KLIK w mój klimacik i w mój nastroik
...im dłużej żyjesz, z tym większej liczby marzeń rezygnujesz, aż nie zostaje ci kompletnie nic.
Anne Rice
Rzadko zauważane trzy noworoczne marzenia do spełnienia dyndały sobie u sufitu. Rzucaliśmy na nie okiem od wielkich dzwonów, kiedy gdzieś tam na horyzoncie majaczyła szansa spełnienia, gros czasu wisiały sobie jednak nienękane naszymi nadziejami. Wczoraj tąpnęło. Sufit raptownie zjechał w dół, czułki marzeń połechtały nas po piętach, w serca wkradł się zupełnie zbędny entuzjazm, tuż przed oczyma zamigotała nadzieja. Ośmieleni powodem tąpnięcia, a nienauczeni niczego poprzednimi doświadczeniami, już snuliśmy dalekosiężne plany, już liczyliśmy zyski, wetowaliśmy przeszłe straty. Błąd. Splot trywialnych wydarzeń, tak durnych, że ułożyć ich sobie logicznie w głowie nie umiem, sprawił, że sufit poszybował w rejony nie do sięgnięcia, a ja zapadłam się w sobie i wtóruję w zawodzeniu deszczowi za oknem. Jestem równie wytrwała jak on. Nie pierwszy raz los bawi się nami metodą kija i marchewki, nieczęsto jednak tak perfidnie układa zdarzenia. Tąpnięcie zachwiało mało pożądaną acz spokojną równowagę, wtłoczyło nas w inną rzeczywistość, chcianą tak bardzo, że jej nagłe pojawienie się i jeszcze szybsze zniknięcie poszarpało nasz światek. Na tę chwilę stałam się strachliwą zwolenniczką stagnacji, która ma do marzeń pretensje, że nie wiszą przykładnie u sufitu, a zeskakują, grają nam na nosach, by zawisnąć jeszcze wyżej i zostawić nas w niewierze, że znów się uda.
...im dłużej żyjesz, z tym większej liczby marzeń rezygnujesz, aż nie zostaje ci kompletnie nic.
Anne Rice
Rzadko zauważane trzy noworoczne marzenia do spełnienia dyndały sobie u sufitu. Rzucaliśmy na nie okiem od wielkich dzwonów, kiedy gdzieś tam na horyzoncie majaczyła szansa spełnienia, gros czasu wisiały sobie jednak nienękane naszymi nadziejami. Wczoraj tąpnęło. Sufit raptownie zjechał w dół, czułki marzeń połechtały nas po piętach, w serca wkradł się zupełnie zbędny entuzjazm, tuż przed oczyma zamigotała nadzieja. Ośmieleni powodem tąpnięcia, a nienauczeni niczego poprzednimi doświadczeniami, już snuliśmy dalekosiężne plany, już liczyliśmy zyski, wetowaliśmy przeszłe straty. Błąd. Splot trywialnych wydarzeń, tak durnych, że ułożyć ich sobie logicznie w głowie nie umiem, sprawił, że sufit poszybował w rejony nie do sięgnięcia, a ja zapadłam się w sobie i wtóruję w zawodzeniu deszczowi za oknem. Jestem równie wytrwała jak on. Nie pierwszy raz los bawi się nami metodą kija i marchewki, nieczęsto jednak tak perfidnie układa zdarzenia. Tąpnięcie zachwiało mało pożądaną acz spokojną równowagę, wtłoczyło nas w inną rzeczywistość, chcianą tak bardzo, że jej nagłe pojawienie się i jeszcze szybsze zniknięcie poszarpało nasz światek. Na tę chwilę stałam się strachliwą zwolenniczką stagnacji, która ma do marzeń pretensje, że nie wiszą przykładnie u sufitu, a zeskakują, grają nam na nosach, by zawisnąć jeszcze wyżej i zostawić nas w niewierze, że znów się uda.
moje marzenia póki co udaje się powoli realizować :))) wprawdzie czasem dużym kosztem i wyrzeczeniami ale udaje i to najważniejsze :)))
OdpowiedzUsuńTo cieszy, Polluśka :)
OdpowiedzUsuńMoje, czy też nasze właściwie, nie do końca są od nas zależne i to mnie strasznie frustruje, przyznam.
ano cieszy :))) nasze czasem zależą od finansów i szarpiemy te nasze fundusze niemiłosiernie nawet kosztem chwilowych długów no ale .... cóż :)
OdpowiedzUsuńTe zależne od finansów też spełniam nie zawsze bacząc na długi. A co! Najwyżej jak umrę zostanie po mnie debet ;p
OdpowiedzUsuńHej zapraszam do komentowania oraz do chętnego obserwowania mojego bloga :D
OdpowiedzUsuńPomarzyć (porozmawiać) o możliwości realizacji też jest pewną wartością , samą w sobie .
OdpowiedzUsuńtak to już jest z marzeniami, że jakoś czasem nie chcą się spełniać. Czasem wydaje mi się że ma to związek z przeznaczeniem, albo czymś innym co pilnuje żeby równowaga była w życiu - raz musi być dobrze, raz źle. Przypomniały mi się słowa Janusza Kofty "żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdążyć (..) trzeba marzyć". Czasami gdy zastanawiam się nad tym to dochodzę do wniosku że zdarza mi się.. Tylko dla mnie oczywiście to za mało.. albo to akurat nie to czego bym chciała w danym momencie.. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńO, mój pierwszy spam na blogspocie.
OdpowiedzUsuńAir, w sumie... W sumie nie wiem, czy mnie to w tej chwili przekonuje, ale na pewno coś w tym jest.
Greensalt, kurczę, z tym akurat marzeniem to ta równowaga jakby nieco zachwiana jest, bo marzę, marzę, dążę, dążę, a tu nawet nie drgnie. Gdzieś coś robię źle, bo przecież los nie może być aż tak wredny, nie? A może jest, bo wie, że kiedy to marzenie (zamierzenie właściwie, bo to nie myśl o gwiazdce z nieba) się spełni, inne pójdą jak po maśle.
Nadzieja niby jest taka delikatna i kruchutka, ale zawiedziona potrafi zaboleć bardziej niż coś mocniejszego i wyraźniejszego.
OdpowiedzUsuńDrugi spam . Znalazłem blog wart polecenia .
OdpowiedzUsuńhttp://agapioro.blox.pl/2011/07/wyrazne-dzwieki-o-malej-sile-natezenia.html
Kiedyś poleciłaś mi blog "Bezdomnej" pamiętasz ?
"Marzenie" zrealizowane przestaje być "marzeniem" !
Twój spam to taki półspam ;)
OdpowiedzUsuńProblem w tym, Air, że w sumie to nie marzenie - to potrzeba każdemu potrzebna, ale tak się nie spełnia, że podpada już niemal pod kategorię wiszących jak gwiazdy na niebie marzeń.
Ken G., zwłaszcza ta na wyrost...
OdpowiedzUsuńto zupełnie jak u mnie...;)aż strach marzyc;))
OdpowiedzUsuńA no widzisz, to przynajmniej zobaczyłaś jak bardzo ten sufit jest ruchomy. Mi się ciągle naiwnie wydaje, że on tak na stałym poziomie jest ciągle i jak będę do niego podskakiwać to w końcu doskoczę
OdpowiedzUsuńTanyuśka... te marzenia kapryśne są, ale może chcą was wypróbować zanim spełnią się z nawiązką...?
OdpowiedzUsuńPrzyszywana, strach ma wielkie oczy i nie taki diabeł straszny jak go malują ;)
OdpowiedzUsuńJakoś się trzeba pozytywnie zmotywować, nie?
Zielona, chyba wolałabym podskoki - przynajmniej wtedy mam wrażenie, że sama działam, a nie, że ślepy los za mnie z tym sufitem tak w górę i w dół sobie pogrywa.
Aguśka, z nawiązką, mówisz. Nie powiem, że mi taka myśl nie jest miła :)