24 września 2011

Gorzka pewność..

To przekonanie siedziało we mnie od dłuższego czasu, nieprzyjemnie zaskakujące jest jednak uczucie nabrania pewności, że atmosferę paranoi budujemy sami, choć cała wina skrupia się na dyrekcji. Fakt, ona potrafi być nieprzyjemnie złośliwa, lubi pogniewać się niczym histeryczna małolata, nie znosi podważania swojego zdania, często grając alfę i omegę, sprowadzając nas do poziomu niemających prawa głosu maluczkich, ma swoich pupilków, a tych, którzy raz podpadli niejednokrotnie przez długi czas traktuje jak powietrze i nie docenia, choćby na rzęsach stawali, starając się działać na różnych polach zawodowych, jednak nie jest osobą, której należałoby się panicznie bać. Niestety, część osób, dorosłych i, jakby nie było, wykształconych i ogładzonych, drży na sam jej widok, zniżając głos, zawieszając rozmowę czy tłumiąc zdrowy śmiech, gdy się pojawi. Pozwalamy się tłamsić, w jej obecności niejeden raz przebieramy nóżkami niczym mające coś za uszami uczniaki, malejemy na własne życzenie. Kiedy dyrekcja wchodzi do pokoju, atmosfera staje się podobna panującej w rodzinnym grobie. Odważni stajemy się za jej plecami. Sama dyrekcja zaś, widząc świetnie, że może pozwolić sobie na coraz więcej i więcej, wykorzystuje sprzyjające warunki i narzuca własny, nie zawsze jedynie słuszny, kierunek. My zaś wmawiamy sobie, że to ona nas gnębi, podczas gdy w głównej mierze terroryzujemy się sami. Od wewnątrz.