Lepsze jutro było wczoraj, wykaligrafował ktoś kształtnymi literami na wyszczerbionym murze i biorąc pod uwagę mnogość zlikwidowanych przez ostatnie dwadzieścia lat miejsc pracy i nikłość nowo powstałych trudno się z tym nie zgodzić. Nie dziwi więc, że w czasie na poły służbowego wyjazdu do Bielska - Białej byłam usilnie namawiana, by zebrać się w sobie i do krajów obcych uciekać. Towarzysząca mi koleżanka jest aktualnie szczęśliwą emerytką, zna jednak wszelkie słodycze lokalnego szkolnictwa od podszewki; pracowałyśmy razem ładnych kilkanaście lat. Zmobilizowana, w myślach planuję więc wspinaczkę po szczeblach zmywakowej kariery, zupełnie nie bacząc na oburzenie innej koleżanki, której zdaniem powinnam się spełniać w zagranicznej szkole, bo przecież język znam i magistra mam przed nazwiskiem. Przypominam jej nieśmiało, że magistrów teraz więcej niż psów Burków, że polskie tytuły po drugiej stronie świata średnio warte i, co najistotniejsze, że cały cymes wyjazdu polega na rzuceniu nauczania i całkowitym się przekwalifikowaniu. A w związku z tym, że fachu porządnego w ręku nie mam, zmywak wydaje się być wyjściem najrozsądniejszym, bo gary czyszczę jako tako. Tymczasem, zamiast kompletować życiorysy, uprawiam wirtualny leżing pod gruszą. Realnego uskuteczniać się nie da, bo na moim podwórku działa wylęgarnia łaknących krwi komarów. Zadziwiające, że podwórko dalej sąsiadka przesiaduje godzinami rozmawiając przez telefon i nie widać, żeby jakoś szczególnie machała ramionami. Kiedyś zapytam, co je. Póki jednak nie mam najmniejszej ochoty na gadki - szmatki, tryskam wrześniowymi pomysłami: w głowie mi się rodzą i roją wizje powakacyjnych e-twinningowych projektów, w których motywem przewodnim są zamki i ich duchy. Bo w związku z niewypuszczaniem się dalej z pipidówki - nie liczmy kilku dni w krzeszowickiej głuszy - podążam szlakiem najbliżej położonych Orlich Gniazd. I tak marzą mi się Comeniusy, w ramach których odkrywamy legendy o różnokolorowych damach pohukujących na kamiennych murach. Niestety, choć czekają nas kolejne dwa lata Leonardo da Vinci, wśród partnerskich krajów zabraknie Łotwy, gdzie w odrestaurowanym pałacu pokazuje się spowita w szarości niegdysiejsza właścicielka. Bo na wschodzie na pewno straszy bardziej spektakularnie, swojsko i romantycznie. To właśnie na wschodzie mogłabym się osiedlić, wcale nie myjąc tam sztućców i talerzy, a nauczając gdzieś w Tadżykistanie czy Uzbekistanie. Gdzieś w stepie szerokim.
P.S. Gdybym kogoś nie odwiedziła w ciągu kolejnych dwóch czy trzech dni, proszę o upomnienie się: Google Readera mi zlikwidowali. Przy okazji, zna ktoś jakiś sensowny czytnik blogów?
P.S. Gdybym kogoś nie odwiedziła w ciągu kolejnych dwóch czy trzech dni, proszę o upomnienie się: Google Readera mi zlikwidowali. Przy okazji, zna ktoś jakiś sensowny czytnik blogów?
P.S. bis: Wymyśliłam sobie, że w konkursie wezmę udział. Na zdjęcie się jednak zdecydować nie mogę, więc pod ten mój powrót po przydługim okresie, konkurs swój ogłaszam: które najgorsze Waszym zdaniem? Bo jedno z poniższych wyeliminować muszę.
