Lubię. Szalenie lubię być, z kim jestem. I niezmiernie cenię sobie aktualną nieznośną lekkość bytu, choć wydawać by się mogło, że lepiej czuję się w przyciężkiej depresyjnej aurze. Poranne zniechęcenie, wywołane przeziębieniem i musem pójścia do szkoły, podczas gdy cała Polska świętuje poza szkolnymi murami, uleciało w niepamięć, zamalowane rudością drzew, kaczą nadpobudliwością i fantastycznym towarzystwem tych, którzy chcą pobyć razem pomimo codziennego zagryzania się. Lubię spędzać nieformalnie czas z ludźmi, z którymi pracuję. To oni trzymają mnie w miejscu, które niejednokrotnie przyprawia mnie o furię niewartą funta kłaków. Nic to, że czasem drę z nimi koty. Nieistotne, że różnimy się poglądami niejednakimi jak dzień i noc. Nieważne, że wściekam się na ich schowane w piasek głowy. Liczy się fakt, że dzwoni ostatni dzwonek, za szkolnymi drzwiami zostawiamy niesnaski i jedziemy w plener wódkę razem pić.
Lubię. Szalenie lubię być, z kim jestem. Mam jakieś nieopisane szczęście do ludzi. Wbrew mojej paskudnie kłótliwej naturze, żyję w zgodzie z gremialnie nielubianą matematyczką, z bibliotekarką żywcem przeniesioną z jesieni średniowiecza, z zadufaną w sobie księgową, z nieposiadającą krztyny dystansu do siebie polonistką, z masakrującą rodzimą mowę pedagożką o duszy urzędnika idealnego, z molestującym mnie o postne piątki księdzem, z wiecznie nadąsanym biologiem, z germanistką buchającą nieokiełznanym chaosem. Wszyscy oni w niewiadomy sposób radzą sobie z moim rozedrganym ego, tolerują moje histerie i fanaberie, znoszą powykrzywiane teorie i beznadziejnie marudne dni.
Lubię. Szalenie lubię być, z kim jestem. Przegadywać czterdziestopięciominutowe wychowawcze, jakby trwały kilka chwil, kontynuować dyskusje na przerwach, na portalu, nad zalewem, w lesie, gdzie tylko się da. Mam szczęście do rozgadanych klas, do młodych ludzi dzielących się ze mną opiniami wyważonymi i nie. Nie moderuję swoich i ich emocji, czasem staję przed nimi nieosłonięta, czasem oni obnażają swoje złe sny. Temat nie robi nam różnicy, możemy roztrząsać patriotyzm, seks na półmetku, skutki Krokodila, sukces Demonologii II i dlaczego między jednym a drugim tysiącem warto w człowieczeństwie tkwić. Najpiękniejsze w każdej z moich klas jest jednak to, że naprawdę lubią ze sobą być.
Jak ja lubię taki stan;-)
OdpowiedzUsuńJa też. Tylko musiałam sobie przypomnieć jak to jest :)
UsuńTeż lubiłam być,z kim byłam:)Parę lat temu skopiowałabym na bezczela Twój post:)
OdpowiedzUsuńTo miłe uczucie, że wciąż lubię. Bo wiesz, że pominęłam litościwym milczeniem jedyną, z którą bywać nie znoszę.
Usuńja też lubię. lubię kawę w sobotnie przedpołudnie. lubię jesień za jej kolory. lubię być ze sobą. i lubię moją pracę.
OdpowiedzUsuńnaprawdę masz bibliotekarkę z jesieni średniowiecza i pedagog z zamiłowaniem do... świętej inkwizycji (tak nazywam czasami urząd gminy). powiem Ci jedno - fajnie masz, ciekawie masz:))
Naprawdę. Pedagog szafuje świętym oburzeniem w każdej sytuacji, przez co niewielu chce z nią gadać, za to papierki ma w takim porządku, że czasem jej zazdroszczę. Bo ja papierków nie miewam. I gdyby przyszło co do czego, to ona miałaby podkładki na tysiąc rozmów, a ja na żadną, choć jest dokładnie odwrotnie. I naprawdę bibliotekarkę mamy z najczarniejszego średniowiecza, ale ją akurat lubię. Pedagożkę jakby mniej.
UsuńJesień kolorystycznie wymiata, bez dwóch zdań! Zdjęć już jej narobiłam tyle, że mi się dysk zapycha :)
Ona jest podobna... do mnie. Ja też mam w szafkach i szufladach taki porządek że powinnam się w Niemczech urodzić bo wiadomo że u nich ordnung muss sein;))
Usuńi u nas w gminnej bibliotece mamy taką Czarną Damę i też ją lubię bo nie wtrąca się ile ja wypożyczam.
ja podziwiam jesień. patrzę, patrzę a liście czekają na mnie i miotłę;)) bo jak nie ja to kto posprząta? ale jeszcze trochę popatrzę:))
Ja też się powinnam w Niemczech urodzić, bo kocham ich ordnung na ulicach. U nas jest jakieś "pożal-się-boże". Ale wiesz, kiedy byłam na obiedzie w Niemczech u Niemki to w domu miała taki fantastyczny chaos, że nawet ja mam mniejszy.
UsuńNasza bibliotekarka wizualnie jest bardzo dzisiejsza, poglądami sięga daleko wstecz. Ale to nic, pokłócić się można z nią fajnie. Obie to musimy lubić, bo kawkujemy nader często.
A jesień... jesień mnie wczoraj w euforię wpędziła. Dwie godziny na rowerze i dziś kaszlę jak gruźlik.
może to nie była Niemka ale może jakaś półkrwi - może ma w rodowodzie jakiś południowców bo im dalej na południe tym większy luz - wg mnie.
Usuńwięc kaszlesz - powinnaś więcej wychodzić, spacerować. to cię uodporni. ja często wychodzę, spaceruje, jeżdżę na rowerze i sprzątam - orzech już sprzątnięty ale jeszcze brzozy i jaśmin leci na mnie:)) staram się pochłaniać ten urok jesieni bo już za tydzień zmiana czasu...
Wydaje mi się, że Niemka pełną gębą z dziada pradziada. Widocznie taka, która burzy stereotypy. A te faktycznie mówią, że m dalej na południe, tym większy luz (o czym się przekonałam w Portugalii na własnej skórze), dlatego też powinnam się była urodzić choćby na południu Europy, bo mnie z niespiesznością jest dobrze.
UsuńZgodnie z Twoją radą w środę jadę na wycieczkę rowerową zakończoną ogniskiem. Oby tylko pogoda dopisała.
sądząc po prognozie ma być piękny tydzień więc baluj póki ładna pogoda.
Usuńmyślę że południowcy - nie tylko Ci z Hiszpanii i Portugalii ale ogólnie wszyscy na południe od nas - wzięli do serca jedno słowo - maniana. jutro zrobią, jutro pokażą, do jutra.
a mi się jednak marzy Francja. bo chciałabym na własne oczy zobaczyć Wieżę, Luwr, Notre-Dame... kiedyś odwiedzę. wierzę w to:))
Balowałam, było bosko! Rowerem po lesie, potem ognisko, znów wódeczka, tańce, śpiewy przy gitarze.
UsuńMnie się znów marzy Norwegia, co dziwne jest, bo przecież ja jestem ciepłolubna. Ale kto powiedział, że logiczna?
może Ci się po prostu marzy Norwegia w lecie. te białe noce, te tundry obsiane różnorodnym kwieciem, Oslo przed zachodem słońca...
Usuńi ja mam bogatą wyobraźnię. i sobie wszystko wizualizuję. i widzę płonące polana, gitarę, śpiewy, kiełbaski... w takich chwilach chce się żyć:))
...i trolle pod mostem, i magia pustkowi, i skandynawskie bóstwa rządzące światem.
UsuńTo marzenia, ale kolejne rowerowe wypady są tylko kwestią czasu :)
Ależ pięknie! Jak ja bym chciała pracować w szkole...
OdpowiedzUsuńMasz szczęście do ludzi? Pewnie tak, ale sądzę też, że i oni mają szczęście do Ciebie. :)
Mają, że zacytuję rozmowę z moimi ulubionymi uczniami: "Pewnie, że teraz wszystko jest doskonalsze, ja też jestem teraz bardziej idealna niż byłam w wieku siedemnastu lat" ;)))
UsuńCudownie, jak ja lubię szczęśliwych, zadowolonych i lubiących ludzi. Tacy sa perełkami....
OdpowiedzUsuńMnie więc w ostatnich dniach lubisz wyjątkowo: jestem nadmiernie euforystyczna ;)
Usuńi niech ten stan trwa jak najdłużej :)
OdpowiedzUsuńJa też. Lubię być z kimś, gadać, dyskutować, a nawet się posprzeczać, gdy jest taka potrzeba:))
OdpowiedzUsuńTak się składa, że jedna z najbliższych mi osób ma w wielu kwestiach totalnie odmienne od moich poglądy, ale rozumiemy się prawie bez słów. Bo ja się lubię różnić :)
UsuńFajnie jest lubić...bo lubić to taki fundament różnych relacji między tymi, z którymi lubi się być lub musi.To taka baza.Bez niej trudno byłoby wytrzymać, przetrzymać własne i innych wady i ułomności ;)
OdpowiedzUsuńFajnie. Dlatego cieszę się, że znów koncentruję się na lubieniu, zamiast na nielubieniu, jak to było w zeszłym roku. To nie był mój czas...
UsuńJakoś nie wierzę w tę wódkę w plenerze, ale najważniejsze, że odzyskałaś optymizm i dawną pogodę ducha.
OdpowiedzUsuńBuziaczki w zimną noc.
Jak bym cyk cyk, Aniu, w Dzień Edukacji Narodowej piłyśmy wódkę nad stawem. Jak żule prawie ;)
UsuńPowiem Ci, że poza blogiem śmiałam się zawsze nader często - tutaj wyrzucałam zgromadzone żale, bo gdzieś musiały znaleźć ujście.
Buziaczki wciąż w niezłym humorze.
Ojej, raz Ci się zdarzyło pić wódkę w gronie nauczycielskim, a myślałam, że codziennie. Moja młodsza siostra, też nauczycielka, po każdym święcie nauczyciela jechała z koleżeństwem nad rzekę, gdzie już piekło się dla nich prosię, o ile nie padał deszcz.
UsuńJa raczej nie wylewam swoich żalów na blogu, bo może się to obrócić przeciwko mnie, wszak trolli nie brakuje.
Nie wiem, czy słusznie tytuł tego postu kojarzy mi się z wierszem K. Przerwy- Tetmajera "Lubię, kiedy kobieta". Oczywiście tylko tytuł, a nie treść.
Buziaczki tradycyjnie bezalkoholowe.
Codziennie zdecydowanie odpada, bo ja generalnie wódki nie pijam. Chyba że ukraińską. O, na Ukrainie mogłabym być alkoholikiem, bo ichniejszą pijam, a się nie upijam, a przynajmniej nie jakoś szalenie.
UsuńOstatnio na Facebooku ktoś, kogo znam z bloga już kilka ładnych lat, podesłał mi linka z tym wywiadem ze mną, który w zamierzchłych czasach z okazji DEN przeprowadził ze mną Onet. Powiem Ci, że zamarłam, bo myślałam, że znów wyciągnęli go na światło dzienne, a to tylko Ona go znalazła przypadkiem. Jakoś na blogspocie czuję się mniej namierzalna.
I oczywiście, o Tetmajerze ani nie pomyślałam, pisząc powyższe :)
Buziaczki ze zdiagnozowaną właśnie przez moją Vice depresją dwubiegunową.
Boże, wódka ukraińska! A skąd znasz jej smak?
UsuńWywiad bardzo dobrze pamiętam, nawet napisałam pod nim kilka komentarzy.
Co to jest depresja dwubiegunowa i czym się objawia?
Buziaczki, jeśli już z jakąś depresją, to chyba jesienną.
W czerwcu tego roku przez tydzień gościliśmy uczniów i nauczycieli z ukraińskiej szkoły, więc sama wiesz...
UsuńW depresjach ostatnio się nie specjalizuję, ale ta objawia się znacznymi wahnięciami nastrojów: raz euforia, raz załamanie. Cierpiałam na to jednodniowo, więc strachu nie ma.
Buziaczki dziś w humorze przednim.
Pedagożka, wrr! Z automatu pazury mi się wysuwają, kiedy słyszę wszelkie "lożki". Niektóre z taką dumą się tak nazywają, że prawie rosną w oczach. Ja żem filolożka! ;)))
OdpowiedzUsuńA wiesz Ty, że ja w sumie nie używam tych "lożek" w ogóle, ale w tym przypadku jakoś tak mi się napisało. Ona sama mówi o sobie per pedagog, ale, niestety, pedagogiem jest marniutkim, choć dumnym szalenie, bo to dyrekcyjna pupilka. Ale ja, gaduła niemożliwa, z nią też gadam i nawet się czasem dogaduję.
UsuńA pani ministra już bawi mnie dokumentnie :)
A ja teolożka:-))
UsuńTo mamy dwie filolożki na jedna teolożkę ;))
UsuńJak przyjemnie się to czyta :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że nie musisz się stresować ludźmi wokół siebie. To bardzo ważne :)
W tym roku wybrałam niestresowanie się, niewściekanie się i chyba działa :)
UsuńCzłowieka, który lubi sam siebie od razu da się poznać. I fajnie, że w tej notce roi się od pozytywnych słów :) i o dziwo mam podobnie jak ty, tylko ja żyję w zgodzie z panią z dziekanatu :D
OdpowiedzUsuńLubię ludzi. Są wyjątki, to oczywiste, ale generalnie lubię ludzi bardzo. I cieszę się, że nareszcie znalazłam powód, by napisać coś pozytywnego. Tym bardziej, że poza blogiem się uśmiecham niemal non stop, a tutaj jakaś goryczka się skumulowała.
UsuńBo w gruncie rzeczy najważniejsi są ludzie.
OdpowiedzUsuńTak. I nieistotne, że mają skazy. A właściwie istotne, że je mają.
Usuńsporo spóźnione ale szczere życzenia z Okazji Dnia Nauczyciela składam ;D już tak jestem stara, że nie mam komu ;D no ale mam Ciebie to Tobie pożyczę cierpliwości i żeby było lepiej niż jest :)
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie, Polluśka! Cierpliwość się przyda, choć mniej na polu szkolnym, niestety.
UsuńWitaj :)
OdpowiedzUsuńJesteś dobrym, mądrym człowiekiem, ot co ;)
Pozdrawiam pięknie ;)
Dziękuję, Morgano, ale nie zawsze, nie wszędzie. Dziś właśnie nie jestem...
UsuńJestem pozytywnie zaskoczona :) Zawsze tak narzekałaś na nich wszystkich a okazuję się, że jednak jest ok, a przynajmniej ogólnie jest ok :P
OdpowiedzUsuńPowtarzam to co napisałam już kilka razy wyżej: zwyczajnie w tym roku nastawiłam się na lubienie. I dobrze mi to na nastrój wpływa. Nie spalam się głupotami i energii nabrałam, i znów mi się chce.
Usuńmnie zawsze zastanawia jakim cudem mam przyjaciol i jakim cudem rodzina ze mna wytrzymuje
OdpowiedzUsuńbo moja natura tez bardzo klotliwa, lubie postawic na swoim i ostatnie zdanie zawsze musi nalezec do mnie
fajnie ze na takie klasy trafiasz
pamietam godziny wychowawcze u mnie w szkole
wygladalo to mniej wiecej tak ze albo byly poprawy klas pracowych, albo wychowawca uzupelnial braki w dzienniku a my robilismy co chcemy lacznie z wyjsciem do osiedlowego sklepiku, czytaniem ksiazek i sluchaniem muzyki
Ostatnio też słuchaliśmy muzyki, ale nie każdy sobie, a uświadamiali mnie, co ich kręci. Ty wiesz, że ja nigdy (z pełną świadomością to piszę) na wychowawczej nie zrobiłam angielskiego, a nawet kiedy mi się nie chce z nimi gadać i zamierzam wypełniać dziennik i tak kończymy na rozmowach o byle czym. Wydaje mi się, że jestem jedyną fanatyczną wychowawczynią w szkole, która zawsze na wychowawczej rozmawia. I dlatego oni nigdy w wychowawczej nie chcą wyjść, nawet gdy jest okazja, co sprawia, że jestem dumna i blada :)
UsuńMiałam tak w zeszłym roku szkolnym, i w poprzednim, i jeszcze. Dlatego nie zazdroszczę. Chętnie wysłałabym Ci nieco mojego silnego postanowienia trwania w zadowoleniu i niedenerwowaniu się.
OdpowiedzUsuń