KLIK, bo choć treść nie pasuje do notki, pięknie śpiewają o niepotrzebnym hałasie
Wsiąkam w chwilową samotność. Moszczę się w innym wymiarze, gdzie minuty układają się według mojego widzimisię, niewymagającego kompromisów, wolnego od powinności, swobodnie zawieszonego w czasie i przestrzeni. Wypełniona aromatem kawy, owiana Cedrowym płomieniem z nutką pomarańczy odmierzam leniwymi tyknięciami tylko moją intymność. Cisza szumi laptopem i mruczy lodówką, szeleści książkową kartką, dźwięczy filiżanką. Nocą zatrzeszczy wdeptaną za dnia podłogą, stuknie krasnalem ze strychu, przeciągnie się kotem. Myśli krążą niezagadywane, niezmącone muszę, powinnam, teraz, nie zaraz, skoncentrowane na szukaniu niewytyczonych wciąż tras. Splatam włosy w niesforne warkoczyki, spryskuję nadgarstki Mediterranean, mrużę oczy i wsłuchuję się w nieruchomy świat. Do wtorku nie ima mnie się czas.
Są takie książki, które zaintrygowały Was już po pierwszej stronie?
Ja już wiem, że spodobają mi się Bliźnięta Fahrenheit Michela Fabera.
Gdybym był kotem, zlizałbym gówno językiem i pozostał dumnym, a nawet wybrednym stworzeniem.
(cytat dla zachęty bądź zniechęcenia)
Wsiąkam w chwilową samotność. Moszczę się w innym wymiarze, gdzie minuty układają się według mojego widzimisię, niewymagającego kompromisów, wolnego od powinności, swobodnie zawieszonego w czasie i przestrzeni. Wypełniona aromatem kawy, owiana Cedrowym płomieniem z nutką pomarańczy odmierzam leniwymi tyknięciami tylko moją intymność. Cisza szumi laptopem i mruczy lodówką, szeleści książkową kartką, dźwięczy filiżanką. Nocą zatrzeszczy wdeptaną za dnia podłogą, stuknie krasnalem ze strychu, przeciągnie się kotem. Myśli krążą niezagadywane, niezmącone muszę, powinnam, teraz, nie zaraz, skoncentrowane na szukaniu niewytyczonych wciąż tras. Splatam włosy w niesforne warkoczyki, spryskuję nadgarstki Mediterranean, mrużę oczy i wsłuchuję się w nieruchomy świat. Do wtorku nie ima mnie się czas.
Są takie książki, które zaintrygowały Was już po pierwszej stronie?
Ja już wiem, że spodobają mi się Bliźnięta Fahrenheit Michela Fabera.
Gdybym był kotem, zlizałbym gówno językiem i pozostał dumnym, a nawet wybrednym stworzeniem.
(cytat dla zachęty bądź zniechęcenia)
eeeeeeeeeeeee no nie wiem czy mnie zachęca taki cytat ;]
OdpowiedzUsuńDlatego go w sumie podałam, żeby ewentualny przyszły czytelnik miał jasność, że to nie są miłe opowiadania o ptaszkach, słonku i miłości przy świetle księżyca.
OdpowiedzUsuńTekst przedni . Cytat zniechęcający . Letnio-jesiennie już za oknem i koniec ferii .
OdpowiedzUsuńJa dziękuję, pan Faber pewnie mniej ;)
OdpowiedzUsuńA o jesieni mi nawet nie przypominaj, przecież lata jeszcze nie było, no.
Są takie książki... A ja ciągle jestem pod wrażeniem czaru Twoich słów:)
OdpowiedzUsuńI też kocham takie dni, w których czas nie ma znaczenia. Nie może ich być zbyt wiele, ale muszą być:)
Muszą być. Ja ich zdecydowanie potrzebuję, by nie zapaść się w sobie. Kiedyś wydawało mi się, że jestem zwierzęciem mało stadnym, potem pokochałam ludzi, ale za tą niestadnością tęsknię czasem.
OdpowiedzUsuńI dziękuję.
Ach, i książka, o której piszę, nie jest jedną z tych - pierwsze słowa okazały się złudne.
Tanyu,kazdy z nas marzy o poobcowaniu ''ze soba''...Tymczasem ja marze o pokochaniu ludzi,chyba jestem takim zwierzeciem malo stadnym...albo udzielaja mi sie coraz chlodniejsze wieczory.. W Polsce 30 stopni,u nas leje.Pozdrowionka.
OdpowiedzUsuńW Polsce nareszcie 30 stopni - pamiętasz lipiec?
OdpowiedzUsuńMój stosunek do ludzi ma kształt sinusoidy, dość mocno wychylonej: czasem chciałabym być wśród nich non stop, czasem chciałabym się zaszyć i nikogo nie widzieć. Ale nie mam takiego komfortu: pracując w szkole, z ludźmi być muszę, nie narzekam jednak, pracę swoją kocham!