Cud jest dla mnie szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Wyłącznie. W mojej teorii nie bez znaczenia jest zapewne fakt, że żadnego nie doświadczyłam, a moja niewierna natura nie wierzy, póki nie dotknie, nie poczuje, nie zobaczy choćby. Niemniej cuda pojawiają się i wokół mnie. Czasem cudem ktoś prześliźnie się przez egzaminacyjne sito, czasem cudem się ktoś nie pośliźnie na banalnym zagadnieniu, czasem cudem uda mi się nie zapomnieć o wypełnieniu tysiąc pięćset sto dziewięćsetnego świstka, czasem cudem uda mi się pamiętać to, o czym inni nie zapominają nigdy. I tak dalej. Życie jak każde inne. Żadne mecyje. Od czasu do czasu jednak, zupełnie znienacka gruchnie w pipidówce wieść o cudzie prawdziwym. Jak wtedy, kiedy na brzozie pod sąsiednią wioską pokazał się wizerunek Jezusa. Się wtedy działo. Przez cudowny las przewijały się tłumy z bliska i z daleka, pojawiła się prasa, zawitała telewizja. Każdy chciał zobaczyć wyłuskaną spośród innych drzew świętą brzozę. Jedni się modlili, inni sensacji szukali, jeszcze inni ciekawością wiedzeni na własne oczy chcieli się przekonać, czy Jezus dobrze jest widoczny, czy tylko czyjaś bujna wyobraźnia zaraziła gawiedź i wywołała falę religijnej histerii. Faktem jest, że i najbardziej wierzący i najbardziej zatwardziali w niewierze ciągnęli do lasu brzozę oglądać. Wszyscy oprócz mnie. Ja najpierw wybierałam się niczym sójka za morze, potem cudowne drzewo zniknęło w odmętach mojej niepamięci. Aż tu kilka dni temu czytam na popularnym portalu społecznościowym, że kto żyw i kto lokalny patriota, winien głosować w konkursie na drzewo roku. Głos swój, to oczywiste, oddać należy na ową brzozę, zgłoszoną do konkursu przez dwoje uczniów naszej szkoły. Jak się dziś okazało, inicjatywa wcale nie jest błaha, ani tym bardziej humorystyczna, zgłoszenie bowiem zostało wybrane spośród ponad osiemdziesięciu innych, profesjonalnie obfotografowane przez specjalistę ze stolicy i umieszczone na stronie internetowej akcji. Zakwalifikowane do finałowej szesnastki w chwili pisania notki zajmowało zaszczytne szóste miejsce. Pisanina powyższa, wiadomo, bezinteresowna nie jest, bo obiecałam dzieciakom, że ich typ rozpropaguję. Proszę więc o klikanie TUTAJ, wybieranie obrazka z brzozą z Michałowa i głosowanie do upadłego.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńAir, przeczytałeś w ogóle opis drzewa na stronie? Zadałeś sobie w ogóle taki trud? I zrozumiałeś moje słowa w notce? Czy tylko od razu huzia na Józia, czyli na głosowanie?
OdpowiedzUsuńI wolałabym, żebyś tym razem mnie przeprosił.
Zagłosowane:)Lubię drzewa, a do brzóz mam sentyment z dzieciństwa. Do pięknych legend również:)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, i brzozy są pięknymi drzewami i legendę dzieciaki wygrzebały taką, której wcześniej nie słyszałam.
ja zagłosowałam owkors ;DDD
OdpowiedzUsuńProsisz i masz...głos oddany ;)
OdpowiedzUsuńDzięki dziewczyny: dla dobrej sprawy, dla frajdy dzieciaków, dla zabawy :)
OdpowiedzUsuńRzecz polega na nieporozumieniu . Nie czytałem i nie zaglądałem na opis drzewa , wystarczył sos świętości . Za niezrozumienie intencji przepraszam .
OdpowiedzUsuńPrzyjmuję.
OdpowiedzUsuńGdyby opis zmuszał do głosowania w imię świętości drzewa zamiast być opisem faktów mających miejsce pod pipidówką jakiś czas temu, nigdy bym tutaj linka nie opublikowała.
No to się zagłębiam w czytanie :)))
OdpowiedzUsuńZa wiele napisane to tam nie jest ;)
OdpowiedzUsuńAlem poczytała, kliknęła w drzewko i zrobiła co trzeba :)))
OdpowiedzUsuńPo wszystkim muszę zmusić dzieciaki, żeby Wam jakieś dyplomy dziękczynne przygotowały ;)))
OdpowiedzUsuńMogą być nawet wirtualne :)))
OdpowiedzUsuń