12 sierpnia 2011

Złapane w przelocie..

W zoo zwierzęta mają smutne oczy. Tęsknią za intymnością, zielenią i przestrzeniami nie do ogarnięcia. Dostają wysuszone trawniki, cuchnące baseny, miejsca okrojone kratami i tysiące wścibskich oczu. Sama bez pardonu zajrzałam w ich świat. Jak wiele z nich pamięta jeszcze aromat wolności?
W zoo najbardziej fascynują mnie dzikie koty i jaszczury. Pierwsze nieokiełznane, o oczach nieulęknionych i pazurach wdzierających się w ludzki strach; drugie skamieniałe, o duszach pamiętających nieistniejący świat.

Podczas gdy wielu marzy o spokoju zadupia i pipidówkowej ciszy, ja odpoczywam w mieście. Podekscytowana możliwościami, chłonę anonimowy gwar. Wtopiona w niezauważalność, daję się uwieść kafejkom, kinom, wystawom. Brodzę rwącą rzeką ulic unurzana w różnorodności po sam nos.

W tej chwili nie zaprzyjaźniłabym się z Marylin Monroe. Zanadto chimeryczna, zbytnio zapatrzona w siebie, totalnie drażniąca nieposkładaniem, osnuta manierą wielkości podszytej kompletną niepewnością. Kiedyś zrozumiałabym gnębiącą ją przepaść między gwiazdą a niechcianą dziewczynką, teraz nużą mnie rozchwiane przyjaźnie. Kontempluję z zadowoleniem moje dwie trzymające się ziemi. Dwie, które rzadko nazywam przyjaźniami. Unikam słów o wielkim znaczeniu - znaczenie ma to, że były i będą, i są.

Priorytetem w rozmowach stały się drobiazgi. Rutynowe drobnostki, których nie trzeba rozbierać na czynniki pierwsze, moczyć w analitycznym sosie i składać do kupy tysiącem wzorów nieprzystających do rzeczywistości. W niepamięć odeszły nafaszerowane emocjami rozważania, skupiamy się na rozkosznie wyzutej z emocji teraźniejszości nieprzetkanej złudnym snem.

Że niby Dan jest bardziej intrygujący niż Chuck? Że niby bardziej wciąga obserwowanie pozbawionego krwistości, wyrazistości i pazura chłopczyka? W życiu antybohater często przyjmuje postać brutala, z którym nie da się być. W filmie antybohatera można bez ryzyka pokochać, z ekranu nie zejdzie, serca nie poszarpie, przyszłości nie zbruka.

--

17 komentarzy:

  1. Co to za film z Danem i Chuckiem? znow cos przegapilam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, nic nie tracisz oglądając, choć ja wsiąkłam w ten niespecjalny serial. Chodzi o "Plotkarę".

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam to samo ostatnio, nawet nie chce mi sie rozdrabniac i dyskutowac nad faktami,ktore wcale nie maja znaczenia. Wole rozkoszowac i wtapiac sie w terazniejszosc i poprostu ''byc'' z bliskimi. Moze to kwestia doroslosci? Chociaz nie,napewno nie u wszystkich..
    A co do zwierzaczkow, fakt,biedne sa,zamkniete wbrew sobie,tlumione w w emocjach swej natury.

    OdpowiedzUsuń
  4. co to za miasto ??? gdzie byłaś ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Josno, też nie wydaje mi się, że to kwestia dorosłości. Dojrzałości może prędzej. A może zwyczajnie takiego etapu w życiu, spokojnego i niewymagającego analizowania. Człowiek ma tendencję do analiz, kiedy w nim buzuje.

    Polly, zwierzakowe zdjęcia są z chorzowskiego zoo, przedostatnie to Rybnik, ostatnie widok z pociągu niedaleko pipidówki.

    OdpowiedzUsuń
  6. byłaś w Chorzowie ???? żebym wiedziała to mogłyśmy się spotkać :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. I żebym ja wiedziała, Polluśka: spontan mieliśmy z dnia na dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  8. aha ... no to masz szczęście, że to był spontan :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :) Swoją drogą jak teraz sobie myślę, to ja nawet nie wiedziałam, żeś Ty gdzieś tam umiejscowiona jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. no to już wiesz teraz żem z tego właśnie śląska i okolic ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. W zoo byłam raz wieki temu i pamiętam tylko, że mi się nie podobało. Teraz nie chciałabym pójść, szkoda mi tych zwierzaków z klatek.

    Człowiek chyba zwalnia z wiekiem, nie dlatego, że się zmęczył, ale zaczyna doceniać drobiazgi i szczególiki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Polly, tośmy krajanki, choć ze mnie Ślązaczka kapkę naciągana :)

    Ken G., ja do zoo, tego chorzowskiego, mam sentyment niejaki, bo przypomina mi moje wizyty w parku z nieżyjącą już ciotką. I w sumie samych zwierząt z tego czasu nie mam w pamięci, a właśnie to, że razem tam bywałyśmy, kiedy jeszcze zdrowa była.
    A drobiazgi. Chyba kiedyś analizowałam te drobiazgi głównie właśnie. Te same, które teraz mam w poważaniu i dlatego mogę o nich mówić spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja tylko w połowie Ślązaczka bo po ojcu gorolu :]

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja zaś w sumie w ogóle, bo w śląskim mieszkam, ale nawet nie blisko Śląska. A rodzice w sumie oboje scyzorykowaci, ja duszą zresztą też :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam podobne zdanie. A co mnie najbardziej dziwiło, to fakt, że moja Kobietka nawet jako dwuletnie dziecko nie lubiła chodzić do ZOO. My właściwie też nie lubimy.
    Z kolei ja /jak może pamiętasz/ mam 2w1. Mieszkam w dużym mieście, wielkomiejski gwar mam na przysłowiowe wyciągnięcie ręki, ale nasz dom stoi na obrzeżach owej 'metropolii' i jednocześnie spokojnie mogę powiedzieć, że mieszkam w pipidówku:) I właśnie to mi odpowiada:)
    A Marylin? Hmmm... Aktualnie jestem równie chimeryczna, jak ona:) Liczę, że niedługo mi to przejdzie;)
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  16. O, a przecież dzieci w zdecydowanej większości uwielbiają zoo.
    Takie mieszkanie właśnie mi się marzy: na obrzeżach miasta. Nie wiem, czy nie zmieniłabym zdania musząc dzień w dzień dojeżdżać do centrum do pracy, ale pomarzyć sobie mogę, zwłaszcza o mało możliwym :)
    Hmm, aż tak jesteś chimeryczna? No, nie wierzę - Ty musisz wstawać na czas do/dla Kobietki :)

    OdpowiedzUsuń