...i dwadzieścia sześć dni. O ile dobrze policzyłam moim paskudnie niematematycznym mózgiem. Ktoś mi dziś przypomniał o tym miejscu, zajrzałam więc. Nie, nie zaczytałam się we własnych słowach, zwyczajowo rzadko wracam do już napisanego, ale sentyment ogarnął mnie jakiś niepowstrzymany i pomyślałam, że może choć kilka liter, zostawię choć kilka słów. Pracuję, gdzie pracowałam, z ludźmi, którzy i wtedy byli, tylko dzieci zmieniają się jak w kalejdoskopie, wciąż nowi i inni, a jakby niezmiennie tacy sami. Ja taka sama nie jestem. Zmieniłam delikatnie opakowanie, wnętrze wywróciłam do góry nogami. Jakby nie ja, a jednak wciąż ja. Bo, tak najpewniej się zdarzyło, sobą nie byłam przez ostatnie kilka lat. Wracam do siebie. Wcale nie nieśmiało, a z hukiem słyszanym spoza czterech ścian. Wracam pospiesznie, niedelikatnie, nachalnie, bezczelnie, zachłannie i lubię właśnie tak. Sprawę ułatwia pandemia. Choć są dni, kiedy nudzę się jak przysłowiowy mops, niekończące się przeglądanie, wyszukiwanie, tłumaczenie i wykładanie zajmuje całe wiosenne dni. Wygodnie nie mieć czasu. Nawet, kiedy zza pazuchy wyziera wodzony leń.
Opublikuj. Lekki dreszczyk. Uff.
OdpowiedzUsuńDobrze znów Cię poczytać.
Serdeczności Tanyu.
Nie mam pojęcia, co mi z tego wyjdzie, Roksanno, ale w majowy weekend muszę koniecznie do Was zajrzeć, zobaczyć, kto jeszcze tu jest.
UsuńBuziaki.
Droga tanyu, od lat wierzyłam, że kiedyś się odezwiesz, dlatego link do Twojego bloga przez ten czas tkwił na moich blogach.
OdpowiedzUsuńMoże napiszesz więcej o tym, co się z Tobą działo.
Serdeczności, jako że nie jestem chora na koronawirusa, całuję Cię w czasach zarazy.
Kochana Aniu, w skrócie: była liczba mnoga, jest liczba pojedyncza, im dalej w las, tym mniej rozkosznie się działo. A poza tym, robię się taką specjalistką od nauczania zdalnego, że niedługo w ogóle mogę nie wracać do szkółki ;)
UsuńCałuję również niezawirusowana.
Rozumiem, co mi chciałaś powiedzieć. Cóż, takie jest życie.
UsuńRaz nagrywałam program dla Telewizji Edukacyjnej, kupiłam niesamowicie wysokie szpilki i byłam wściekła, bo pokazywano mnie tylko do połowy. Szpilki do tej pory leżą w szafce, bo nie da się w nich chodzić.
Buziaki dalej niezarażone i bez maseczki.
Widziałam Twój komunikat o powrocie i miałam zajrzeć, ale w ferworze ostatnich zdarzeń wypadło mi z głowy. Czuję się po części usprawiedliwiona, bo i tak nie zniknęłaś mi z oczu :)
OdpowiedzUsuńNo cześć :)
OdpowiedzUsuńWitaj z powrotem :)
OdpowiedzUsuń