(Stanisław Jerzy Lec)
Władza to delikatna materia. Trzeba z nią jak z jajkiem, chuchać na nią i dmuchać i niczym nie urażać, w żaden sposób nie urągać, nie dopiekać, złego słowa o niej nie mówić. Tymczasem, po dłuższej chwili złagodnienia, mnie się ponownie coraz częściej zbiera na jawne strofowanie takiej czy innej władzy. W swojej naiwności wciąż jeszcze wierzę, że potraktowana konstruktywną krytyką władza weźmie ją sobie do serca i otworzy oczy na pewne kwestie, których w ferworze rządzenia być może nie zauważyła. Które pominęła, nie inaczej, zupełnie nieświadomie i tylko dlatego sprawia wrażenie, że to społeczeństwo jest dla niej, a nie ona dla społeczeństwa. Wstyd mi jedynie, że w momencie przypominania o odpowiednim miejscu na lokalnej ziemi pozwoliłam, by zabuzowały we mnie emocje i nie owinęłam powyższych słów w bawełnianą szmatkę, a rzuciłam je prosto z mostu, jakże nierozważnie. I masz ci los, się władza pogniewała i przez pewien czas odzywała do mnie jedynie w razie niezbędnej konieczności, co zresztą aż tak mną nie wstrząsnęło, ta konkretna władza bowiem ma tendencję do nadużywania rozpolitykowanej nowomowy. Do tego każdemu mówi, co mu miłe słyszeć, a to doprowadza mnie do stanu wrzenia, lizusostwa bowiem nie dzierżę. Niczym innym bowiem jest słodzenie do uszka władzy jeszcze wyższej, która to niższych szczeblem w garści mocno trzyma i trzeba mieć sporo cywilnej odwagi, by w okolicy najwyższemu się przeciwstawić. Nie dzieje się tak od wczoraj. Najwyższy już dawno chwycił mu podległych za gardła i, ufny w swoją bezkarność i wszechmoc i od lat do uległości przyzwyczajony, ani na krztynę nie popuszcza. Ci, którzy się buntują, kończą zwykle jak niepyszni, nie mają bowiem poparcia większości, są samotną donkiszoterią. Brawa im się należą, choć niewiele zwojują, zduszeni przez apatyczną większość. W tym miejscu chciałoby się rzec, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie, i że kiedyś w końcu minie ta poddańcza paranoja strachu, którą władza, nie tylko w gminie najwyższa, sobie wypracowała. Nic na to jednak nie wskazuje. Ba, obserwując moje codzienne podwórko można raczej wysnuć wniosek, że coraz głębiej w psychozę popadamy, pozwalamy sobą manipulować, dusimy w zarodku własne punkty widzenia, milczymy posłusznie, nawet kiedy gotuje się w nas sprzeciw. Kilku donkiszotów zostaje zwykle zbytych ciszą współtowarzyszy niedoli i banalnymi słówkami władzy. A przecież rządzenie przy pomocy zastraszania świadczy o słabości władzy, o jej niepewności siebie, o nieposiadaniu rzeczowych argumentów, o kompleksach. Taka władza lubi podwładnych cichych, nieoponujących, niezbyt lotnych. Należy jednak pamiętać, by władzy jakiegokolwiek szczebla nie wypominać ani strachu, ani skurczonego myślenia, wtedy bowiem władza się jeży i obrusza, wiadomo przecież, że bać się mogą maluczcy, nie rządzący. Ci, którzy koła sterowego choćby małym palcem dotykają nieustraszeni są i nawet jeśli gną się pod naciskami tych, którzy wyżej, robią to z własnej i nieprzymuszonej woli, na ochotnika całując ziemię, po której stąpa zwierzchnik. Ja, cóż, całować ziemi niczyjej nie zamierzam, wielce to jest bowiem niehigieniczne. Poza tym, obcowałam z władzą przez ładnych kilka lat, mój własny ojciec był najpierw wójtem, potem burmistrzem, dlatego też sam fakt bycia władzą nie robi na mnie wielkiego wrażenia i nie toleruję postawy jestem przy władzy, więc klękajcie przede mną narody. Dzieje się wokół mnie tyle rzeczy, które nie powinny mieć miejsca, że przez wakacje zamierzam naładować akumulatory, a potem upierdliwie podszarpywać delikatną materię.
--
Najbardziej tępi przedstawiciele władzy są najbardziej skurwysyńscy. Postuluję, żebyśmy jeszcze płynniej w dupę wchodzili temu, który rzuca nam pod nogi największe kłody. Znów rzucił, głównie on. A my we wrześniu zaprosimy go na pierwszy dzwonek, poczęstujemy kawą, uśmiechem i radosnym słowem. On zaś nam się odwdzięczy pustą nowomową, naszpikowaną fałszem i samozadowoleniem. Na dziewięćdziesiąt kilka procent tę potyczkę przegraliśmy - ufam, że wyciągniemy z niej wnioski i nauczymy się nie płaszczyć przez niczego sobą niereprezentującym bucem, który myśli, że na ziemi jest pierwszym po Bogu. Przyznaję, spodziewałam się porażki, ale nie bycie wbitym w ziemię przez kogoś, kto z urzędu winien reprezentować nasze interesy. Gorszy od kultu jednostki jest kult zera. Święta prawda.
--
Najbardziej tępi przedstawiciele władzy są najbardziej skurwysyńscy. Postuluję, żebyśmy jeszcze płynniej w dupę wchodzili temu, który rzuca nam pod nogi największe kłody. Znów rzucił, głównie on. A my we wrześniu zaprosimy go na pierwszy dzwonek, poczęstujemy kawą, uśmiechem i radosnym słowem. On zaś nam się odwdzięczy pustą nowomową, naszpikowaną fałszem i samozadowoleniem. Na dziewięćdziesiąt kilka procent tę potyczkę przegraliśmy - ufam, że wyciągniemy z niej wnioski i nauczymy się nie płaszczyć przez niczego sobą niereprezentującym bucem, który myśli, że na ziemi jest pierwszym po Bogu. Przyznaję, spodziewałam się porażki, ale nie bycie wbitym w ziemię przez kogoś, kto z urzędu winien reprezentować nasze interesy. Gorszy od kultu jednostki jest kult zera. Święta prawda.
dobrze wiesz, że to walka z wiatrakami ale ktoś walczyć musi ...
OdpowiedzUsuńWakacje mówisz? i ja pokładam w nich wiele nadziei, akumulatory już dawno rozładowane...odpocznij kochana i nabierz dystansu. Cała reszta poczeka na Twój powrót...
OdpowiedzUsuńByłoby milej i bezpieczniej i słitaśniej umieć mówić to, co chcą słyszeć. Żyłoby się spokojniej, ale czy jest sens tłamsić w sobie emocje i udawać? Może i jest, ale jednak nie każdy potrafi - ja na pewno nie.
OdpowiedzUsuńWładza jest... władcza i lekko zaślepiona. Można z nią walczyć, ale tylko wtedy, gdy samemu się dzierży władzę ;) Buziak Don Kichocie!
OdpowiedzUsuńCóż władza jest władzą i zawsze świeci onieśmielającym blaskiem .
OdpowiedzUsuńWiem, Polluśka, ale czasem wypowiedzenie własnego zdania daje satysfakcję. Tylko/aż tyle...
OdpowiedzUsuńObawiam się, Marlenko, że z tym dystansem trudno będzie: jeszcze mnie czeka kilka dni nakręcania się i będą to gorące dni.
Ken G., ci mili i słitaśni właśnie mi po akcji mówią, że fajnie jest mieć taką mnie. No fajnie, samemu można bezpiecznie milczeć, a ktoś odwali robotę, sic!
Aguśka, z władzą poza pipidówką i z władzą najwyższą w pipidówce walczyć nie zamierzam, bo moja bezpośrednia władza i tak przed nimi klęknie, ale w szkole rada pedagogiczna też powinna mieć coś do powiedzenia, a u nas... pożal się Boże. Dyrekcja wie, że odezwie się kilka osób z kilkudziesięciu.
Air, niezaprzeczalnie, ale... być nieśmiałym czy drżeć przed jakimś, pardon, siuśmajtkiem, którego się pamięta z czasów, kiedy pieluchę w zębach nosił?
Walka z wiatrakami, ale walczyć ktoś musi, więc ładuj baterie i ... powodzenia :)
OdpowiedzUsuńO ileż jednak lepiej by było, gdyby walczyli wszyscy, gdyby dali się choć porwać, kiedy ktoś zrobi pierwszy krok...
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
ech, władza taka była zawsze i jeszcze nikt nie wygrał... ale nie każdy lubi/potrafi być bierny, więc lepiej ładować akumulatory na podszczypywanie:)
OdpowiedzUsuńNie szykuję się na jakieś spektakularne sukcesy. Hmm, właściwie wcale nie szykuję się na sukcesy, ale może to podszczypywanie zmusi tych, którzy cicho siedzą, a myślą podobnie do przyłączenia się do szczypania. W kupie siła, mówią.
OdpowiedzUsuńprzez wakacje zdarzysz sie tak naladowac, ze mozesz niechcacy w roku szkolnym uczniow niebezpiecznie napromieniowac :)
OdpowiedzUsuńcos mi sie zrymowalo nieopatrznie
Pewnie dlatego przewidująca dyrekcja nie dała mi w przyszłym roku wychowawstwa: zawsze to mniejsze niebezpieczeństwo skażenia ;)
OdpowiedzUsuńWiem coś o tej konstruktywnej krytyce, Tanyu. Za transparent o treści krytykującej rząd płaci się słone pieniążki...
OdpowiedzUsuńGdybym chciała dziś napisać wszystko to, co myślę o wyższej władzy, a zwłaszcza o jednym jej przedstawicielu, pewnie nie wypłaciłabym się do końca życia. Bo nie byłaby to żadna konstruktywna krytyka, a bluzgi, jak ten w dopisku, pomnożone przez nieskończoność.
OdpowiedzUsuńBezpiecznie i wygodnie jest potakiwać każdemu na boku i wypychać przed siebie bohatera, który odwali za nas brudną robotę. Taki wygodny człowiek oficjalnie jest przyjazny wszystkim, bo nikomu nic szczerze w oczy nie powie. Znam przynajmniej jedną taką osobę i nie wiem czy bardziej nią gardzę czy jest mi jej żal.
OdpowiedzUsuńOch, to u nas gardziłabyś zdecydowaną większością: wszyscy mocni w gębie, gdy dyrekcja nie słyszy...
OdpowiedzUsuńPo takich "bohaterskich" scysjach z dyrekcją wcale nie czuję się bohatersko, czuję się raczej jak pyskacz pierwszej wody, taki mało okrzesany, na którego wszyscy patrzą z politowaniem, że znów wyskoczył przed szereg. Ale czasem zdzierżyć nie mogę, choć nauczyłam się odzywać jedynie w ważnych sprawach. Ostatnio do tego nauczono mnie milczeć jeszcze skuteczniej, ale o tym u mnie jak znajdę chęć do napisania.