17 września 2014

W głowie nie piszczy..

Wiadomo, rok szkolny zaczął się na dobre i poza szkółkowymi obowiązkami w mojej trawie niewiele piszczy. Nie piszczy mi też za szczególnie w głowie, dźwięczy mi w niej za to cisza. Czy też pustka raczej? Wakacje wytępiły we mnie komórki odpowiedzialne za pamięć, kojarzenie i logikę, rozwinęły zdolność do opowiadania żartów nie na miejscu i w nieodpowiednim towarzystwie. Uszczęśliwiam więc otoczenie młodsze i starsze aluzjami, które padać nie powinny, w ogóle nie cierpiąc przy tym na wyrzuty sumienia i śmiejąc się w głos, kiedy czytam treściwe wiadomości tekstowe z troskliwym pytaniami, czy piję i czy dziś udało mi się nie popełnić tysięcznego faux pas. Czekam dnia, w którym nowa dyrekcja będzie zmuszona zapewnić mi pomoc psychologiczno - pedagogiczną, co nie byłoby takie złe, bo równie nowy pan pedagog jest jedynym mentalnym ciachem wśród otaczającego mnie pedagogicznego ciała i oferuje mi kawę w miękkim fotelu i w każdej chwili. Lepszy fotel niż kozetka, na niej bowiem mogłabym zapaść w sen sprawiedliwego, złakniona okołopołudniowej drzemki, której nie znosiłam jako przedszkolak. Jednocześnie, wbrew wszelkim pozorom, jestem pełna dziwnej energii. Ta drzemała we mnie, czekając na odpowiedni czas, czas wywracania rzeczy do góry nogami, czas wypełzania z wieku dziewiętnastego i wbiegania w dwudziesty pierwszy, czas wykluwania się pozytywnych relacji, czas samodzielnych decyzji o wyborze ręki, którą, pardon, drapię się po dupie. Taka moja era wodnika w mikro skali. I choć czasem mam wrażenie, że zmęczenie dwunastoma latami zamordyzmu góruje nad zapałem, fruwam po szkole z uśmiechem skowronka, wprowadzam samorządowe zmiany, w które zaczyna mi wierzyć garstka zapaleńców, organizuję przyloty, pobyty i wypady, gadam bez ustanku, kocham moją maturalną, nieogarniętą i rozgadaną na równi ze mną, uczę się telepatii, gubię, co się tylko zgubić da, siedzę w szkółce do oporu, a po lekcjach wpadam w fazę mniej żreć, kompulsywnie spamuję portal społecznościowy, zdecydowanie lepiej śpię i niedotlenione sny śnię. Powoli rozsupłuje się zacieśniony w przeszłości supeł, bluszcz rozluźnił uścisk, nie dzwoni, nie snuje planów na przyszłość, nie zaskakuje propozycjami, owinął się wokół innej. Odkrywam na nowo białe wino, czytam japońską prozę, za chwilę wejdę w jesienny las, może popełnię jakiś wiersz. Dobrze jest.