polluśka, w sumie czymże jest to jedno zero i przedrostek "centy-" przed metrem, nie?
P.K., a jak powiedziałam w pokoju nauczycielskim, że mi taka wyszła, to mi rzekli, że takiej nie ma - ach, i nie znają się wcale, i wyobraźni im brak, no!
no jasne, że tak :)
OdpowiedzUsuńTo takie same nic, jak jeden - pardon - pieprzony kabelek, przez który dziś znów nie mieliśmy światła przez cały dzień.
OdpowiedzUsuńO tym chórze to tylko słyszałam, ale same cudowne rzeczy. A co do pamięci, to też mam coś takiego, że pamiętam dobrze drobiazgi, a ważne rzeczy mi nieraz umykają. Heh...
OdpowiedzUsuńWrzuć w youtube, to się przekonasz na własne uszy, choć... żaden film nie przebije koncertu na żywo, wiadomo.
OdpowiedzUsuńa pocałuj ty mnie...
OdpowiedzUsuń